Priorytetem nie jest powiększanie miasta, a jego rozwój

Konrad FijoŁek – socjolog, samorządowiec, polityk. Absolwent IV Liceum Ogólnokształcące im. Mikołaja Kopernika
w Rzeszowie oraz Wydziału Socjologii Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Rzeszowie. Od 2001 do 2021 r. radny Rzeszowa. W latach 2006 – 2010 był przewodniczącym Rady Miasta, a w kolejnej dekadzie jej wiceprzewodniczącym. Inicjator powstałego w 2015 r. ruchu miejskiego „Rzeszów Smart City”. W przeszłości pracował m.in. w samorządzie województwa. Od czerwca 2021 r. prezydent Rzeszowa. Fot. Archiwum

– Doszło już do zapowiadanego przez Pana spotkania z prezydentem Tadeuszem Ferencem?
– Umawialiśmy się na rozmowę, lecz z różnych powodów jeszcze nie udało nam się podyskutować. Liczę jednak na to, że w ciągu kilku najbliższych dni będzie okazja, by się spotkać. Trzeba korzystać z wiedzy i doświadczeń osób, które latami zarządzały miastem i realizowały ważne inwestycje.

– Skoro o tym mowa, obwodnica południowa jeszcze kiedyś powstanie?
– Pod względem dokumentacyjnym sporo udało się już zrobić. Decyzja ZRID (Zezwolenie na Realizację Inwestycji Drogowej – przyp. red.) dotycząca budowy drogi nadal znajduje się w procesie uprawomocniania. W Wojewódzkim Sądzie Administracyjnym rozpatrywany jest wniosek zaskarżający planowane przedsięwzięcie, lecz liczymy na to, że niedługo kwestia ta zostanie rozstrzygnięta. Zobaczymy także, czy pojawią się kolejne odwołania.

– Jeżeli mieszkańcy cały czas protestują, może należy zmienić przebieg trasy?
– To mało prawdopodobne. W tej chwili procedury formalne dotyczące realizacji drogi, a także sam proces jej wytyczenia znajduje się na tak zaawansowanym etapie, że ustalenie nowego przebiegu cofnęłoby nas o wiele długich lat. Dziś protestuje pewna grupa ludzi, a wyznaczenie nowego śladu trasy spowodowałoby, że zaczęłyby manifestować inne osoby. Ponadto analizowaliśmy koszty społeczne inwestycji w różnych wariantach i za każdym razem okazywało się, że byłyby one znacznie większe. Trzeba byłoby np. wyburzyć więcej budynków, nabyć więcej terenów, a to z kolei wyższe koszty, uzyskiwanie nowych procedur oraz spora logistyka. Chcę, aby wybrzmiało jedno – jeżeli uzyskamy decyzję ZRID, będziemy starać się łagodzić skutki budowy drogi.

– Wbicie pierwszej łopaty to jednak wciąż melodia przyszłości…
– Nie chcę mówić o konkretnych terminach. Na ten moment marzy nam się uprawomocnienie decyzji ZRID. Następny krok, może jeszcze w tym roku, to poszukiwanie źródeł finansowania inwestycji, a samo rozpoczęcie prac to finalny element działań.

– Kierowcy marzą także o Wisłokostradzie…
– W tym przypadku jesteśmy na bardziej zaawansowanym etapie proceduralnym. Dysponujemy decyzją ZRID, wykupiliśmy część terenów pod inwestycje i złożyliśmy wniosek o dofinansowanie zadania w ramach rządowego Programu Inwestycji Strategicznych. Czekamy na informacje w tym zakresie. Jeżeli będą one pozytywne, to chcemy jeszcze w tym roku ogłosić przetarg na budowę drogi. Optymistycznie patrząc, pierwsze prace mogłyby ruszyć w kolejnym roku.

– Budowa nowego odcinka drogi od ul. Dworaka do Ciepłowniczej, modernizacja mostu Załęskiego i al. gen. Maczka trwałyby równocześnie? To chyba dość trudne zadanie...
– Tak. Chcemy skorelować te działania. Ten projekt to kilka ambitnych celów: budowa przejazdu nad torami w ciągu ul. Dworaka, rozbudowa al. Maczka i mostu Załęskiego oraz realizacja połączenia z ul. Ciepłowniczą. Kluczem jest przyznanie dofinansowania. Jeżeli je uzyskamy, to w Rzeszowie powstanie trasa, o której marzą tysiące mieszkańców. Trasa, dzięki której kierowcy jadący z południa miasta na północ i w kierunku odwrotnym będą omijali mocno obciążone ruchem samochodowym centrum Rzeszowa. Mam tu na myśli przede wszystkim al. Piłsudskiego i wiadukt Tarnobrzeski.

