Obrona i oskarżenie zapowiadają apelację

Tomasz S. nadal formalnie pozostaje radnym, a do czasu rozstrzygnięcia
sprawy w apelacji pozostawał będzie na wolności. Fot. Kamil Krukiewicz

W czwartek (19 sierpnia) przemyski Sąd Okręgowy wydał wyrok ws. radnego Tomasza S. i skazał go na 2 lata bezwzględnego pozbawienia wolności i wysoką grzywnę. Zasądził też nawiązkę na rzecz pokrzywdzonego. Do więzienia mają trafić także dwaj pozostali oskarżeni w tej sprawie. Wyrok nie jest prawomocny. Zarówno obrona Tomasza S., jak i prokurator, zamierzają wnieść apelację. Jednocześnie sąd zdecydował o uchyleniu tymczasowego aresztowania wobec Tomasza S. i Kamila R. Obaj będą odpowiadać w apelacji z wolnej stopy.

Wraz z Tomaszem S. na ławie oskarżonych zasiadało dwóch innych przemyślan – Dariusz C., który przed aresztowaniem pracował w firmie budowlanej Tomasza S. oraz jego kolega, Kamil R. W sprawę zamieszanych jest jeszcze dwóch mężczyzn, których organa ścigania nie zatrzymały, a jedynie znają personalia jednego z nich.
Przedmiotem sprawy było pobicie mieszkańca Przemyśla, Grzegorza K. On również pracował u Tomasza S. Wszystko zaczęło się od tego, że ten ostatni nie był zadowolony z jakości pracy swego pracownika. K. miał pojawiać się w pracy pod wpływem alkoholu, a także, kolokwialnie mówiąc, sknocić robotę na jednej z budów. Efektem tego było to, że inwestor nie zapłacił firmie za wykonaną pracę. Tomasz S. w związku z tym odmówił wypłacenia Grzegorzowi K. pieniędzy w kwocie 470 złotych, których to K. się domagał, jako części wypłaty. Pracownik zasypywał Tomasza S. sms-ami i telefonami w tej sprawie, miał mu także grozić. S. zgłosił ten fakt dzielnicowemu, utrzymując, że obawia się gróźb K. Ów dzielnicowy potwierdził ten fakt, zeznając przed sądem. Z materiału dowodowego wynika też, że Grzegorz K. i jeden z oskarżonych, Dariusz C., za sobą nie przepadali i w czasie pracy nie szczędzili sobie złośliwości.

Otarcia naskórka, siniaki i podbite oko

Była niedziela, 28 marca, gdy Dariusz C. pojawił się w mieszkaniu swego kolegi, Kamila R. i zaproponował mu pójście „na akcję”. Tak w każdym razie wynika z zeznań R. składanych w śledztwie, a także w trakcie procesu, który toczy się przed Sądem Okręgowym w Przemyślu. Wyrwany ze snu R. był pod wpływem alkoholu. Nie pytając Dariusza C. o szczegóły „akcji”, wziął z domu metalowy kij bejsbolowy i wyszedł razem z nim. Mężczyźni poszli do oczekującego na nich w swoim samochodzie Tomasza S., wraz z którym w aucie miało być jeszcze dwóch mężczyzn nieznanych R. i C. Wszyscy razem pojechali na parking przy przemyskim Domu Handlowym „Szpak”. Tu mieści się jeden z dyskontów spożywczych, gdzie Grzegorz K. robił wówczas drobne zakupy.
Tomasz S. miał pokazać mężczyznom Grzegorza K. przez szybę w sklepie i oddalić się do samochodu. Tamci poczekali, aż K. wyjdzie ze sklepu, zaatakowali go od tyłu, odciągnęli w ciemniejszą część parkingu i pobili. Dariusz C. miał kopać Grzegorza K. po całym ciele, zaś Kamil R. bić go kijem bejsbolowym. Wskutek pobicia K. doznał licznych zadrapań naskórka, miał też siniaki i podbite oko. Obrażenia te, jak ustalili potem lekarze, spowodowały rozstrój jego zdrowia na okres poniżej 7 dni. W trakcie pobicia Dariusz C. miał zwrócić się do pokrzywdzonego, by ten oddał mu swój zegarek, co Grzegorz K. uczynił. Jak się potem okazało, czasomierz marki Casio był wart 150 złotych. Następnie pobity K. miał uciec z parkingu porzucając reklamówkę z zakupami, którą,„zaopiekował się” Kamil R. – Nie chciałem, żeby się zmarnowały – wyjaśniał potem w sądzie. W reklamówce były: czteropak piwa, papierosy, ser i wędlina. Wszystko warte około 50 złotych. Sędzia SO prowadzący sprawę, Bogdan Kusz, zarządził odtworzenie w sali rozpraw nagrań z monitoringu parkingu, na którym doszło do pobicia. Niewiele jednak na nich widać.

