
Jest słoneczne popołudnie. Mijasz parking obok sklepu. Możesz zauważyć nastolatków opierających się o samochody. Śmieją się i rozmawiają. Typowa środa. Przechodząc przez rzeszowską ul. Zawiszy Czarnego widzisz wyłaniające się żółte mury. Jedną
z frontowych ścian od niedawna zdobi mural autorstwa Arkadiusza Andrejkowa. Kilkumetrowy Mikołaj Kopernik spogląda gdzieś w górę. Pod nim odbywa się lekcja religii…
Uczniowie IV LO siedzą na małym, okrągłym placu. Jedna z dziewczyn wyciąga z tęczowej torby jabłko. Pyta o coś księdza, który odpowiada z uśmiechem, po czym wraca do rozmowy z inną uczennicą. Ta dziewczyna z charakterystyczną torbą nazywa się Zuza i chodzi do klasy humanistycznej. Ma czarną grzywkę, nosi duże okulary w stylu lat 70. i lubi wyrazisty makijaż. Obok niej siedzi Tymek, który jako jedyny z grupy mieszka w internacie. – Chyba nic się w nim nie zmieniło od tych kilkudziesięciu lat. Wystrój też – żartuje. Reszta tej klasy dojeżdża do szkoły z Boguchwały i okolic.
Dlaczego wybrali akurat to liceum? Do tej szkoły szli ich koledzy i koleżanki. Poza tym jest dobry poziom i nauczyciele też są „spoko”. Uczniowie proszą, żeby przyjść do nich na następną lekcję. Pan od polskiego jest wymagający i na każdej lekcji pyta. Podobno uwielbia też rozmawiać z absolwentami. Jest ciekawy, jak potoczyły się ich losy.
Chłopaku, noś długie włosy
Dzwoni dzwonek na przerwę. Na głównym korytarzu panuje gwar. Usunięto stamtąd wszystkie automaty z kawą. W miejscu jednego z nich umieszczone jest urządzenie dezynfekujące z instrukcją użycia. Dalej znajduje się szkolny sklepik. Stoi pusty. – Chyba też upadł po pandemii – mówi jeden z uczniów. Drugie śniadanie je się teraz na trybunach w dobudowanej w 2010 r. hali sportowej. Można na nich oglądać mecze, plotkować i odrobić zapomniane zadanie.
Przerwa się kończy. Trzy grupy odbywają jednocześnie lekcje wf. Nie przeszkadzają sobie – ogromna hala podzielona jest specjalnymi, siatkowanymi zasłonami na kilka części. Na trybunach została garstka osób, wśród nich trzech chłopaków. Jeden z ich nosi złotą koszulę we wzorki. – Możemy się tutaj ubierać jak chcemy. Jestem tego idealnym przykładem – mówi chłopak. Reszta przytakuje.
– Zdarza się, że nauczyciele denerwują się o noszenie czapek w szkole. Poza tym jest w porządku. Są bardzo pomocni. Wiadomo, że szkoła to szkoła. Czasami jest trudno i trzeba się uczyć, ale powiem tak – do innego liceum bym nie poszedł – przyznaje jego kolega.
Profesorowie tworzą koszulki
Wchodzę do gabinetu dyrektorki Danuty Stępień. Profesorka oświaty patrzy zza stylowych okularów. Uwagę zwraca stos świeżo wydrukowanych książek. – Stworzyliśmy je z okazji jubileuszu – mówi dyrektorka. – W środku jest m.in. lista wszystkich absolwentów. Pamiętam każdego, kogo uczyłam. Na początku była tu filia I Liceum Ogólnokształcącego, później szkoła się usamodzielniła. Miał w tym zasługi Adolf Gubernat, pierwszy dyrektor IV LO. Na patrona wybraliśmy Mikołaja Kopernika, nie do podważenia przez komunistów – opowiada. Wspomina też zespół muzyczny Agrawka. – To było w latach 70. Już wtedy uczniowie mogli spełniać się artystycznie. Zespół założył Roman Kadyjewski razem z Krzysztofem Semeniukiem. Grali nowocześnie. Występowali na każdej uroczystości szkolnej. Dołączył do nich Henryk Woźniacki, który dalej funkcjonuje jako muzyk w Norwegii. Nie mógł przybyć na jubileusz, dlatego nie udało się zrealizować pomysłu zagrania w sobotę w pierwotnym składzie – mówi z nostalgią.
