Okradziona narzeczona


To miała być miłość dozgonna. Zaczęła się na jakiejś dyskotece czy innej tego typu imprezie, na której Celina G. poznała Tomasza R. I ponoć nagle oboje zapałali do siebie uczuciem tak gorącym, że on już po kilku dniach wprowadził się do jej mieszkania, co zresztą było mu bardzo na rękę, gdyż swojego lokum nie miał i koczował u znajomych.
Tomasz R. przedstawił się jako absolwent wyższej uczelni, który szuka dla siebie odpowiedniej pracy, co nie jest sprawą łatwą. Przypominał w tym nieco Ferdynanda Kiepskiego ze znanego serialu, który często powtarza, że „w tym kraju nie ma pracy dla ludzi z moim wykształceniem”. Podobnie było z Tomaszem, który nigdy nie ukończył żadnych wyższych studiów i to z całkiem prostej przyczyny. Takiej mianowicie, że nigdy ich nie rozpoczął, gdyż wykształcenie zakończył w jakimś technikum, z którego został wyrzucony przed egzaminem końcowym i nigdy nie podjął żadnej pracy. A ponieważ był trochę ładniejszy od Quasimodo, więc podobno miał nawet powodzenie u płci pięknej, dzięki czemu żył na koszt swych kochanek, o czym Celina G. oczywiście nie wiedziała i czuła nawet pewną satysfakcję, że przygarnęła takiego życiowego nieudacznika, któremu pomoże wyjść na prostą. Ale do czasu.
Kiedy Tomasz zaczął wracać późną porą, przeważnie nietrzeźwy i na dodatek wprawiony w ten stan za pieniądze Celiny, to pewnego pięknego dnia dziewczyna spakowała mu jego klamoty i kazała wynosić się z jej domu. Tym razem była stanowcza i Tomasz musiał opuścić ciepły kącik, ale wychodząc „zapomniał” oddać klucze.
Choć Celina już wiedziała, że padła ofiarą nieroba i oszusta, to zrodzone w niej uczucie chyba nie całkiem jeszcze wygasło, bo dla poprawy nastroju wyjęła butelkę wina, którą samotnie opróżniła, po czym twardo usnęła. W tym samym czasie Tomasz R. postanowił wrócić do niej i obiecać poprawę, by ich związek trwał wiecznie, tym bardziej że na dworze było wietrznie i zimno.
Wrócił zatem do domu Celiny, po cichu otworzył drzwi i zobaczył, że dziewczyna śpi, co natychmiast wyzwoliło jego przestępczą żyłkę. Podszedł do śpiącej narzeczonej i ukradł jej z torebki ponad tysiąc złotych, a także drogi telefon komórkowy i… uciekł.
Gdy Celina się obudziła i stwierdziła kradzież, niezwłocznie powiadomiła policję, a ta od razu odwiedziła Tomasza R., u którego znalazła dowód rzeczowy w postaci komórki, gdyż pieniądze zdążył już wydać na alkohol. Był tak pijany, że wszystko wyśpiewał, nie wiedząc nawet komu śpiewa. Powtarzał jedynie, że „liczył na dozgonną miłość”.
I tak to, nomen omen, Celinę zamieni na celę.
JAN M.

2 Responses to "Okradziona narzeczona"

Leave a Reply

Your email address will not be published.