– Nie zapominajmy o budowie łącznika ul. Warszawskiej z Krakowską…
– Ta inwestycja mogłaby uzyskać dofinansowanie z programu Polska Wschodnia w nowej perspektywie Funduszy Europejskich. Liczymy na to, że w połowie przyszłego roku ruszą pierwsze nabory wniosków. To ambitne zadanie. Droga zostanie wypuszczona północą granicą miasta, wzdłuż torów kolejowych. Będzie realizowana wspólnie z samorządem województwa.

– Spore oczekiwania mają kierowcy także w ścisłym centrum. Wiaduktu łączącego ul. Wyspiańskiego z Hoffmanowej jak nie było, tak nie ma…
– To również jeden z priorytetów drogowych miasta. W zasadzie to jesteśmy zainteresowani budową dwóch wiaduktów nad linią kolejową Rzeszów – Jasło. Pierwszym będzie wspomniana estakada w ciągu ul. Wyspiańskiego i Hoffmanowej, a drugim wiadukt nad ul. Langiewicza na obecnym śladzie drogi. Szukamy różnych rozwiązań. Musimy posiadać spójny system drogowy, szczególnie przy coraz częstszych kursach pociągów. Mówiąc o wiadukcie łączącym ul. Wyspiańskiego i Hoffmanowej, kluczem będzie współpraca z wojskiem oraz firmą BSH. Dysponują oni potrzebnymi do rozpoczęcia inwestycji terenami.

– Lekarstwem na korki są nie tylko nowe drogi, ale również parkingi. Miasto wybuduje wielopoziomowy obiekt przy ul. Pułaskiego?
– W tym miejscu na pewno on nie powstanie. Jestem przeciwnikiem budowy parkingów, które wychodzą nad powierzchnię ziemi. Są nieestetyczne, generują problemy – m.in. mnóstwo spalin i hałasu, oraz ściągają do centrum większą liczbę pojazdów.

– Chce Pan przez to powiedzieć, że myśli i nad rezygnacją z nowego parkingu na Podpromiu?
– Poważnie rozważam, jak powinien wyglądać. Nie chciałbym, aby znalazły się w nim trzy piętra, gdyż wpłynie to na wspomnianą estetykę. Być może jednak uda się wypracować kompromisowe rozwiązanie. Równocześnie zdaję sobie sprawę z tego, że w centrum miasta brakuje miejsc do pozostawienia pojazdu, ale nie chciałbym, aby nad samą rzeką powstał tego typu obiekt. Spacerowicze niekonieczne chcą nasłuchiwać warkotu setek pojazdów.

– Kierowcy będą rozczarowani. Co w zamian?
– Jestem zwolennikiem budowy parkingów podziemnych. Są one droższe, ale takie rozwiązania funkcjonują na całym świecie. To plus dla estetyki i komfortu życia. Rozmawiałem już z marszałkiem Władysławem Ortylem o takim pomyśle m.in. przy ul. Szpitalnej. Część terenów należy tam do samorządu wojewódzkiego, część do osób prywatnych, a część do miasta. Mamy także ciekawe działki pomiędzy Urzędem Marszałkowskim a Zespołem Szkół nr 1 przy ul. Towarnickiego.

– Samochodów w centrum mogłoby być mniej, gdyby miasto oferowało więcej możliwości rowerzystom…
– Zgadza się. Musimy myśleć o alternatywnych rozwiązaniach, takich jak parkowanie przed centrum, stawianie na parkingi typu Kiss&Ride, inwestycje w transport publiczny oraz właśnie rozwijanie infrastruktury rowerowej.

– Piętą Achillesa jest jednak brak ścieżek rowerowych w centrum…
– Niestety, to domena większości miast, dlatego postawiliśmy m.in. na kładki rowerowe. Ważne są trzy obszary działań. To likwidowanie barier architektonicznych w centrum np. poprzez obniżanie krawężników. Druga sprawa dotyczy wprowadzenia rowerów na buspasy, tam, gdzie nie ma możliwości jazdy jednośladem po ścieżce rowerowej. Kolejny aspekt to wytyczanie przejazdów rowerowych w miejscach, gdzie one nie istnieją, np. na rondzie Dmowskiego. Ważne będzie również przeorganizowanie niektórych ulic w drogi jednokierunkowe, aby wprowadzić tam sieć ścieżek rowerowych. Idealne rozwiązanie to całkowite odseparowanie rowerów od ruchu samochodowego, ale u nas taka opcja może być niezwykle trudna do zrealizowania.

