Znany detektyw chce odkryć prawdę o gwałtach w Malawie

– Jestem bezradny. Tłumaczę sobie, że II wojna światowa trwała 5 lat, a ja jestem „grillowany” już 4 lata za nic – mówił Grzegorz Dziubak (z prawej). Znany detektyw Krzysztof Rutkowski podczas wczorajszej konferencji sugerował drugie dno sprawy. Fot. Wit Hadło

– Robimy wszystko, żeby pomóc człowiekowi, który, tak jak twierdzi, jest niewinny – mówił na zwołanej wczoraj konferencji prasowej Krzysztof Rutkowski. Przyjechał do Rzeszowa, by „dotrzeć do prawdy”, która ma stać za oskarżeniami oraz skazaniem Grzegorza Dziubaka za molestowanie i zmuszanie do obcowania płciowego nieletniej dziewczynki. Znany detektyw zasugerował drugie dno sprawy, ale na razie nie podał żadnych przełomowych informacji.

Przypomnijmy; w kwietniu Sądzie Apelacyjnym w Rzeszowie zapadł wyrok w głośniej sprawie molestowania 11–latki. Na ławie oskarżonych zasiadło 5 mieszkańców Malawy, w tym przyrodni brat małoletniej. Wszyscy zostali uznani za winnych zarzucanych im czynów. Najsurowszą karę sąd wymierzył przyrodniemu bratu dziewczynki – Mariuszowi N. Mężczyzna został skazany na 15 lat. Grzegorz Dziubak (zgodził się na podanie nazwiska) – właściciel lokalnego sklepu, usłyszał wyrok 9 lat więzienia. Jako jedyny nadal pozostaje na wolności.
– Pan Grzegorz może dostać bilet z zaproszeniem do odbywania kary w każdej chwili, ponieważ decyzją sądu został skazany – zauważył Krzysztof Rutkowski, właściciel biura detektywistycznego, który, jak mówił, występuje w roli dziennikarza śledczego. I dodał: – Tak duża kara powinna stanowić dla sądu obawę ucieczki. Przecież gdyby chciał, mógłby wyjechać za granicę, ale tego nie robi. Walczy i występuje pod nazwiskiem.
– Chciałbym, żeby pan Grzegorz opowiedział swoją historię i osoby, które są z nim, przekazały informacje, które zmienią ocenę tej sytuacji, pomimo że sąd skazał pana Dziubaka za tak zwane molestowanie seksualne i odbywanie ponad 3 tysięcy różnego rodzaju aktów seksualnych z nieletnią – tłumaczył.
– Ta sytuacja jest kuriozalna. Nigdy nie miałem nic wspólnego z małoletnią. Ona nie przychodziła do mnie do sklepu. Mamy w rodzinie przekonanie, że jestem prześladowany. Nie wiadomo z jakich powodów. Sąd dolał oliwy do ognia i wydał tak straszny wyrok – żalił się skazany. – Całe życie spędziłem w Malawie. Tyle roczników dzieci przewinęło się przez mój sklep. Do dziś mi mówią „Dzień dobry” – stwierdził.
– Co mogło być przyczyną tego, że tak poważne oskarżenia zostały skierowane przeciwko panu? – dopytywał Rutkowski. – Nie możemy dojść tego. Nie wiem – odparł Grzegorz Dziubak.

Jednostronny proces?

W jego obronie stanęła pracująca w sklepie Anna Filip. – Dla mnie oskarżenia są wzięte z kosmosu. To dziecko nigdy nie chodziło samo. Zawsze z rodzicami – zauważyła.
– Skala tych ohydnych kłamstw, które zostały wylane na naszych mieszkańców, przygniotła nasze rodziny. Takie rzeczy nie miały miejsca. Nigdy nie widziałam dziewczynki chodzącej samej. Gdyby nie to, że została skierowana do szkoły specjalnej i jeździła autobusem, w ogóle bym jej nie znała – argumentowała Helena Piotrowska, bliska sąsiadka zarówno oskarżonych, jak i pokrzywdzonej.
Przypomniano też argumenty, które obrona oraz mieszkańcy podnosili już wcześniej – że rodzina małoletniej była dysfunkcyjna i pod opieką m.in. asystenta rodziny oraz kuratora, którzy nie mogli niczego nie zauważyć, że do gwałtów miało dochodzić w piwnicy w sklepie, a w lokalu nigdy takowej nie było, że biegły ginekolog stwierdził, że błona dziewicza u dziewczynki nie została przerwana. Podjęto temat tajemniczego listu (w jakim znajdować miał się opis potworności doznanych przez dziewczynkę i wskazanie sprawców), którego autorką miała być nieżyjąca kobieta. Wskazano również, że pokrzywdzona nie rozpoznała Grzegorza Dziubaka na okazaniu, a on sam został skazany za utrwalanie rzekomych aktów seksualnych z udziałem dziecka.
– Nie wiem, jak zostałem za to skazany. Bo ani w telefonie, ani w komputerze nic nie znaleziono.
– W 2016 r. pojawiły się informacje, że ten, kto się przebranżowi, będzie miał spokój. A ten, kto się nie przebranżowi – kłopoty. Co się stało z tymi pierwszymi? – padło pytanie. – Jedna pani jest w radzie gminy – zauważył skazany. Nie dodano, że musiała zostać wybrana na stanowisko przez społeczność.
W ocenie skazanego, proces był jednostronny. Jaki może być finał tej sprawy? – Jestem niewinny. Nie mam z tą sprawą nic wspólnego. Jeśli w Polsce jest sprawiedliwość, liczę, że wyrok zostanie uchylony – przyznał Grzegorz Dziubak.
Do tej pory sąd nie wydał uzasadnienia wyroku. Rzecznik Sądu Apelacyjnego w Rzeszowie uprzedzał, że to potrwa. Jak tłumaczył, w tak skomplikowanej sprawie sędzia sprawozdawca może złożyć wniosek do prezesa sądu i wydłużyć termin, nawet o kilka miesięcy.
Skazany i osoby, które go wspierają, liczą, że Sąd Apelacyjny rozpozna tę sprawę jeszcze raz. Na razie znany detektyw nie dostarczył sądowi materiałów, które mógłby go do tego skłonić. – Trudno o tym mówić po 10 dniach od momentu zainteresowania się tym tematem – stwierdził. – Dzisiejsza konferencja ma duże znaczenie, ponieważ mogą się pojawić nowe okoliczności w tej sprawie lub kolejni świadkowie.

wk

8 Responses to "Znany detektyw chce odkryć prawdę o gwałtach w Malawie"

Leave a Reply

Your email address will not be published.