
Wirus RSV (Respiratory Syncytial Virus) w tym roku zaatakował wyjątkowo wcześnie, bo już kilka tygodni temu. Obecnie mamy cały oddział zduszonych, małych dzieci, od noworodka do 2 lat, z zapaleniem: oskrzelików, oskrzeli i płuc, wymagajacych wspomagania oddychania tlenem i nawadniania kroplówką – mówi prof. dr hab. n. med. Bartosz Korczowski, kierownik I Kliniki Pediatrii i Gastroenterologii Dziecięcej Klinicznego Szpitala Wojewódzkiego nr 2 w Rzeszowie.
Doktor podkreśla, że maluchy często wymagają hospitalizacji ok. tygodnia, stąd ciagła walka o miejsce dla każdego chorego. – Czasami dyżurny w szpitalnym oddziale ratunkowym staje przed dylematem, gdzie ma odesłać małego pacjenta. Jeżeli w innych lecznicach nie ma miejsca, z reguły przetrzymuje go na SOR-ze licząc, że może na drugi dzień coś się zwolni – dodaje.
Kaszel i katar
Objawem zakażenia wirusem RSV jest kaszel i katar. U młodszych dzieci kaszel szybko przyjmuje formę duszącą. Zakażenie tego typu wirusem może prowadzić do wielu powikłań, np. zapalenie ucha środkowego, a w skrajnych przypadkach także do zapalenia mięśnia sercowego. Wirus RSV wrócił ze zdwojoną siłą po tym, jak rok temu był praktycznie niewidoczny. To oczywiście „zasługa” pandemii – ludzie byli pozamykani w domach, większą uwagę zwracali na higienę i dbanie o swoje zdrowie. – Straciliśmy naturalną odporność nabywaną przez kontakt z różnymi patogenami. I teraz mamy tego skutki. Wirus RSV przenoszony jest drogą kropelkową. Do zakażenia najczęściej i najszybciej dochodzi w placówkach edukacyjnych (np. przedszkolach czy żłobkach). Może wywoływać zakażenia u niemowląt, dzieci oraz u ludzi dorosłych, jednak to u najmłodszych pacjentów infekcja przebiega zdecydowanie gorzej i objawy są znacznie bardziej nasilone. U dzieci starszych i ludzi dorosłych zakażenie wirusem RSV daje zwykle zdecydowanie łagodniejsze objawy. Wiekiem, w którym najczęściej dochodzi do infekcji, jest okres pomiędzy 2. a 6. miesiącem życia. Najgroźniejszy jest dla dzieci do 2. roku życia.
Problem z izolacją
Chore dzieci leczone są w sposób objawowy, ponieważ nie ma leku, który bezpośrednio działałby na wirusa RSV. Dostają leki przeciwwymiotne, przeciwzapalne, sterydy. – Co gorsza, mamy problem z izolowaniem chorych od siebie, bo oprócz wirusa RSV mamy też pacjentów z norowirusem wywołującym biegunkę. Jeżeli położymy dwóch takich pacjentów w jednej sali, to na drugi dzień chory na zapalenie oskrzeli ma biegunkę, a ten z biegunką – zapalenie płuc – mówi doktor.
Gdzie trafiają pacjenci, dla których nie znalazło się miejsce na rzeszowskim oddziale? – Najczęściej odsyłamy dzieci do szpitala miejskiego lub ProFamilii, bo tam są oddziały pediatryczne, ale one też są przepełnione. Jeżeli dziecko przyjeżdża do nas z Mielca, odsyłamy do Mielca. Sezon na wirusa zwykle trwał od listopada do marca, teraz zaczął się już z końcem sierpnia. Może więc wcześniej się skończy? Oby – mówi prof. Korczowski. Na szczęście od kilku miesięcy nie było u nich pacjenta (ani rodzica) z dodatnim testem na koronawirusa. Nie było też pacjentów z zespołem PSIM, czyli powikłaniem po COVID-19. Niestety, ludzie nadal nie chcą się szczepić, a do drzwi puka kolejna fala.
Anna Moraniec



6 Responses to "Wirusy ze zdwojoną siłą atakują dzieci"