
Procedura poszerzenia granic administracyjnych Sanoka o trzy sąsiednie sołectwa z gminy Sanok ruszyła od nowa. Mieszkańcy wiosek protestują, a burmistrz miasta przekonuje, że połączenie opłaci się wszystkim, bo większy Sanok, to większe możliwości rozwoju i… wpływy do miejskiej kasy, co dla miasta z ponad 90-milionowym długiem nie jest bez znaczenia.
Mieszkańcy trzech sołectw w gminie Sanok: Bykowiec, Zabłociec i Trepczy, zaledwie kilka tygodni cieszyli się z decyzji Rady Ministrów, która pod koniec lipca nie zdecydowała o przyłączeniu ich miejscowości do Sanoka.
Pod koniec sierpnia, do włodarzy gminy Sanok dotarła informacja, że Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji na wniosek wojewody podkarpackiej, Ewy Leniart, zdecydowało jednak o ponownym uruchomieniu procedury.
Mieszkańcy wiosek nie kryli zaskoczenia niekorzystnym dla nich obrotem sprawy. – Mamy żal do włodarzy, że nie liczą się z opinią mieszkańców, a my nie chcemy do miasta, czemu daliśmy wyraźny wyraz podczas organizowanych przez nas protestów oraz w konsultacjach społecznych, w których około ponad 97 procent z nas opowiedziała się przeciwko przyłączeniu do miasta – mówili nam podczas protestu przeciwko kontynuowaniu przez miasto procedury, zorganizowanego 28 sierpnia na jednym z głównych rond w Sanoku.
Chodzi o pieniądze?
Projekt uległ lekkiej modyfikacji i aktualnie burmistrz chce przyłączyć do miasta dwie wsie – Bykowce i Zabłotce oraz fragment Trepczy. Tłumaczy, że dzięki temu miasto będzie mogło dalej się rozwijać, skorzystać mają też mieszkańcy wiosek.
Chodzi m.in. o projekt Podkarpackiej Doliny Wodorowej, do którego dołączył także Sanok. W jego ramach to właśnie w Sanoku miałaby zostać uruchomiona fabryka wodoru i produkcja autobusów napędzanych tym paliwem. Wkładem miasta do podkarpackiego projektu miałyby być: ujęcie wody w Trepczy, tereny pod fotowoltaikę, z której energia będzie wykorzystywana do produkcji wodoru oraz fabryka Autosan, w której montowane będą autobusy napędzane tym paliwem.
Sęk w tym, że to na razie tylko plan i o szczegółach projektu nikt nic nie mówi.
– Nie znamy żadnych szczegółów Doliny Wodorowej – mówił Super Nowościom Paweł Wdowiak, zastępca wójta gminy Sanok. – Nie wiemy, jakie korzyści będą płynęły z ewentualnego uruchomienia inwestycji dla gminy Sanok oraz naszych mieszkańców – dodał nasz rozmówca.
Korzystają z infrastruktury, więc muszą płacić
O powody ponownego wszczęcia procedury włączenia w granice administracyjne Sanoka zapytaliśmy burmistrza Tomasza Matuszewskiego podczas jednej z ostatnich konferencji prasowych organizowanych w Urzędzie Miasta w Sanoku. Gospodarz miasta, poza argumentami dotyczącymi rozwoju miasta, mówił też o zwiększeniu wpływów do miejskiej kasy, m.in. z tytułu użytkowania miejskich inwestycji.
– To nie jest tak, że burmistrz się uparł na poszerzenie granic, ale burmistrz też analizuje budżet. Ja nie mogę sobie pozwolić, aby mieszkaniec Sanoka dziś ponosił koszty inwestycji, które służą nam wszystkim – powiedział. – Dziś ciężar utrzymania całej infrastruktury, która nie była budowana tylko z myślą o mieszkańcach Sanoka, spoczywa na barkach sanockich podatników. Przykładem jest Centrum Rehabilitacji i Sportu, które było budowane z myślą o nas wszystkich, a dziś utrzymanie spada na barki sanoczan. Tak samo jest ze zdrowiem czy edukacją, na której tracimy corocznie, można powiedzieć, bardzo dużo milionów – wyjaśniał podczas konferencji Tomasz Matuszewski.
Wnioskiem burmistrza o powiększenie Sanoka o trzy sąsiednie miejscowości zajmie się teraz Rada Miasta Sanoka. Zarówno w mieście, jak i gminie Sanok, odbędą się ponowne konsultacje społeczne na temat tej procedury.
Martyna Sokołowska



3 Responses to "Chodzi o pieniądze?"