
– Ponieważ kiedyś zdecydowałam się być matką, dlatego po wypadku nie podjęłam tej najokrutniejszej decyzji i postanowiłam o niego walczyć – mówi Mariola Mytych -Turek, która od 5 lat zajmuje się sparaliżowanym po próbie samobójczej synem. – Choć bywa ciężko, czasami ręce opadają z bezsilności czy przemęczenia, to wiem, że robię to dla niego. Nikt nie odda całego serca i wszystkich sił dziecku tak jak matka.
Ile nieszczęść i przeciwności losu może na swoich barkach udźwignąć młody człowiek? Arek Turek z Tarnobrzega miał przed sobą całe życie: dziewczynę, marzenia, plany zawodowe. Jego świat runął wtedy, gdy zmarł jego tata. Arek bardzo przeżył tę śmierć. Nie poddał się jednak, zdał maturę i rozpoczął studia w Państwowej Wyższej Szkole Zawodowej w Tarnobrzegu. Wybrał socjologię, którą kontynuował na Uniwersytecie Jagiellońskim.
Życie Arka nie odbiegało od tego, jakim żyli jego rówieśnicy, ale on potrafił się poświęcić dla innych. – Gdy chłopiec skończył studia, postanowił, że weźmie do siebie swoją babcię, która mieszkała wówczas w Sokolnikach. Babcia była obłożnie chora i Arek przez półtora roku robił przy niej wszystko. Był jej lekarzem i pielęgniarzem. Mył, przewijał, podawał lekarstwa, rehabilitował – dowiadujemy się od Natalii Garboś, która jako jedna z pierwszych walczyła z mamą Arka o wsparcie na jego rehabilitację. – Babcia była dla Arka najważniejszą osobą w życiu. Niestety, przyszedł dzień, w którym 80-latka zmarła.
Arek był z babcią bardzo związany i nie mógł sobie poradzić z jej śmiercią. Dodatkowo nie mógł znaleźć pracy, dwa razy dostał propozycję stażu. Po raz trzeci, idąc na rozmowę, miał nadzieję, że wreszcie dostanie szansę na normalną pracę. Nie udało się. Znów pojawiła się propozycja stażu. Jakby tego było mało, w grudniu 2014 pojawił się zawód miłosny. Arek rozstał się z dziewczyną, z którą był przez sześć lat.
Jedna tragiczna decyzja
– Jesteśmy tylko ludźmi i różnie reagujemy na takie sytuacje. Załamanie, śmierć bliskich, bezradność i smutek, zawód miłosny – to wszystko sprawiło, że Arek sięgnął po dopalacze – nie kryje Natalia Garboś.
18 marca 2016 r. młody mężczyzna wyskoczył z mieszkania mieszczącego się na czwartym piętrze. Przyjechała karetka, policja. Rozpoczęła się reanimacja. Przewieziono go na OIOM tarnobrzeskiego szpitala. Spędził tam trzy i pół miesiąca. Po wybudzeniu ze śpiączki był w stanie wegetatywnym, bez szans na powrót do zdrowia. Diagnoza, jaką usłyszała mama Arka, brzmiała, że powinna umieścić syna w hospicjum, bo szans na poprawę jego stanu nie ma.
Pani Mariola nie poddała się jednak i skierowała Arka do kliniki rehabilitacyjnej, a dokładnie do Polskiego Centrum Rehabilitacji Funkcjonalnej Votum w Krakowie.
Ciało z bijącym sercem
– Od wypadku minęło już ponad 5 lat. Arkadiusz doznał ciężkiego urazu czaszkowo-mózgowego, który zabrał niemalże wszystko: ruch, czucie, mowę, słuch, wzrok, zostawiając ciało z bijącym sercem – mówi Mariola Mytych-Turek. – Lekarze nie dawali mu żadnych szans, rokowania były zerowe, wiele razy słyszałam: stan wegetatywny, roślinka, nie da pani rady sama opiekować się synem, proszę przygotować się na najgorsze. Ponieważ kiedyś zdecydowałam się być matką, tak i wtedy zdecydowałam się walczyć o niego! Przejście ze stanu wegetatywnego do stanu świadomości i sprawności to bardzo długa droga niekończącej się rehabilitacji. Na przestrzeni tych kilku lat u Arka można stwierdzić ogólną poprawę funkcjonowania i wybudzania ze śpiączki mózgowej. Wiem, że nie mogę na tym poprzestać, trzeba walczyć dalej każdego dnia. Rehabilitacji syn będzie potrzebował do końca życia. Choć bywa ciężko, czasami ręce opadają z bezsilności czy przemęczenia, wiem, że robię to dla niego! Nikt dziecku nie odda całego serca, jak matka.
Mruga na zadawane pytania
– Syn nadal jest w śpiączce mózgowej, nadal zaopatrzony w rurkę tracheotomii i pega, ma niedowład spastyczny czterokończynowy – przyznaje Mariola Mytych-Turek. – Ale odzyskaliśmy reakcję wzroku, słuchu, czucia. Nadal pozostał ogromny deficyt neurologiczny w reakcji ruchu i komunikacji. Wiele jeszcze przed nami do zrobienia, by odzyskać utracony ruch, ale jest nadzieja, że „coś ruszyło”. Potrafi wykonać drobny ruch na prośbę, jak i pokazać złość czy niezadowolenie np. z ułożenia pozycji ciała, bo czuje dyskomfort poprzez agresywne ruchy kończynami. W pozycji leżąco-siedzącej spędza najwięcej czasu. Utrzymanie stabilnego pionu ciała przygotowującego do nauki chodu, jeszcze przed nami. Prawa strona ciała jest mocniejsza, a lewa dużo słabsza. Jest świadomy, wiele rozumie, reaguje mimiką twarzy. Mając zamknięte oczy, po usłyszeniu swojego imienia natychmiast je otwiera. Mruga na zadawane pytania raz na „tak” , dwa razy na „nie”.
Gdyby ktoś podał mu wtedy pomocną dłoń
W grudniu Arek będzie obchodził 39. urodziny. Nie zdmuchnie urodzinowej świeczki, ale będzie miał przy sobie mamę, która każdego dnia walczy o jego sprawność. To ona dźwiga od ponad 5 lat ciężar jego tragicznej decyzji. Decyzji, która zapewne w tamtej złej chwili wydawała mu się jedyną możliwą, ale być może, gdyby wówczas, tego dnia, ktoś podał Arkowi pomocną dłoń, gdyby dał mu szansę, uwierzył w niego, życie jego i jego mamy potoczyłoby się zupełnie inaczej. Okazując wsparcie Arkowi i jego mamie, strzepnijmy kurz z naszej wrażliwości i w codziennych kontaktach z bliskimi i wszystkimi, z którymi skrzyżują się nasze drogi, okazujmy ją, bo być może, jedna nasza reakcja zmieni czyjeś życie, sprawi, że w ponury dzień, zaświeci słońce…
Zbiórka na rzecz Arka Turka prowadzona jest na portalu zrzutka.pl pod hasłem „Budzimy Arka”.
Małgorzata Rokoszewska



4 Responses to "Tragiczny skok syna i heroiczna walka matki"