– Dlaczego Rzeszów do dziś nie postawił na śluzy rowerowe na wlotach skrzyżowań?
– Zapewniam, że śluzy rowerowe pojawią się w Rzeszowie. Dobrym miejscem na ich wprowadzenie może być al. Cieplińskiego. Kiedyś rozszerzaliśmy tę drogę o kolejne pasy ruchu samochodowego, a dzisiaj powinniśmy zrobić tam przejazdy dla cyklistów i być może wykonać śluzy. Nie powinno być sytuacji, że istnieje w Rzeszowie rondo Dmowskiego, przez które nie da się przejechać. Mamy także wiadukt Śląski nad torami, gdzie rowerzyści mają utrudnione życie.
– Przejdźmy do osiedli. Słocina dopytuje, kiedy przestanie być zalewana?
– Budowa kanalizacji deszczowej na tym osiedlu to kluczowa inwestycja. Powołałem zespół, który ma opracować kompleksowe rozwiązania dla Słociny, ale także i Załęża. Mówimy o trudnym terenie, który wymaga skorelowanych działań. Już teraz prowadzimy rozmowy z Wodami Polskimi, które zarządzają potokiem Młynówka. To rzeka znajdująca się na granicy możliwości przyjmowania wody. Druga sprawa, to uzgodnienie i pozytywne zaopiniowanie budowy dwóch polderów, które powstaną na granicy miasta oraz bliżej centrum. Chodzi o sztuczne obszary zalewowe, które pozwolą na przejęcie, a następnie rozlanie się z koryta rzeki nadmiaru wody. Trzeci aspekt to budowa infrastruktury w rejonie m.in. ul. Góreckiego, która zatrzyma część opadów deszczu. Ważny będzie także program mikroretencji i wspomniana budowa kanalizacji.

– Kluczowa będzie współpraca z Wodami Polskimi, a z tym w przeszłości bywało już różnie…
– Dziś nasze relacje układają się bardzo dobrze. To ważna informacja, szczególnie że pojawia się sporo nowych problemów wynikających w dużej mierze z gwałtownych zmian klimatu. Z Wodami Polskimi rozmawiamy o Wisłoku i odmulaniu zalewu. Wzajemnie sobie pomagamy, np. umożliwiając wywożenie zaporą (mostem Karpackim) osadu ze zbiornika. Wiadomo, że wiąże się to z pewnymi niegodnościami, ale liczy się współpraca.

– Rzeszowianie od lat czekają na rekreację z prawdziwego zdarzenia nad Wisłokiem.
– Powołałem zespół, który zajmuje się tematem okolic Lisiej Góry. Po pierwsze, należy tam doprowadzić cywilizację – stworzyć sanitariaty i toalety. Drugi aspekt, to uatrakcyjnienie oferty dla mieszkańców, w tym osób najmłodszych. Chodzi m.in. o budowę placu zabaw dla dzieci niepełnosprawnych. Trzecie kwestia dotyczy modernizacji budynku, gdzie kiedyś znajdowały się kajaki i klub żeglarski.

– Takie rozwiązania chyba jednak nie wystarczą. To półśrodki.
– Czekając na zakończenie odmulania Wisłoka przymierzamy się do projektowania różnych rozwiązań przy rzece. Chcemy budowy przystani z zapleczem gastronomicznym. Będziemy działać dwutorowo i podobne pomysły pojawią się także w rejonie Żwirowni. Dysponujemy tam częścią obszaru obok już zabudowywanego terenu przy ul. Kwiatkowskiego, a także działkami przy placu zabaw. Chcemy tam wykonać zielone i rekreacyjne przestrzenie. Wiele ciekawych rozwiązań i idei dopiero się narodzi. Musimy jednak być gotowi projektowo na moment zakończenia odmulania zalewu.

