„Tu i Teraz” w Rzeszowie

Fot. Wit Hadło

Przyjechał do Polski w 1973 roku na kilka miesięcy i został do dziś. Dokumentował najważniejsze wydarzenia. Uczestniczył w pierwszej pielgrzymce papieża Jana Pawła II do ojczyzny, w strajkach w Stoczni Gdańskiej, które doprowadziły do powstania pierwszej Solidarności, w obalaniu rządów komunistycznych w Europie Wschodniej i wielu ważnych wydarzeniach. Jak twierdził, nigdy nie był cenzurowany, nawet przez komunę. Do czasu. W wolnej i niepodległej Polsce dyrekcja Zespołu Szkół Plastycznych w Rzeszowie nie zezwoliła mu w ubiegłym roku na prezentację zdjęć z powodu treści politycznych. Teraz (tylko do 1 października) wystawę tę można oglądać w Galerii Fotografii Miasta Rzeszowa!

W ramach Rzeszowskiego Weekendu Fotografii PATRZ!SZEROKO odbył się w czwartek, 16 września, wernisaż wystawy laureata World Press Photo, znanego fotoreportera Chrisa Niedenthala „Tu i Teraz”, prezentującej jego osobiste spojrzenie na pięć lat rządów PiS w Polsce. Pierwotnie miała zostać przedstawiona rok temu, w październiku 2020 roku w Zespole Szkół Plastycznych w Rzeszowie, lecz nie zezwoliła na to dyrekcja placówki. Na zdjęciach autor zaprezentował protesty i demonstracje Polaków, które odbywały się przed siedzibami: Trybunału Konstytucyjnego, Sejmu, Pałacu Prezydenckiego czy Sądu Najwyższego. Fotografie przedstawiają głównie zatrwożone twarze ludzi przeciwstawiających się demontażowi swojego kraju, jak również protestujących policjantów i uczestników Marszu Niepodległości i Marszu Równości. Podczas wernisażu wystawy, która potrwa tylko do 1 października (więc należy się śpieszyć), autor podpisywał swoją autobiografię „Chris Niedenthal. Zawód fotograf” oraz odpowiadał na pytania licznie zgromadzonych widzów. Znalazł też czas, by porozmawiać z Super Nowościami.

