
Romans czyta się jednym tchem, robiąc najwyżej przerwy na otarcie łez, ale pod warunkiem, że ma się lat 16, że główny bohater to chorowity człowiek, a jego wybrance zabronili rodzice baronowie widywać go choćby i w dzień nawet.
Jednym słowem, romans z pożółkłych książek czytany pod szkolną ławką, lub pod kołdrą (przyświecając latarką), winien być smutny, jak noc listopadowa na przedmieściach Kłaja i najlepiej kończyć się ślubem, z tym jednak, że każde z kochających się stworzonek ożeni się z kim innym.
20-letnia Jadwiga K„ pomoc kuchenna, zakochała się 42-letnim inżynierze Wacławie C. Jak widać, sprawa zapowiada się na romansidło, bo różnica wieku odpowiednio zła, a ponadto można brać jeszcze pod uwagę mezalians, zwany demokratycznie różnicą poziomu intelektualnego. Jak doszło do tej miłości?
Inżynier Wacław C. jadał był w stołówce, gdzie Jadwiga K. zmywała statki oraz podłogę. Wacław C. przychodził niekiedy nabity , to jest pod wpływem alkoholu i wtedy na ogół nie baczył, kogo akurat szczypie w pupę. Zdarzyło się, że Jadwiga, ścierając podłogę, wypięła się na pana inżyniera, jemu zaś ręka sama powędrowała na pośladek, nie własny oczywiście. Dziewczę pisnęło jak piskorz, zaczerwieniło się jak róża i wybiegło na zaplecze.
Teraz jednakże, co wzięła talerz do ręki – to b ę c !. – i już po talerzu. Szefowa zagroziła, że wyleje ją z pracy, bo jak tak dalej, to goście będą musieli prosto z garnków chochlami ćpać zupę. Jadwiga przyrzekła poprawę, ale ręce trzęsły się jej nadal z tych niespodziewanych doznań erotycznych.
Od tej pory Jadzia zrobiła się smutna, lica się jej zapadły, a oczy błyszczały miłośnie. Każdego dnia czekała w kuchennym okienku, aż pojawi się inżynier C. A gdy wchodził, uciekała spłoszona, serce biło jej gwałtownie i o wiele za szybko.
Razu jednego szefowa kazała jej wyjść na salę roznosić zupę. Ubrała czysty fartuszek, włosy spięła wstążką i wyszła, jak biały anioł, a ten politechnik nawet na nią nie popatrzył. Dopiero gdy drżącymi rękami ochlapała go zupką pomidorową – syknął i spojrzał.
– A, to pani! – powiedział, wydając woń alkoholu.
– Kto mi teraz spodenki wypierze?
– Mogę je zmyć gorącą wodą – zaofiarowała się różowa z wrażenia Jadwiga K.
– No to zdejmuję – zażartował wesolutki inżynier i do reszty wystraszył dziewczynę.
Później zapytał, kiedy kończy szychtę, a ona odrzekła, że p r a c ę kończy dziś wyjątkowo wcześniej, wobec czego inżynier powiedział, że będzie na nią czekał przed stołówką.
Jadwiga K. popędziła do kuchni, przebrała się i skropiła wodą kolońską, zapachem przypominającą ,,Czar Arabii” , o ile w oda o takiej nazwie istnieje. Wybiegła przed stołówkę i wpadła prosto na pana inżyniera.
Wacław C. zaprosił ją do kawiarni na wino, potem do karczmy na koniak, wreszcie do domu na kawę. Pod koniec tej wędrówki nie przypominał już raczej Casanovy, z najwyższym wysiłkiem zdołał jeszcze wyszeptać „kocham cię…” i tu zapomniał nawet jej imienia.
I teraz należałoby rozpocząć opis tej przygody miłosnej mniej więcej w takim stylu: „Drżącymi dłońmi ujął jej ręce i przytulił do swych ogorzałych policzków. Serce Jadzi trzepotało jak ptak spłoszony, a jej czerwone usta powtarzały namiętnie: jedyny, kochany, najdroższy…”
Można by jeszcze wpleść parę innych andronów, ale życie jest, niestety, brutalne i po prostu pan inżynier wywrócił Jadzię na łóżko i w 9 miesięcy później urodził się chłopczyk, a Jadzia K. była nadal panną.
Inżynier C. orzekł wtedy, że mowy nie ma, aby ożenił się z dziewczyną młodszą o 20 lat. a poza tym nie ma żadnego dowodu, że jest to jego własne dziecko.
Wątpliwości rozwiał sąd, orzekając o ojcostwie i przyznając Jadwidze K. alimenty na rzecz jej dziecka w kwocie 1500 zł miesięcznie.
I tu kończy się romans, a zaczyna życie. Najgorsze jednak, że romans jest zwykle stary, tylko dzieci nowe…
Jan Miszczak



7 Responses to "Romans"