– Północna część Wisłoka również może liczyć na tak ambitne plany?
– Mówiąc o obszarze od mostu Załęskiego w kierunku północnym, to uchwalony został plan przestrzenny, który pokaże nam, jak można sensownie i odpowiednio zagospodarować północny brzeg rzeki. Chcemy chronić te tereny przed zabudową mieszkaniową i uniknąć bezsilności, z którą mierzymy się w centrum miasta przy ul. Kwiatkowskiego. Dziś, nie mając planu, na tereny zielone wjeżdżają budowniczy i dzieją się rzeczy, których nie chcemy oglądać. Efekt jest taki, że w mozolnym trudzie szukamy kompromisu. Na północny miasta chcemy sobie to darować.

– Jakie więc konkretne rozwiązania pojawią się na tym brzegu?
– Pierwszym będzie budowa ścieżki rowerowej od mostu Lwowskiego do mostu Załęskiego. Od czerwca, niestety, niewiele zmieniło się jeżeli chodzi o wykupy działek. Liczymy na to, że uchwalony miejscowy plan dla Doliny Wisłoka pomoże nam przyspieszyć ten proces. Świadomość kierunku działań dla obszaru może spowodować, że właściciele chętniej sprzedadzą nam części terenów. To presja, którą stosujemy również w przypadku terenów przy ul. Kwiatkowskiego…

– …która jednak niekoniecznie przyniesie zadowalający skutek.
– Zgadza się. Mając jednak plan przestrzenny, otrzymujemy odpowiednie narzędzia do działania. I mimo że narażamy się na wielomilionowe koszty wykupu terenów, to są to rozwiązania niezwykle ważne. Liczymy, że z inwestorami spotkamy się gdzieś pośrodku. Nie chcemy bloków przy rzece, chcemy zabudowę maksymalnie od wody odsunąć. Liczymy, że uda się wygospodarować około 100-metrowy pas zieleni, który będzie można urządzić jako bulwar i rekreację.

– Owa rekreacja to nie tylko zieleń. Deklarował Pan, że na Staromieściu powstanie aquapark…
– Robimy wszystko, aby urealnić to przedsięwzięcie. Mamy wytyczony obszar, gdzie chcemy usytuować obiekt i jest to rzeczywiście teren Staromieścia. Zaprosiliśmy już do rozmów ewentualnych partnerów prywatnych. Lada dzień wyruszam do Wrocławia, by przyjrzeć się aquaparkowi, który funkcjonuje w tym mieście. Na pewno chcemy, aby w naszej inwestycji partycypowało miasto i inwestor, co miałoby charakter partnerstwa publicznego. Podejrzewam, że jesienią dojdzie do poważnych rozmów, gdzie zarysowana zostanie wstępna koncepcja budowy obiektu.

– A co z lodowiskiem przy al. Witosa? Miasto długo każe czekać mieszkańcom na budowę…
– Mamy problem z tą inwestycją. Wykonanie projektu zlecono jeszcze wiele miesięcy temu, lecz musimy pamiętać, że w rejonie planowanej budowy uchwalony został miejscowy plan przestrzenny, który niestety koliduje z założeniami obiektu. Kto wie, czy nie będziemy zmuszeni zmienić zapisów dokumentacji, co finalnie pozwoli ułatwić zaprojektowanie obiektu.

– To zła informacja. Istnieje obawa, że lodowisko w tej części miasta nie powstanie?
– Jesteśmy zdeterminowani, aby wybudować obiekt w tym miejscu, ale musimy najpierw zmienić miejscowy plan. Dzięki temu uda się zaprojektować lodowisko w sposób sensowny. Obecne zapisy planu, który zakładał inwestycję spółki Res-Vita, utrudniają realizację zadania.

– Zmiana planu to kolejne miesiące czekania na lodowisko…
– Cała operacja rzeczywiście może nieco utrudnić. Projekt raczej nie będzie gotowy do lutego przyszłego roku. Z firmą zajmującą się dokumentacją będziemy rozmawiać o tej sprawie. Z drugiej strony niewykluczone, że wyłączymy fragment miejscowego planu i uda się przygotować projekt wcześniej.

