
polityków opozycji. W sali sejmowej zabrakło z kolei w ogóle prezydenta RP, Andrzeja Dudy. Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta
To było raczej do przewidzenia. Sejm zdecydował, by nie uchylać wprowadzonego w miniony czwartek stanu wyjątkowego na granicy z Białorusią. Przeciw temu rozwiązaniu głosowało 247 posłów, za było 168, a 20 wstrzymało się od głosu. Debata nad tą sprawą pokazała, jak bardzo podzieleni są Polacy, nie tylko politycy. Był to też istny festiwal pogardy i lekceważenia dla opozycji ze strony ekipy rządzącej.
W sali sejmowej zabrakło prezydenta RP, Andrzeja Dudy, a wicepremier ds. bezpieczeństwa, Jarosław Kaczyński, oraz szef MON, Mariusz Błaszczak, po prostu wyszli na czas wystąpień polityków opozycji.
Wniosek o uchylenie rozporządzenia wprowadzającego stan wyjątkowy na granicy z Białorusią wniosła Lewica. Obrady początkowo prowadził wicemarszałek Sejmu, Ryszard Terlecki (PiS), który we właściwy sobie sposób okazywał dezaprobatę i pogardę wobec zabierających głos przedstawicieli opozycji.
Morawiecki: – Odgrywacie rolę oklaskiwaną w Moskwie i Mińsku
Najpierw jednak wypowiedział się sekretarz stanu w kancelarii prezydenta Paweł Soloch, który przedstawiał rozporządzenie Andrzeja Dudy. Sam prezydent RP nie znalazł czasu, by na debacie o tak ważnej sprawie pojawić się w polskim Sejmie. Następnie głos zabrał premier Mateusz Morawiecki, apelując do wszystkich posłów, by przychylili się do rekomendacji rządu i prezydenta, i zatwierdzili wprowadzenie stanu wyjątkowego na granicy polsko-białoruskiej. – Granice państwa polskiego to coś, co powinno być strzeżone z najwyższą dbałością, starannością przez wszystkich Polaków, przez wszystkich funkcjonariuszy. A w dzisiejszych okolicznościach niech dbałość o granice będzie świadectwem solidarności i odpowiedzialności całego Sejmu – mówił na wstępie Morawiecki. Jeśli jednak ktoś sądziłby, że szef rządu oczekiwał naprawdę zrozumienia i chciał dialogu z opozycją, to srogo by się zawiódł. Dalsza część przemówienia premiera to był po prostu atak na opozycję. – Dziś na tej scenie, która jest ustawiona niedaleko Usnarza Górnego, przy granicy Polski z Białorusią, która jest ustawiona przez architektów z Mińska i Moskwy, wy odgrywacie rolę oklaskiwaną właśnie w Moskwie i Mińsku – zwrócił się do opozycji prezes Rady Ministrów. Następnie mówił szef MSWiA Mariusz Kamiński, który przekonywał, że koczujący na granicy z Białorusią to bogaci ludzie, którzy zasadniczo nie są uchodźcami, a turystami i, który poważnie zagrażają naszej suwerenności. W podobnym tonie wypowiadał się poseł występujący w imieniu KP PiS, deklarując oczywiście w jego imieniu poparcie dla pomysłu rządu „klepniętego” przez prezydenta.
Gawkowski: – Nie chodzi wam o bezpieczeństwo Polek i Polaków
Gdy tylko wystąpienia zakończyli politycy reprezentujący obóz władzy, prezes PiS i wicepremier ds. bezpieczeństwa Jarosław Kaczyński ostentacyjnie opuścił salę obrad. „Zniknął” też gdzieś szef MON-u, Mariusz Błaszczak. Tymczasem głos zabrał w imieniu klubu KO, Tomasz Siemoniak. – Nie ma wątpliwości, że RP ma swoich zewnętrznych przeciwników, którzy dążą do naszego osłabienia, wyrwania ze wspólnoty Zachodu. Nigdy tego zagrożenia nie można lekceważyć – zauważył. – Prawo międzynarodowe, ratyfikowane przez Polskę konwencje oraz przepisy wewnętrzne, dają ścieżkę do przyjęcia i udzielenia pomocy ludziom uciekającym przed prześladowaniami oraz wykazania się empatią i solidarnością, wartościami bliskimi sercom Polaków – zauważył jednocześnie Siemoniak, dodając, że: – Odcinanie mediów jest odcinaniem opinii publicznej od rzetelnej informacji. Dlaczego boicie się mediów na granicy?
