Rozgoryczeni wyjdą na ulice

W kolejce czekają pielęgniarki i nauczyciele, którzy w połowie września mają poznać pomysły Ministerstwa Edukacji i Nauki na ich tegoroczne wzrosty wynagrodzeń. Fot. Wit Hadło

Nad naszym rządem gęstnieją czarne chmury! Jego polityka społeczno-gospodarcza, polegająca na bezmyślnym rozdawnictwie pieniędzy podatników, doprowadziła do największej od 20 lat inflacji (ponad 5 proc.), a ta z kolei do szalejącej drożyzny. Rządzący chcieli to pokryć pieniędzmi z Polskiego Ładu, ale zanosi się na to, że trudno będzie ów wprowadzić
w życie. A tymczasem kolejne grupy zawodowe zapowiadają strajki i protesty. Powód? Ceny rosną, a płace stoją – nie licząc oczywiście wynagrodzeń polityków. Rośnie więc też niezadowolenie społeczne i jesienią możemy spodziewać się fali strajków
i protestów.

Podwyżki, które sami sobie zafundowali z naszych pieniędzy rządzący, nie spodobały się szczególnie pracownikom sfery budżetowej, którzy oczekują od rządu nawet 12- procentowego wzrostu wynagrodzeń. Już na 11 września swój protest zapowiedzieli pracownicy służby zdrowia. Ich ostatnia podwyżka wyniosła średnio…19 złotych! Do przewidzenia było zatem, że nie puszczą tego płazem rządzącym. Planują zorganizowanie białego miasteczka . To ma być „powtórka z rozrywki”, a raczej z dramatu, jaki rozegrał się w 2007 roku pod gmachem Kancelarii Prezesa Rady Ministrów w Alejach Ujazdowskich w Warszawie. Premierem był wówczas Jarosław Kaczyński, który odmówił rozmów z protestującymi pielęgniarkami. Doszło do interwencji policji, a część pielęgniarek podjęła strajk głodowy. Być może czeka nas tej jesieni to samo, a trudno przewidzieć, jakie rozkazy otrzyma policja i jak daleko posunie się w pacyfikacji miasteczka. Jednak pracownicy służby zdrowia są tak zdeterminowani, że trudno oczekiwać, by chcieli „odpuścić”.

Nauczyciele też chcą podwyżek

A nie są wszak jedyni, bo podwyżek wynagrodzeń oczekują też nauczyciele. Ci jeszcze nie wiedzą, jaki los zgotował dla nich minister Czarnek, ale nie kryją, że niczego dobrego się po nim nie spodziewają. – Niestety, jeśli spojrzymy na projekt budżetu, to w przypadku nauczycieli mamy zerowy wskaźnik wzrostu wynagrodzeń. Z kolei subwencja oświatowa ma wzrosnąć o 2 proc. Z tego wynika, że nie ma przestrzeni na wielkie podwyżki płac, które 15 września ma ogłosić minister nauki Przemysław Czarnek. Chyba że mają być one sfinansowane przez nauczycieli z ich dotychczasowych wynagrodzeń. Pan minister wspominał o likwidacji dodatku wiejskiego, radykalnym zmniejszeniu odpisu na fundusz socjalny czy o wydłużeniu dydaktycznego czasu pracy. W takim przypadku to jednak nie będą podwyżki, ale przesunięcie składników wynagrodzenia. Wiele wskazuje więc na to, że nauczyciele dołączą do protestów – zauważa w rozmowie z PulsHR.pl Andrzej Radzikowski, przewodniczący Ogólnopolskiego Porozumienia Związków Zawodowych (OPZZ).

Strajk zapowiadają pracownicy ZUS-u

Protesty zapowiadają też pracownicy ZUS-u. Jest ich ponad 40 tysięcy, a podwyżek chcą, bo ciężko napracowali się, rozpatrując miliony wniosków przedsiębiorców dotyczących dotacji z tarcz antycovidowych, a wkrótce czeka ich kolejny nawał pracy. A to dlatego, że od przyszłego roku ZUS ma przejąć obsługę programu 500+. Tu z kolei mniej pracy będą mieli pracownicy pomocy społecznej, którym z tego powodu grożą zwolnienia, a mowa o 12 tys. pracowników. – Oficjalnie nie ma pomysłu, – jak im pomóc mówi Paweł Maczyński, wiceprzewodniczący Polskiej Federacji Związkowej Pracowników Socjalnych i Pomocy Społecznej.

Niezadowolonych coraz więcej

– Wiele grup zawodowych jest niezadowolonych ze swojej sytuacji. Dlatego też zgłosiły one chęć przystąpienia do jesiennych protestów. Niektórzy już teraz podjęli działania; m.in.: pracownicy cywilni sądów i prokuratur, wybrane grupy z sektora ochrony zdrowia czy zatrudnieni w ZUS-ie. Organizacje zgłosiły swoje żądania i oczekiwania do pracodawców – informuje szef OPZZ, Andrzej Radzikowski. Decyzję o protestach i ich formie OPZZ ma podjąć 7 września. NSZZ „Solidarność” w przyszłym tygodniu także ma zdecydować o tym, czy przyłączy się do branżowych strajków i nada im ogólnokrajowy wymiar. – Dla innych, rząd jest bardziej szczodry. Dlatego nie wykluczamy protestów – komentuje Jerzy Wielgus z sekcji pracowników administracji rządowej i samorządowej NSZZ „Solidarność”. Związkowcy nie dają sobie zamydlić oczu przypominaniem, że w zeszłym roku podwyżki dostali nauczyciele i funkcjonariusze służb mundurowych, a w służbie cywilnej dwa lata temu pensje wzrosły o 7,4 proc. Nie bez racji bowiem zauważają, że systematycznie spada siła nabywcza wynagrodzeń w tych grupach zawodowych, a średnia płaca w nich jest o blisko tysiąc złotych niższa niż średnia krajowa.

Czeka nas gorąca jesień

Zapowiada nam się zatem gorąca jesień i mowa nie o temperaturach powietrza, ale emocji. Nastroje społeczne są coraz gorsze i dotyczy to także żelaznego dotychczas elektoratu PiS, czyli ludzi żyjących m.in. z pieniędzy pochodzących z programu 500+ i szeroko pojętej pomocy społecznej. – 500 złotych już dawno przestało wystarczać – komentują beneficjenci zasiłków w Internecie. – Rząd powinien dać po 800, nawet po 1000 złotych na każde dziecko, bo wszystko jest coraz droższe – przekonują. Ci ludzie nie rozumieją, że rosnąca inflacja to między innymi pokłosie rozdawania przez rządzących pieniędzy bez planu i w formie przekupstwa wyborczego. Przyzwyczaili się, że dostają pieniądze i nie interesuje ich zupełnie, skąd one się biorą. Gdy rządowi braknie na to rozdawnictwo, będzie miał przeciwko sobie także tę dotychczas wierną mu grupę społeczną.
A protestują już wszak rolnicy, którzy kiedyś podobno popierali PiS. Przeciwko założeniom Polskiego Ładu jest niedawny koalicjant PiS – Porozumienie Jarosława Gowina, a także hierarchowie kościelni, bo Polski Ład ma uderzyć po kieszeni duchownych. Nad rządem zatem zbierają się czarne chmury, ale pamiętamy, że to, co wyprawia ten rząd, uderza w nas wszystkich.

Monika Kamińska

23 Responses to "Rozgoryczeni wyjdą na ulice"

Leave a Reply

Your email address will not be published.