Z założenia profil liceum był raczej ścisły, ale nie dyskryminowano uczniów uzdolnionych w innych kierunkach. Liczyła się wiedza. Dyrektorka wspomina profesora Artura Ekerta, który zdobył nominacje do Nagrody Nobla w 2019 i 2020 r. – Byłam przekonana, że tym razem wygra Artur – opowiada. – Czytałam uzasadnienie jego nominacji – był najczęściej cytowanym fizykiem na świecie. Gałąź fizyki, którą się zajmuje, to mechanika kwantowa i kwantowe przetwarzanie informacji. Jest bardzo przydatna współcześnie. Artur pojawił się kiedyś w IV LO, żeby poprowadzić wykłady – robił to fantastycznie. Potrafił przyciągnąć uwagę nawet laików, którzy nie byli zainteresowani tematem fizyki – przyznaje. – Niestety, nie mógł być na jubileuszu, ale przyjechał profesor Eugeniusz Eberbach. Jest pierwszym uczniem naszego liceum, który został laureatem Olimpiady Matematycznej. To jego pasja. Teraz wykłada w USA i Kanadzie. Wzorował się na swoim nauczycielu i mentorze, prof. Wiesławie Gajdku – wyznaje. Prof. Eberbach udowadnia, że poważni profesorowie też znają się na żartach. Sam zorganizował jeden z elementów jubileuszu. Zamówił każdemu absolwentowi koszulkę z nadrukowanym, indywidualnym zdjęciem z czasów szkolnych. Jedną z nich otrzymał mistrz brydża i felietonista Krzysztof Martens. – To wyglądało niesamowicie, zwłaszcza kiedy zobaczyłam, ile osób z tamtych lat przyszło na jubileusz – mówi wzruszona dyrektorka. Nieważne były kilometry. Przyjechali.
Filozofia carpe diem
Mieszkanie jest starannie urządzone. Ozdobne zegary i obrazy wiszą na pomarańczowych ścianach. W kącie stoi przenośna fisharmonia. – Jak w kościołach nie mieli pieniędzy na organy, to sprawiali sobie właśnie to – mówi Krzysztof Semeniuk, jeden z pierwszych uczniów i wieloletni nauczyciel IV LO. – Na początku byłem w I Liceum Ogólnokształcącym. Pamiętam zwłaszcza jednego profesora od niemieckiego. Przy odpowiedzi obchodził mnie dookoła. Jeśli włosy były choć centymetr dłuższe niż wymagano, wysyłał mnie do fryzjera. Mieliśmy tak z kolegą co tydzień. Cieszyliśmy się złą sławą, bo byliśmy „tymi, którzy grają w zespole”. Wołali na nas „hipiesy”, bo nie wiedzieli, jak to wymawiać. Każdy musiał mieć przyszytą szkolną tarczę dokładnie dwa palce nad łokciem granatowej koszuli. Surowo tego wymagali, ponieważ uczyło elegancji i prezencji, ale to mnie przerosło. Uczniowie byli też czasami prześladowani, co z kolei wywoływało ich reakcję. Wtedy było śmiesznie – opowiada z uśmiechem.
