Bohaterki Narodowe dementują kłamstwa władzy

Anna Przedpełska i Wanda Traczyk-Stawska w minioną niedzielę wzięły udział w prounijnej manifestacji w Warszawie. Dwa dni później gościły w TVN-owskich „Faktach po faktach”. Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

W minioną niedzielę (10 października) w całej Polsce gromadzono się o godz. 18, by zaprotestować przeciwko ostatniemu orzeczeniu Trybunału Konstytucyjnego Julii Przyłębskiej i zamanifestować chęć pozostania Polski w Unii Europejskiej. Na warszawskie, najliczniejsze jak się potem okazało, bo liczące 100 tys. osób, spotkanie zaprosił Polaków Donald Tusk. W nim właśnie udział wzięły także bohaterki powstania warszawskiego: Wanda Traczyk – Stawska i Anna Przedpełska-Trzeciakowska, mówiąc o tym, jak ważna dla Polski i Polaków jest wolność i przynależność do UE. Ich przemówienia usiłowali zagłuszyć narodowcy pod wodzą Roberta Bąkiewicza, za co temu ostatniemu ostro się dostało od pani Wandy! Następnie politycy władzy, jej sympatycy oraz rządowe i prorządowe media usiłowali zdyskredytować bohaterki, sugerując zły stan ich umysłów, a także to, jakoby miały być zmanipulowane, albo nawet zmuszone do swoich wystąpień. Obie zdementowały te kłamstwa w TVN-owskich „Faktach po faktach” we wtorek (12 października).

Choć wszyscy zabierający głos na prounijnej manifestacji w Warszawie byli przekonujący, słowa W. Traczyk-Stawskiej i A. Przedpełskiej – Trzeciakowskiej, wywoływały ciarki na plecach słuchających. Bo oto przemówiła żywa historia. Przemówiły bohaterki, kobiety – żołnierze. Te, dla których wolność, „Polska Walcząca”, ryzykowanie życia w obronie ojczyzny to nie slogany, tylko ich życie. I śmierć ich kolegów i koleżanek. Mówiły o tym, jak bezcenna jest wolność, jak bliskie Polsce i Polakom są idee europejskie, jak ważna nasza obecność we Wspólnocie. I o tym, że nigdy i nikomu nie wolno nam pozwolić na odebranie Polakom tej wolności i tej obecności w Zjednoczonej Europie. Te słowa musiały się nie spodobać kontrmanifestantom pod wodzą Roberta Bąkiewicza ze stowarzyszenia Marsz Niepodległości, znanego z antyunijnych poglądów. Słowa bohaterek narodowych, podobnie jak słowa innych przemawiających na prounijnej manifestacji usiłowali zagłuszyć. Używali do tego sprzętu, na który pieniądze, wyjęte Polakom z kieszeni, przekazali im rządzący rzekomo na działalność patriotyczną! Pani Wanda nie wytrzymała i mocnym, stanowczym głosem skarciła Bąkiewicza słowami, które chyba wszyscy już znamy. Po tym wydarzeniu politycy i sympatycy władzy, a także rządowe i prorządowe media nie zawahali się obrażać uczestniczek powstania. Było porównanie ich do bestialskiego oficera SS, były sugestie, że nie wiedzą co mówią, a także, że do swoich wystąpień zostały zmuszone, albo zmanipulowane przez opozycję.

„Wyjście z UE to największa groźba”