– Mieszkańcom Zwięczycy obiecywał Pan rekreację w rejonie Kaczernego…
– Wizja urządzenia tego terenu istnieje, ale musimy pamiętać, że to obszar należący do Krajowego Ośrodka Wsparcia Rolnictwa. Trzeba do tego tematu podejść z głową. Na pewno chcemy tam usytuować funkcje rekreacyjno-sportowe. Tyle na razie mogę powiedzieć, nie ma szczegółów…

– …niestety podobnie jak w przypadku Kopca Konfederatów Barskich…
– Kończy się przygotowywanie miejscowego planu dla tego obszaru. Podejrzewam, że w listopadzie uchwalimy dokument i następnie przystąpimy do wykupu terenów. Liczę także na to, że w przyszłym roku uda się ogłosić konkurs architektoniczny na zagospodarowanie kopca.
– Brzmi to pięknie, ale wykupy działek nie są prostą sprawą…
– Jeżeli uchwalimy plan, to podejrzewam, że usprawni to ten proces. W tegorocznym budżecie złożyłem już wniosek, apelując o zabezpieczenie na ten cel kwoty 1,5 mln zł. Te środki sfinansowałyby pierwszą część wykupów, natomiast całe zadanie zamknie się w kwocie około 3 – 4 mln zł. W kontekście tak ważnej inwestycji nie są to olbrzymie pieniądze. Kluczowy będzie konkurs architektoniczny, bo on pozwoli na ambitne i innowacyjne wizje.

– Rozwój miasta to również małe inwestycje. Bzianka mówi: „Chcemy domu kultury”, a Pan na to…
– …że na budowę domów kultury w Rzeszowie musimy spojrzeć szerzej. Pojawia się sporo wniosków o utworzenie placówek na osiedlach, które już od dawna znajdują się w granicach miasta, a własnych filii nie posiadają. Należy to wszystko ułożyć w listę. W Bziance zostanie teraz wyremontowana remiza, dokładamy pieniądze na ten cel i liczę na to, że w porozumieniu z OSP uda się wyeksponować pewne kulturalne funkcje w tym obiekcie.

– Zmieniając temat, wielu rzeszowian pyta, czy ratusz będzie wspomagać finansowo sport?
– Jako miasto całkiem niezłe środki finansowe przekazujemy na wsparcie różnych dyscyplin. Mamy ekstraligowe drużyny w siatkówce mężczyzn i kobiet, w pierwszej lidze jest klub piłkarski Resovia. Do tego dumą są skoczkowie do wody, którzy niedługo zaczną trenować w nowym basenie. Mniejsze drużyny mają potencjał. Sport w Rzeszowie nadal będzie wspierany.

– Żużel jednak nie ma się dziś chyba najlepiej?
– Chcemy odbudować żużel. Odbyliśmy już nawet kilka spotkań partnerskich ze sponsorami i planujemy kolejne. Lada dzień powołam mecenat Rady Miasta Rzeszowa. To komórka, która będzie wspierać pozyskiwanie środków od partnerów prywatnych na wydarzenia kulturalne i sportowe. Mecenat to próba łączenia współpracy miasta i sektora prywatnego. Liczę, że takie rozwiązanie sprawdzi się także w kontekście żużla.

– Do tanga trzeba dwojga. Chętni do współpracy już się znaleźli?
– Pojawiają się różne podmioty, trwają dyskusje, ale o szczegółach nie będziemy dziś mówić.

– Czy korzysta Pan z podpowiedzi i doświadczenia kontrkandydatów do fotela w wyborach prezydenckich?
– Z panią wojewodą Ewą Leniart mamy cały czas kontakt. Gdy pani wojewoda poprosiła, aby rozpropagować akcję szczepień, to bez wahania zgodziliśmy się na pomoc. Szczepiliśmy rzeszowian, a także mieszkańców spoza miasta. Ponadto od dawna wspólnie rozmawiamy o Wisłoku, czy parkach kieszonkowych. Również z wiceministrem Marcinem Warchołem spotykamy się na imprezach związanych ze strażakami, czy polityką bezpieczeństwa w mieście…

– …ale o Racławówce chyba Panowie nie rozmawiają …
– Nie rozmawiamy na ten temat. Należy jednak podkreślić, że nie ja zabiegałem o włączenie części Racławówki do Rzeszowa. Musimy jasno podkreślić – nie chcę wywoływać niepotrzebnych napięć pomiędzy gminami, dlatego w tym momencie nie będę występować z żadnym wnioskiem o poszerzenie miasta. Inna sprawa będzie wtedy, kiedy dana gmina i jej mieszkańcy będą chcieli zasiąść do rozmów. Dziś jednak patrzę na Rzeszów, który posiada zamknięte granice. Priorytetem nie jest powiększanie powierzchni, a rozwój miasta, troska o mieszkańców i tego do końca kadencji będę się trzymał.

Rozmawiał Kamil Lech

39 Responses to "Priorytetem nie jest powiększanie miasta, a jego rozwój"

Leave a Reply

Your email address will not be published.