
Okropnie się uharowali w te żniwa Bolesław F. i Grzegorz Z. Roboty mieli co niemiara, bo nie dość, że z pól zbierali, to jeszcze Grzegorz Z. namęczył się przy pobiciu Bolesława, a ten ostatni miał jeszcze cięższą robotę, o czym za chwilę.
Zaczęło się bardzo pierwszorzędnie. Bo oto przyszedł Bolesław F. do sąsiada i rzecze:
– Sąsiedzie kochany, u siebiem zbiory zakończył, to i chętnie wam pomogę.
Sąsiad spojrzał nieufnie i pyta, skąd taka troska.
A ten na to, że jest człowiekiem przecież, a ma już wymłócone i w zasadzie się nudzi. Grzegorz Z. nie od razu przystał na propozycję. Znał Bolesława i wiedział, że nie jest to – jak mawiano – kryształowy charakter. Pola miał on niewiele, więc nic dziwnego, że był już po żniwach. Po prostu z grządki zebrał i po sprawie. Ale na zdrowy chłopski rozum, to po co była Grzegorzowi do pomocy wyjątkowo szlachetna jednostka? Do młócki każdy dobry, kto ma w mięśniach, a nie w głowie.
– No dobrze – rzecze zatem Grzegorz Z. – Bardzo mi miło. A ile ty chcesz mniej więcej za tę pomoc?
– Co też sąsiad gada… Nic nie chcę! Możemy wypić pół kilo, albo i kilo, ale żebym pieniądze brał, to nie ma mowy. Ja po sąsiedzku…
Grzegorz Z. wzruszył się tą postawą i trudno mu się dziwić specjalnie. Na ogół chodzi się prosić o pomoc, a nie odwrotnie raczej.
– To bardzo ci jestem wdzięczny – odparł po krótkim namyśle. – A jeśli idzie o gorzałkę, to wypijemy, ile się zmieści.
– Więc bardzo dobrze – powiedział Bolesław. – Cieszę się, żeś nie odrzucił mojej pomocy, bo mnie ostatnio we wsi nie lubią…
– A kto cię nie lubi?
– A choćby i twoja żona.
– Aniela?
– A patrzy tak jakoś na mnie wilkiem i ledwie się odkłoni.
– To ja ją już nauczę, jak ci się ma odkłaniać – zdenerwował się Grzegorz F.
Następnego dnia obaj rolnicy – przyjaciele mieli się spotkać na polu.
Koszą sobie żyto, traktor warkocze, Bolesław F. uwija się jak na swoim, a Grzegorz Z. ma wyrzuty sumienia, że tak nisko oceniał sąsiada. W samo południe Aniela przynosi strawę, a mąż czyni jej wymówki, gdy zaczyna jemu najpierw nalewać, zamiast zacząć od gościa. Więc Aniela z konieczności staje się coraz bardziej względem sąsiada uprzejma, choć Grzegorzowi wciąż się wydaje, że czyni to sztucznie jakby. Nakazuje jej przyzwoite zachowanie, a żona na to, że żniwa to nie wersal, tylko ciężka robota. Tym razem praca jest bardziej wydajna dzięki sąsiedzkiej pomocy.
Wieczorem utrudzeni żniwiarze schodzą z pola, a właściwie odjeżdżają traktorem. Grzegorz Z. zaprasza Bolesława na kolację i pogania żonę, aby uwinęła się szybko, przygotowała dużo i smacznie.
Wódka już od rana mrozi się w lodówce.
Siadają do kolacji i popijają srogo. Okazuje się, że Bolesław ma mocniejszą głowę niż gospodarz, który po godzinie uczty jest zupełnie zwiotczały i blady. Marzy już teraz tylko o łóżku. – Przepraszam – bełkocze i z pomocą dobrego sąsiada dochodzi do łoża, w które pada jak worek sieczki i natychmiast zasypia.
Taki poalkoholowy sen trwa zwykle długo, przeważnie do momentu, w którym pijaczka zaczyna suszyć. Budzi się wtedy z łomoczącym sercem i drżącą ręką szuka wszystkiego co mokre.
Grzegorz Z. wstał w środku nocy, wypił pół wiadra kwaśnego mleka i chciał się znów położyć, ale zauważył, że żony nie ma w domu. Zaniepokoił się, choć odgłosy świata zewnętrznego docierały doń wolno dosyć.
Przeszukał całe mieszkanie i podenerwowany wyszedł w gaciach przed dom. Coś mu się zdawało, że w stodole słyszy czyjeś głosy. Słuch miał widać dobry, bo rzeczywiście była tam żona Aniela i to w towarzystwie Bolesława F. Tym razem usłużny sąsiad nie pomagał Anieli w gospodarskich zajęciach, lecz normalnie wyręczał Grzegorza Z. Bójki między dwoma mężczyznami opisywać nie będę, bo zwyczajna i nieciekawa.
Podczas rozprawy rozwodowej Grzegorz Z. wyznał przed sądem, że o flircie swej żony z Bolesławem F. dowiedział się ostatni. Podobno cała wieś od dawna o wszystkim wiedziała, ale do męża informacje na ten temat zaczęły docierać dopiero wówczas, gdy wystąpił o rozwód. Widocznie ludzie nie chcieli mącić małżeńskiego szczęścia.
Nie da się ukryć, że łatwiej jest upilnować sto pcheł niż jedną kobietę…
Jan Miszczak