Krzysztof Semeniuk po 2 latach przenosi się do nowo otwartej, postępowej szkoły. Trudno się tam dostać. Są tylko dwie klasy. Jedna z językiem angielskim, druga z niemieckim. Rosyjski jest obowiązkowy. Dopiero później szkoła się rozrasta. Kolejne roczniki liczą 6 i więcej klas. Semeniuk wybiera niemiecki. Ma taką wiedzę na temat języka, że nie musi się już uczyć. Może poświęcać czas muzyce. – Sprzęt do grania pomógł nam załatwić dyrektor Gubernat. Człowiek mądry i praktyczny. Nie było to proste, bo mikrofony, instrumenty, wzmacniacze czy kolumny były prawie nie do zdobycia. Można było czekać 5 – 10 lat i nie dostać nic. W zespole grałem z Romanem Kadyjewskim i Bukietem, czyli Henrykiem Woźniackim. Heniek ma słuch absolutny. Jak tylko ktoś zagrał nieczysto, bez ostrzeżenia uderzał w klawisze hymn radziecki. I już wiedzieliśmy – wspomina z rozbawieniem.
Zespół dostaje nazwę Agrawka, przez „w”. Chłopaki grają kawałki Deep Purple, Uriah Heep i Led Zeppelin. Inspirują się też Skaldami. Sami tworzą własne utwory. Są na szkolnych uroczystościach i studniówkach. W nowym liceum mogą nosić dłuższe włosy i ubierać się oryginalniej. – Raz przyszedłem do szkoły w bordowym swetrze przysłanym z Ameryki. U nas takich się nie nosiło. Zobaczył mnie jeden z profesorów i mówi: „Krzysiu, wszystko fajnie, ale wyglądasz, jak amerykański farmer”. To była młoda kadra. Przymykali oko na takie rzeczy – wspomina. Po 5-letniej kadencji dyrektor Gubernat ustępuje stanowiska Edwardowi Draganowi. – Był służbistą, ale z tych dobrych – opisuje Krzysztof Semeniuk. – Zarządził, że apele będą się odbywać w każdy poniedziałek rano na pierwszym piętrze przy pokoju nauczycielskim. Dyrektor wygłaszał apel zawsze z tego samego miejsca. Pewnego razu wybuchła afera. Ktoś namalował tam białą farbą odciski stóp i podpisał „Dragan”. Od tamtego czasu apele się skończyły – wspomina.
Semeniuk na studia wyjeżdża do Krakowa. Jako germanista wraca do Rzeszowa, do swojego ukochanego liceum i nauczycieli, którzy stają się jego kolegami z pracy. Codziennie dojeżdża do IV LO swoim seatem 850. Lubi długo spać, dlatego rano modli się, żeby samochód odpalił. Musi zdążyć – uczy nowe pokolenie. To on organizuje pierwszą szkolną wymianę uczniów w RFN. Wzywają go do ministerstwa. Brata się z wrogą RFN, a zaraz obok znajduje się przyjazna ówczesnej Polsce NRD. Na szczęście wyjazd się udaje.
Po 18 latach nauczania w IV LO Krzysztof Semeniuk odchodzi z ukochanej szkoły. Nadal jest aktywnym muzykiem. – Nie wiem, czy, grając jako nastolatek, w obecnych czasach osiągnąłbym więcej – opowiada. – Mamy przesyt wszystkiego. Wychodzi coś nowego, trwa tydzień i się kończy. Czy chciałbym się cofnąć do czasów młodości? Nie. Trzeba być tu i teraz. Wykorzystujmy swój czas jak najlepiej i cieszmy się chwilą.
Na jubileuszu IV LO byli prawie wszyscy. Barwne, kolorowe towarzystwo wspominało dawne czasy. Żartom i anegdotom nie było końca, jak np. tej, w której prezydent Konrad Fijołek wraz z kolegami w Dniu Wagarowicza wszedł do Rzeszowskiego Radia i razem zaśpiewali piosenkę T. Love „IV Liceum Ogólnokształcące”. – Bo takie jest „IV LO – wszystko możesz tu znaleźć…”.
Monika Możdżeń



8 Responses to "IV LO, wszystko możesz tu znaleźć…"