– pytał polityków obozu rządzącego. – Ukrywanie tego, co się dzieje jest fatalną praktyką! Jeżeli oceniamy, że Polska ma rację w starciu z Białorusią, to dlaczego boicie się mediów na granicy? – dopytywał.- Dlaczego prezydent nie zwołuje Rady Bezpieczeństwa Narodowego?
– kontynuował serię pytań Siemoniak. Odpowiedzi naturalnie się nie doczekał. Z kolei szef klubu Lewicy, Krzysztof Gawkowski, też nie owijał w bawełnę, zauważając, że konstytucja „jasno wskazuje, że stan wyjątkowy wprowadza się w sytuacji szczególnych zagrożeń, jeżeli zwykłe środki konstytucyjne są niewystarczające”. – Wprowadziliście stan wyjątkowy i dlatego pytam, jakie zwykłe środki konstytucyjne okazały się niewystarczające – mówił do polityków ekipy rządzącej Gawkowski. – Pierwszy raz w historii wolnej i demokratycznej Polski zdecydowaliście się ograniczyć część praw obywatelskich, wprowadzić cenzurę i ograniczyć prawo Polek i Polaków do dostępu do informacji. (…) To wstyd, że w 38-milionowym kraju i podległych mu służbach nie jesteście w stanie sobie poradzić z prowokacją dyktatora Łukaszenki – stwierdził. – Rząd PiS-u zdecydował się na wprowadzenie stanu nadzwyczajnego, bo chcecie ukrywać prawdę. Kiedy w Polsce z powodu COVID-u umierało 75 tys. ludzi, wy mówiliście, że nie trzeba stanu nadzwyczajnego. Dlaczego? Bo macie w tym polityczny interes. Wtedy dopychaliście kolanem wybory prezydenckie. Teraz podgrzewacie atmosferę zagrożenia, bo liczycie, że uda wam się odbić w sondażach – powiedział Gawkowski.- Wam nie chodzi o bezpieczeństwo Polek i Polaków, tylko o cyniczne utrzymanie się u władzy – podsumował Gawkowski. Tymczasem Władysław Kosiniak-Kamysz (PSL), zapowiadając wstrzymanie się od głosów posłów swego klubu zauważył: – Jeżeli zagrożenie jest tak poważne, to po pierwsze w momencie powzięcia wiedzy o tym zagrożeniu pan premier powinien w normalny sposób zadzwonić do wszystkich przedstawicieli klubów i zaprosić na spotkanie – mówił szef ludowców, upominając się jednocześnie o wsparcie dla przedsiębiorców z terenów objętych stanem wyjątkowym oraz rolników. O to samo upominał się Jarosław Gowin (Porozumienie), dodając do tego postulat , by wpuszczano media do strefy nadgranicznej i jednocześnie deklarując poparcie dla stanu wyjątkowego. Jak należało się spodziewać, Konfederacja nie kryła, że stan wyjątkowy to, zdaniem jej polityków, dobre rozwiązanie. Zdecydowanie przeciw stanowi wyjątkowemu wypowiedziało się ustami posłanki Hanny Gill-Piątek koło poselskie Polska 2050 Szymona Hołowni, zaś koło Kukiz’15 zapowiedziało poparcie dla niego.
Kto jak zagłosował
Ostatecznie za uchyleniem stanu wyjątkowego na polsko-białoruskiej granicy zagłosowało 114 posłów KO, 44 posłów Lewicy, 7 posłów Polski 2050, a także dwóch posłów niezrzeszonych: Ryszard Galla i Paweł Zalewski oraz poseł Konfederacji Dobromir Sośnierz. Przeciw uchyleniu rozporządzenia głosowało 225 posłów PiS, 8 posłów Konfederacji, 6 posłów Porozumienia i po trzech posłów Kukiz’15 i koła Polskie Sprawy, a także dwóch posłów niezrzeszonych: Zbigniew Ajchler i Łukasz Mejza. Wstrzymało się od głosu 20 posłów PSL-Koalicji Polskiej. W głosowaniu nie brało udziału 25 posłów, w tym 12 posłów KO, czworo posłów PSL-KP, troje posłów Lewicy,
między innymi Włodzimierz Czarzasty, dwóch posłów klubu PiS: Michał Woś i Andrzej Szlachta oraz dwóch posłów Konfederacji – Janusz Korwin-Mikke i Robert Winnicki. Nie głosowali także Stanisław Tyszka (Kukiz’15) i Paweł Szramka z koła Polskie Sprawy.
Monika Kamińska



14 Responses to "Festiwal pogardy i lekceważenia opozycji"