Przemysław Czarnek, minister edukacji, promotor nieuctwa

Kiedy na czele resortu polskiej edukacji stała minister Anna Zalewska, niektórzy mówili, że już nic gorszego polskim uczniom i nauczycielom przytrafić się nie może. I cieszyli się, że Zalewska została z woli wyborców PiS europosłanką, co wielkiej chluby nam w Europie z pewnością nie przyniesie, ale za to osoba szkodząca Polskiej edukacji wyniosła się na razie z Polski. Niestety, wkrótce okazało się, że pani A. Zalewska, choć tak krytykowana, nie była jednak tym, co najgorsze jest w stanie zafundować polskim uczniom i polskiej szkole PiS. Po niej bowiem premier Mateusz Morawiecki jeden z najważniejszych resortów w swoim rządzie powierzył Przemysławowi Czarnkowi. A ten od razu zaczął wprowadzać swoje porządki i wygadywać coraz to nowe głupstwa, aż ludzie ze zdumieniem oczy przecierali, nie dowierzając, że bądź co bądź wykształcony człowiek (P. Czarnek jest dr. hab. nauk prawnych i profesorem KUL) i w dodatku minister polskiej edukacji takie androny plecie. Ale minister Czarnek zdaje się wierzyć w to, co mówi. A mówił np. o nadwadze dziewczynek i konieczności likwidacji tejże przez większą aktywność uczennic na lekcjach WF-u. Uprzedzając – ogólnie nie ma nic złego w tym, żeby uczniowie polscy, a także uczennice, byli aktywni fizycznie – to bez dwóch zdań. Rzecz w tym, że postura ministra Czarnka nie wskazuje bynajmniej na to, że on sam jest szczególnym entuzjastą ruchu i zdrowej diety. No, ale on uczennicą nie jest i nigdy nie był, w każdym razie nic nie wiadomo o tym, by zmieniał pleć. Jednak pomimo że ktoś nigdy nie był dziewczynką w wieku dojrzewania, to, szczególnie będąc ministrem edukacji, powinien wiedzieć, że w tym czasie w organizmach dziewcząt zachodzą zmiany hormonalne, co u niektórych z nich skutkuje zwiększeniem masy ciała niezależnie zupełnie od nawyków żywieniowych i ilości zażywanego ruchu. Taki minister powinien też wiedzieć, że najgorsze, co można takim dziewczynkom robić, to wyszydzać je i strofować z powodu sylwetki. Jest to bowiem prosta droga do kompleksów u nich, a co za tym idzie, do zaburzeń odżywiania. No, ale tego to pan Czarnek akurat nie wie, bo dziewczynką nie był. Był jednak chłopcem to i wie, co dla chłopców najlepsze, a wiadomo, że jak chłopiec dorośnie, to potrzebna mu dobra żona. Dlatego poparł idiotyzm wygłoszony z całą powagą przez jego doradcę, ultrakatolickiego profesora KUL-u, niejakiego Pawła Skrzydlewskiego, o konieczności gruntowania u polskich dziewcząt cnót niewieścich. Z grubsza chodzi o to, żeby kobieta została tak wychowana, by, będąc dorosłą, podporządkowała się mężowi, rodziła dzieci, zajmowała się domem i nimi, i nie myślała o takich bezeceństwach, jak samorealizacja. Delikatnie rzecz ujmując, chodzi o taką rolę społeczną kobiety, jaką „proponują” talibowie w Afganistanie, tylko bez noszenia burki i czadoru.
Teraz minister Przemysław Czarnek, nie wiadomo po co i dlaczego, zabrał znów głos w sprawie rezolucji Parlamentu Europejskiego. Otóż PE zaapelował, by na terenie całej Unii Europejskiej były uznawane związki partnerskie i związki małżeńskie osób tej samej płci. Pan Czarnek wygłosił „złotą myśl”, która w zdumienie mogła wprawić każdego, kto potrafi czytać i pisać. – Bardzo chętnie bym się przychylił do tej rezolucji, gdyby istniało coś takiego w przyrodzie jak małżeństwa jednopłciowe. Małżeństwo to termin zastany jeszcze z prawa rzymskiego (…),więc coś takiego w przyrodzie jak małżeństwa jednopłciowe nie istnieje. Naprawdę rozumiemy, że przyroda, czy biologia mogły nie być ulubionymi szkolnymi przedmiotami ministra Czarnka, ale już całkiem serio, to, że w przyrodzie nie występuje w ogóle zjawisko małżeństwa, to kompletna biologiczna „noga” wie. Oczywiście, że z Czarnka się ludzie śmieją, bo trudno z kogoś, kto plecie takie bzdury, się nie śmiać. – Pan Czarnek to żywy dowód, że dyplom i tytuł może mieć każdy. Że ministrem można zrobić każdego. I że głupich nie sieją, choć w przyrodzie występują. W przeciwieństwie do małżeństw – podsumowała Barbara Nowacka, posłanka KO. – W przyrodzie nie ma też księdza, a małpy nie mają nawet ministra edukacji – tę prawdę publicznie uświadomił ministrowi Czarnkowi były premier, Leszek Miller. „Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie…” – to cytat z aktu fundacyjnego Akademii Zamojskiej z roku 1600. Myśl nadal aktualna, drodzy Państwo. I w związku z tym należy czym prędzej pozbyć się pana Czarnka z resortu polskiej edukacji!

Redaktor Monika Kamińska

19 Responses to "Przemysław Czarnek, minister edukacji, promotor nieuctwa"

Leave a Reply

Your email address will not be published.