
Wydawało się, że Dorota W. i Eugeniusz T. są parą wręcz idealnie dobraną, którą wiele łączy. Nade wszystko zaś chęć do alkoholu, niechęć do pracy oraz całkiem bogata przeszłość kryminalna.
Brak ochoty do roboty był oczywiście wyraźną przeszkodą w zaspokojeniu stałej ochoty na alkohol i stąd wynikała niejako konieczność popełniania różnych przestępstw, w tym kradzieży i rozbojów, by zdobyć pieniądze na kolejną flaszkę, co zresztą potwierdził ich ostatni występ.
Wieczorową porą w jednym ze sklepów samoobsługowych pojawił się Eugeniusz T., który zadziałał jak błyskawica. Wpadł do tego spożywczaka, porwał z półki dwie butelki wódki i wybiegł tak szybko, że kasjerka zdążyła tylko krzyknąć, by pracownik ochrony ruszył w pogoń za złodziejem. Ochroniarz natychmiast wybiegł za bezczelnym rabusiem, ale ten niespodziewanie wskoczył do… samochodu, oczekującego nań na parkingu.
Za kierownicą auta siedziała kobieta i była to oczywiście Dorota W., która ruszyła z kopyta i potrąciła ochroniarza, gdy ten próbował ją zatrzymać. Całe zdarzenie trwało zaledwie kilka sekund, po czym samochód odjechał wraz z dwojgiem przestępców i dwiema butelkami wódki.
Na szczęście ochroniarz nie doznał poważnych obrażeń i wezwał policję, która ruszyła tropem złodziei, znając markę i kolor auta, którym poruszał się ten damsko-męski duet. I rychło okazało się, że samochód, którym teraz uciekał, także był kradziony!
Oboje mieli jednak pecha, bo Dorota, która „zwinęła tę gablotę”, w pośpiechu nie zauważyła, że kończy się w niej paliwo. I co w tej sytuacji zrobiła ta paranoiczna para? Otóż podjechała na stację benzynową, zatankowała i… uciekła, nie płacąc.
To spowodowało jednak sporą stratę czasu, wobec czego oboje postanowili ukryć się u kolegi recydywisty Pawła S., mieszkającego nieopodal tej stacji paliw. Tak też uczynili, ale wtedy nadjechała policja, która widząc zaparkowane przed domem skradzione auto natychmiast odwiedziła Pawła S. Ten jednak stanowczo zaprzeczył, aby ktokolwiek u niego gościł.
W tym momencie ze strychu dobiegło jakieś podejrzane skrzypienie, więc policjanci pobiegli na poddasze i zobaczyli tam dwa duże wiklinowe kosze, które poruszały się jak żywe. I nic w tym nadzwyczajnego, gdyż w nich właśnie skryła się ta dobrana para, nieźle już narąbana. W tej sytuacji zarówno Dorota, jak i Gienek trafili z kosza do pudła.
I znów zostaną rozdzieleni na dłuższy czas i znowu będą narzekać, że nie ma u nas więzień koedukacyjnych, przez co zawsze lądują nie tylko w odrębnych celach, ale też każde w innym kryminale. A tak marzy im się wspólna prycza…
JAN M.



4 Responses to "Para paranoiczna"