Dwóch w areszcie, jeden na wolności

Grzegorz K. zgłosił całą sprawę na policję. Tomasz S., dowiedziawszy się o tym, namawiał go, by odstąpił od nadawania sprawie biegu w organach ścigania. Grzegorz K. skarżył się Tomaszowi S., że Dariusz C. straszył go, iż zgwałci jego żonę, a także syna. K. całą rozmowę nagrał i przedstawił potem śledczym, co stało się podstawą do postawienia zarówno Tomaszowi S., jak i Dariuszowi C. zarzutów nakłaniania pokrzywdzonego do zmiany zeznań. Jednocześnie temu pierwszemu prokurator zarzucił zlecenie i kierowanie pobiciem K. Podczas spotkania Dariusza C. i Tomasza S. z Grzegorzem K. Dariusz C. oddał pokrzywdzonemu zabrany mu w trakcie pobicia zegarek, a Tomasz S. dał mu pieniądze, których K. wcześniej się odeń jako pracodawcy domagał. – Dał mi 500 złotych i nie chciał 30 złotych reszty – powiedział potem przed sądem K. Mężczyźni mieli się rozstać w spokoju i pozornej zgodzie.
Jednak 2 kwietnia Tomasz S. został zatrzymany i postawiono mu zarzuty. Dariusz C. zgłosił się sam na policję, dowiedziawszy się o zatrzymaniu S. Obaj zostali tymczasowo aresztowani. Kamil R. natomiast był przesłuchiwany, ale pozostawał na wolności. Sąd dopiero przed rozpoczęciem procesu zdecydował o jego tymczasowym aresztowaniu i R. 6 sierpnia z sądu wyszedł w kajdankach. Relacja Kamila R. i pokrzywdzonego Grzegorza K. jest dość niecodzienna. Obaj znali się przed pobiciem, byli znajomymi. Jak zeznawał Kamil R., dopiero w prokuraturze podczas czynności przygotowawczych ze swoim działem dowiedział się, kim był pobity przez niego mężczyzna. – Ja go nie poznałem wtedy – tłumaczył potem przed sądem R. – Było ciemno, a on był w maseczce, gdy wyszedł ze sklepu – wyjaśniał. Kamil R. przeprosił Grzegorza K. i uzyskał jego przebaczenie. Zadeklarował też zwrot kosztów zakupów, które zabrał z parkingu po całym zajściu, ale K. odmówił. Jeszcze na rozprawie 6 sierpnia obrońca R. wnosił o zamienienie mu środka zapobiegawczego w postaci aresztu na dozór policyjny i zakaz opuszczania kraju z uwagi na to, że jego klient opiekuje się ciężko chorą matką. Sąd w tej sprawie decydował kilka dni później, ale R. pozostał w tymczasowym areszcie.

Żeby nie było, że to sprawa polityczna

Podczas rozprawy, odbywającej się 13 sierpnia, głos zabrali po raz ostatni: prokurator, obrońcy oskarżonych oraz sami oskarżeni, a także pokrzywdzony Grzegorz K. Ten ostatni: poprosił sąd o zwolnienie z aresztu Kamila R. Podnosił, że pojednał się z tym oskarżonym, który go przeprosił, wszystko sobie wyjaśnili i nie ma powodu, by R. był w areszcie. Potem przyszedł czas na mowy końcowe i prokurator z Prokuratury Okręgowej w Rzeszowie, która prowadziła śledztwo, zażądał dla oskarżonych wysokich kar. Dariusz C., zdaniem oskarżyciela publicznego, powinien spędzić w więzieniu 5 lat oraz zapłacić 2 tys. złotych grzywny i 2 tys. złotych nawiązki dla pokrzywdzonego. Kamil R. natomiast, według prokuratora, zasłużył swoim czynem na 4,5 roku za kratkami oraz 2 tys. złotych grzywny i 2 tys. złotych nawiązki. Przypomnieć tu należy, że zarówno C., jak i R., byli już wcześniej karani.
Niekarany był natomiast nigdy dotąd Tomasz S. Mało tego, ten przemyślanin będący już trzecią kadencję radnym przemyskiej Rady Miejskiej, cieszył się dotychczas nieposzlakowaną opinią zaangażowanego społecznika i oddanego sprawom miasta radnego. Prokurator zażądał dla niego za oba popełnione przestępstwa kary łącznej 3,5 roku pozbawienia wolności oraz zapłaty 2 tys. złotych nawiązki dla pokrzywdzonego, a także podania treści wyroku do wiadomości publicznej. Jak wyjaśnił, chodzi o uniknięcie ewentualnych podejrzeń, że proces, ze względu na to, że Tomasz S. jest radnym, ma charakter polityczny.