– Jak to się stało, że zamieszkał Pan w Polsce?
– Gdy przyjechałem do Polski w 1973 roku, wszyscy chcieli stąd uciec, szczególnie młodzi, bo uważali, że nie ma dla nich żadnych perspektyw. Natomiast ja robiłem wszystko, aby tu zostać. Bardzo mnie interesowało, co dzieje się w Polsce oraz sami Polacy – jak się zachowują i jak żyją. Sam wtedy nie wiedziałem, że będę tu tak długo, przyjechałem bowiem na kilka miesięcy, a jestem już 48 lat. Wtedy byłem młody, miałem 23 lata i ten luksus, że posiadałem brytyjski paszport i gdy skończyłem studia, jeszcze pół roku pracowałem w Londynie w jakiejś agencji. Jednak bardzo chciałem przyjechać do Polski, bo zawsze czułem się Polakiem (mimo obco brzmiącego nazwiska, Chris pochodzi z polskiej rodziny, która pozostała w Anglii po II wojnie światowej, i choć się tam urodził, to dom rodzinny był patriotyczny i mówiło się w nim po polsku).
– W tym czasie jednak niewiele interesującego działo się w tej części świata…
– Nic się nie działo. Nikt na Zachodzie nie wiedział nawet, gdzie leży Polska ani się nią nie interesował. Ale ja zawsze wierzyłem, że to nie jest koniec i Polska będzie kiedyś dużo ważniejsza w świecie, niż była wtedy. I po 5 latach mojego pobytu nareszcie się doczekałem. W październiku 1978 roku kardynał Karol Wojtyła został papieżem i się zaczęło. A ja znalazłem się wtedy w dobrym miejscu i dobrym czasie. Wiedziałem, że to jest to i cały świat zainteresuje się Polską. A potem poszło z górki: strajki w całym kraju, powstanie Solidarności, wprowadzenie stanu wojennego, a potem obalanie komunizmu – a ja cały czas byłem w centrum tych wydarzeń jako jedyny zachodni fotoreporter w Polsce, a w zasadzie w całym bloku wschodnim, bo nikt inny nie chciał tu mieszkać. Tylko ja miałem taki kaprys czy może wyczucie sytuacji.
– Czy ma Pan jakieś ulubione lub najbardziej znaczące sytuacje, zdjęcia albo cykle zdjęciowe?
– Mój chrzest bojowy nastąpił podczas pierwszej wizyty w Polsce papieża Jana Pawła II. W całym kraju nastąpiła wtedy wielka euforia. To po prostu trzeba było zobaczyć i udokumentować. Zdobyłem wtedy po raz pierwszy okładkę w „Newsweeku” i wszedłem w świat wielkich czasopism, zacząłem mieć zlecenia ze wszystkich stron. A potem, jak u Hitchcocka, atmosfera zaczęła jeszcze gęstnieć i wybuchły strajki w Stoczni Gdańskiej. A to było naprawdę coś – zobaczyć od wewnątrz strajki w totalitarnym kraju, w którym w ogóle nie wolno było strajkować, fenomenalne przeżycie. Następna niesamowita sytuacja to upadek muru berlińskiego, czemu towarzyszyła wielka euforia ludzi z obu jego stron, choć to już nie działo się w Polsce, lecz w Niemczech, i aksamitna rewolucja w Czechosłowacji. W Polsce bowiem pierwsze wolne wybory były bardzo spokojne, ale w sąsiednich krajach sytuacja była dużo bardziej spektakularna. Ja już wtedy pracowałem dla czasopisma „Time” i musiałem obsługiwać całą Europę Wschodnią wraz ze Związkiem Radzieckim. Naprawdę dużo bardzo ciężkiej roboty szczególnie przez cały rok 1989, dużo się wtedy działo w wielu krajach.
– Jak odebrał Pan sytuację z zeszłego roku, gdy w Rzeszowie nie zezwolono na prezentację Pana wystawy?
– To mnie trochę zmartwiło, ale drugiej strony i rozśmieszyło, bo ja nigdy, nawet w PRL-u, nie miałem kłopotów z cenzurą, dopiero teraz, podczas rządów PiS. Nie wydaje mi się jednak, że były na to jakieś zewnętrzne polityczne naciski, tylko jedna pani się przestraszyła o własny stołek i zdecydowała, by tych zdjęć nie pokazywać, chociaż nie wiem dlaczego, bo wszyscy wówczas robili i pokazywali protesty uliczne. Teraz wypadałoby, aby ktoś, kto podjął tę decyzję, przyszedł na wystawę, byśmy mogli porozmawiać o przyczynach. Ale w pewnym sensie to jest dla mnie zaszczyt, że zostałem ocenzurowany, jak dla malarza, gdy mu ukradną obraz.
– Czy próbował Pan pisać o swoich przeżyciach podczas tych ważnych wydarzeń?
– Nigdy nie miałem odpowiedniego dystansu do tego, co robiłem. Nie miałem też łatwości dzielenia się przeżyciami. Nie potrafiłem opowiedzieć rodzinie i znajomym, po co gdzieś jeździłem i co robiłem w danym momencie dziejowym. Tyle jest wrażeń, które się przeżywa i to najczęściej w samotności. Dopiero, gdy usiadłem i napisałem autobiografię, to coś wyciągnąłem z siebie i teraz mogę przekazać to innym.
– A dlaczego w ogóle robi Pan zdjęcia?
– Zdjęcie to jest dokument czasu, najczęściej już minionego. Wydaje się, że zdjęcia, które robi się obecnie nie są takie ważne, lecz mogą się takie stać za 30 lat. Widzimy wtedy, jak żyliśmy, ubieraliśmy się i mieszkaliśmy w przeszłości. Wystarczy, gdy spojrzę na zdjęcie młodzieży z lat 70. i obecnej – różne fryzury, stroje i w ogóle całe zachowanie. A ja miałem to szczęście, że byłem przy tworzącej się historii, np. gdy runął mur w Berlinie. Bo fotograf musi być na miejscu.

Rozmawiał Wit Hadło

12 Responses to "„Tu i Teraz” w Rzeszowie"

Leave a Reply

Your email address will not be published.