Historia pewnej korespondencji

Kilka dni temu – myśląc o tym, że ludzie w polskich mundurach z orzełkiem na piersi wywożą dzieci do lasu na śmierć – napisałem felieton, który kończył się tak:
„Jeśli można uratować jedno dziecko – to trzeba to zrobić.
Jeśli każdy z nas uratuje jedno dziecko, to może uratujemy wszystkie.
Kto uratuje jedno życie, to tak jakby ocalił cały świat.
Pamiętajcie o tym ludzie w polskich mundurach z orzełkiem na piersi, kiedy wywozicie dzieci do lasu – na śmierć.”

Nie zadałem w nim żadnego pytania, nie kierowałem żadnych roszczeń, po prostu napisałem tak jak czuję, że nie mieści mi się to w głowie i postanowiłem swoje przemyślenia skierować do Komendy Głównej Straży Granicznej.
Prawie natychmiast, czyli następnego dnia rano, otrzymałem maila:

Pan Kuba Karyś
Szanowny Panie
W odpowiedzi na zapytanie e-mail z dnia 02.04.2021 r., Zarząd ds. Cudzoziemców Komendy Głównej Straży Granicznej uprzejmie informuje co następuje.
Przepisy ustawy z dnia 13 czerwca 2003 r. o udzielaniu cudzoziemcom ochrony na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej przewidują….

Tu nastąpiła cała litania dość oczywistych przepisów prawa dotyczących uchodźców i postępowania wobec nich, aż dotarliśmy do wreszcie do sedna:
„Ponadto odnośnie sytuacji dzieci na granicy prosimy zapoznać się ze stanowiskiem Rzecznika Praw Dzieci.
„Grupa irackich migrantów przebywających tymczasowo na posterunku Straży Granicznej w Michałowie nie chciała pozostać w Polsce. Domagali się zawiezienia ich do Niemiec. Zgodnie z prawem Straż Graniczna musiała ich przekazać stronie białoruskiej – w bezpiecznych dla nich warunkach, a nie „do lasu”. (…)
Rzecznik nie odnotował przypadków stosowania przez polską Straż Graniczną metody push-back. Przekazywanie stronie białoruskiej dotyczy migrantów, którzy po nielegalnym przedostaniu się na terytorium naszego kraju odmawiają ochrony ze strony Polski, ponieważ chcą jechać dalej na zachód Europy. (…) Migranci, którzy nie zgadzają się na umieszczenie ich w polskim ośrodku, po udzieleniu im pomocy medycznej, przekazaniu żywności i odzieży, są zgodnie z prawem przekazywani stronie białoruskiej w bezpiecznych dla nich warunkach. Rzecznik Praw Dziecka nie odnotował przypadków pozostawiania migrantów „w lesie czy na bagnie”, jak donosiły niektóre media.”
Następnie pada prośba, żebym zapoznał się ze stanowiskiem rządu przekazanym do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, informacja, gdzie powinienem kierować swoje pytania, uwagi lub wnioski oraz pouczenie, co powinienem zrobić w przypadku podejrzenia przestępstwa. Z poważaniem itd.

Pomyślałem, że mimo iż nie zadałem pytania dostałem odpowiedź „bez odpowiedzi”, bowiem zwróćcie Państwo uwagę, że SG nie odnosi się osobiście w żaden sposób do moich przemyśleń, cytując jedynie jakieś dokumenty. W tej sytuacji postanowiłem jednak pytanie zadać i odpisałem.

Szanowny Panie,
bardzo dziękuję za informacje dotyczące powszechnie znanych przepisów prawa, jak i publicznie przedstawionego stanowiska Rzecznika Praw Dziecka. Zwrócę również Państwa uwagę, że nie zadałem żadnego pytania, a jednak pokusiliście się Państwo o obszerną odpowiedź, która nie dotyczy moich smutnych konstatacji, i nie jest poparta Państwa własnym stanowiskiem.
To stanowisko wyraziła jednak rzeczniczka prasowa podlaskiej Straży Granicznej Katarzyna Zdanowicz, która wprost przyznała, że stosujecie Państwo taktykę push-back wobec migrantów spotkanych na terenie Polski. W wywiadzie dla holenderskiego publicznego nadawcy TV NOS stwierdziła: „We wrześniu prób nielegalnego przekroczenia granicy, odnotowaliśmy ponad 3,5 tys. W sumie od początku września zatrzymaliśmy 120 nielegalnych migrantów, którzy przekroczyli granicę polsko-białoruską. (…) [Te osoby] są pouczane o tym, że są nielegalnie w naszym kraju i są zawracane do linii granicznej“. Na pytanie dziennikarza: Czyli to są tzw. push-backi, tak? odpowiedziała – „Tak, to są osoby zawracane”, co przeczy słowom RPD, ale przecież nie o słowa tu chodzi.

Rzeczniczka potwierdziła ten tryb procedowania w sprawie tzw. „grupy z Michałowa“ w rozmowie dziennikarką TVN24: „zostali doprowadzeni do linii granicy“, a cała Polska słyszała, błagania tej grupy uchodźców na parkingu Placówki SG w Michałowie (wg rzeczniczki SG – 26 obywateli Iraku, w tym kobiet i dzieci), by mogli pozostać w Polsce.
Ale to też przecież nie jest temat, który poruszyłem.
Ja zwróciłem Pana i Państwa uwagę, na rzecz najważniejszą:

Jeśli możecie uratować jedno dziecko – to musicie to zrobić.
Jeśli każdy z nas uratuje jedno dziecko, to może uratujemy wszystkie.
A kto uratuje jedno życie, to tak jakby ocalił cały świat.
Pamiętajcie o tym, bo możecie to zrobić – bo jesteście ludźmi, bo nosicie polskie mundury z orzełkiem na piersi i nigdy sobie sami tego nie wybaczycie, jeśli będziecie na krzywdę dzieci obojętni. I nikt Wam tego nie wybaczy.
Bez względu na rozkazy, rozporządzenia, bez względu na wszystko: będziecie…, będziemy musieli z tym żyć.
I na koniec, gdzie są: Aryas (8 lat), Arin (6 lat), Alas (4,5 roku), Almand (2,5 roku)?
Zróbcie proszę wszystko co w Waszej ludzkiej mocy, by ich ocalić.

Choć ja już zapewne od SG nie otrzymam żadnej odpowiedzi, to większość Państwa pytań i wątpliwości rozwieje reportaż „Kraina strachu” (str. 16) i wywiad z byłym komendantem głównym Straży Granicznej gen. Dominikiem Traczem – „Stać nas na humanitaryzm” (str. 17).

Redaktor Naczelny Super Nowości Jakub Karyś

18 Responses to "Historia pewnej korespondencji"

Leave a Reply

Your email address will not be published.