Dwa lata i tys. złotych grzywny

W miniony czwartek (19 sierpnia) sąd wydał wyrok w tej sprawie. Uznał wszystkich skazanych za winnych zarzucanych im czynów i skazał Tomasza S. na karę 2 lat pozbawienia wolności i grzywnę w wysokości 10 tys. złotych. Ponadto zobowiązał go do zapłacenia pokrzywdzonemu Grzegorzowi K. nawiązki w wysokości 2 tys. złotych i pokrycia kosztów sądowych procesu. Nadto treść wyroku dotycząca Tomasza S. ma być podana do wiadomości publicznej przez miesiąc. – W ocenie sądu sprawstwo kierownicze w sprawie pobicia pokrzywdzonego jest bezsporne – podkreślił SO, Bogdan Kusz. – Sąd jednocześnie wziął pod uwagę fakt, iż Tomasz S. nie był wcześniej karany i miał nieposzkalowaną opinię – dodał. Sąd uznał, że Kamil R. powinien spędzić rok w więzieniu i zapłacić 500 złotych grzywny oraz 2 tys. złotych nawiązki pokrzywdzonemu, zaś Dariusz C., w ocenie sądu, za kratkami musi przebywać 3,5 roku, zapłacić 3 tys. zł grzywny i również 2 tys. złotych nawiązki na rzecz pokrzywdzonego Grzegorza K. Zarówno C., jak i R., sąd z kosztów procesu zwolnił.
Od wyroku zamierza odwołać się zarówno oskarżyciel publiczny, jak i obrona Tomasza S.
-W naszej ocenie nie było tu sprawstwa kierowniczego ze strony oskarżonego S. – podkreślał po ogłoszeniu wyroku mec. Mirosław Lewczyk, jeden z obrońców Tomasza S.
Tymczasem sąd przychylił się do wniosków obrońców Tomasza S. i Kamila R., i uchylił obu środek zapobiegawczy w postaci tymczasowego aresztowania. Obaj oskarżeni weekend spędzą już na wolności, a oskarżeni w apelacji odpowiadać będą z wolnej stopy.
Pokrzywdzony Grzegorz K. w rozmowie z nami stwierdził, że zadowala go kara, jaką sąd wymierzył Tomaszowi S. – Co do Dariusza C. uważam, że powinien ponieść surowsze konsekwencje – powiedział. Ubolewał też, że za kratki trafi Kamil R., który okładał go kijem bejsbolowym, a któremu wybaczył. Obrona tego oskarżonego nie ma zamiaru apelować wyroku wydanego w czwartek wobec jej klienta.

Nadal jest radnym

Tomasz S. od lat był członkiem Platformy Obywatelskiej i pełnił funkcję szefa struktur tej partii w Przemyślu i powiecie przemyskim. Krótko po postawieniu mu zarzutów został zawieszony w członkostwie w PO. Koledzy i koleżanki z klubu Koalicji Obywatelskiej, w którym Tomasz S. zasiada, złożyli za niego społeczne poręczenie. Obrońca radnego chciałby, by sąd wydał wobec niego jak najłagodniejszy wytok. O to samo prosił w ostatnim słowie Tomasz S., ze łzami w oczach mówiąc o tym, że nie zdawał sobie sprawy, iż wszystko to przybierze taki obrót, a 4,5 miesiąca, które spędził w areszcie, nauczyły go wystarczająco dużo. Do czasu skazania prawomocnym wyrokiem, Tomasz S. formalnie pozostaje radnym.

Mariusz Włoch

2 Responses to "Obrona i oskarżenie zapowiadają apelację"

Leave a Reply

Your email address will not be published.