Obie bohaterki, jak się można było przekonać we wtorkowych „Faktach po faktach” w TVN24 umysły mają jasne, a swoje myśli wyrażają nader trzeźwo i zrozumiale. Traczyk – Stawska i Przedpełska – Trzeciakowska wyznały dlaczego przyszły na niedzielną manifestację. – To, że chcą nas wyprowadzić z Unii Europejskiej jest dla mnie największą groźbą – powiedziała Wanda Traczyk-Stawska. – Przyszłam tam, żeby przypomnieć, jaką cenę trzeba płacić za utratę wolności.
– To, że chcą nas wyprowadzić z Unii, jest dla mnie największą groźbą. Bo my jesteśmy „mucha na słonia”. Putin ma tak doskonale wyszkolone wojsko, tak świetnie zaopatrzone, mające tak ogromne doświadczenie w walkach na wielu różnych kontynentach, że my tu jesteśmy, jako państwo polskie, gdzie jest tylko 38 mln ludzi, właściwie do połknięcia – stwierdziła pani Wanda, dodając, że Rosja już powoli „połyka” Ukrainę. – Ale Ukraina niestety nie jest jeszcze w Unii, a my jesteśmy. I my chcielibyśmy popełnić samobójstwo jako naród i dać szansę na to, że wychodzimy z Unii, oni nas połykają i nikt nie ma mieć prawa do tego, żeby nas bronić, bo my się zgodziliśmy na to – tłumaczyła. – Jakby mnie nie wpuścili, tobym też przyszła, pewnie przez jakiś płot bo mam coś do powiedzenia. Mam do powiedzenia całej Polsce wiadomość, że musimy w tej chwili być czujni, bo nie możemy dać się wyprowadzić z Unii w żadnym razie – oświadczyła panu Wanda, wyjaśniając powody swej obecności na manifestacji.

Zmusiły je serca, pamięć i sumienia

Anna Przedpełska-Trzeciakowska przyznała natomiast na poły ironicznie, że owszem, ona została do udziału w prounijnej manifestacji zmuszona. – Zostałam zmuszona takim wewnętrznym głosem: „na litość boską ludzie, ratujmy się, przecież my stoimy nad przepaścią” – mówiła łączniczka z powstania warszawskiego. Wyjście z Unii to jest przepaść. Jako osoba, która ma 94 lata i „trochę” przeżyła, mam prawo to twierdzić na podstawie własnych życiowych doświadczeń – podkreśliła dodając, że miała „poczucie, iz jest to moment krytyczny”. – To znaczy bardzo ostrą świadomość tego, że jesteśmy w jakimś momencie, gdzie można się „chybnąć” – wyjaśniała A. Przedpełska – Trzeciakowska obrazowo mówiąc o tym, że nasz kraj może uczynić teraz krok, po którym nie będzie już odwrotu. Obie uczestniczki powstania warszawskiego wspominały, że na manifestacji znalazły się, by dać świadectwa. Świadectwa tego, że one są przeciwko polexitowi. Dodały, że to świadectwa nie tylko w ich własnym imieniu, ale także ich kolegów i koleżanek ginących za ojczyznę, a także tych, którzy przeżyli powstanie i wojnę.

„Chcą nosić nasze symbole, to niech się zachowują”

Wanda Traczyk-Stawska nie ukrywała, że zachowanie narodowców ją nie tyle uraziło, co rozwścieczyło. – Uważają, że mając prawo nosić nasze wszystkie symbole, to niechże się zachowują tak jak my, a jak nie, to precz, to oddać nam to – tu mowa była oczywiście o symbolu Polski Walczącej, tak chętnie wykorzystywanym przez pseudopatriotów. – Nikt nie ma prawa nosić tych symboli, póki nie umie się zachować tak jak moi koledzy i moje koleżanki – stwierdziła pani Wanda. Ci panowie wybrali sobie miejsce do ustawienia głośników, które było miejscem bardzo osobliwym – powiedziała z kolei o narodowcach Anna Przedpełska – Trzeciakowska. – Mianowicie to były tyły kościoła świętego Marcina i klasztoru sióstr franciszkanek, w których przez cały okres stanu wojennego był i funkcjonował komitet opieki nad uwięzionymi i skąd przygotowaliśmy paczki dla siedzących w Barczewie członków KPN-u – wyjaśniła. Obie bohaterki powstania zapowiedziały, że dalej będą walczyły, by Polska pozostała w UE.

Monika Kamińska

10 Responses to "Bohaterki Narodowe dementują kłamstwa władzy"

Leave a Reply

Your email address will not be published.