
na trasie nadal tworzą się korki. Fot. Czytelnik
Wyczekana latami i wręcz wybłagana przez mieszkańców – tymi słowami można by opisać rozbudowę tzw. obwodnicy Łańcuta. Choć jeszcze oficjalnego przecinania wstęgi nie było, kierowcy już śmiało przemierzają nową trasę. Jednak zamiast ją chwalić… irytują się. „Dlaczego nie utworzono dwóch pasów w każdym kierunku?”, „Po co te barierki?”, „Gdzie jest zjazd na stację benzynową” – to najczęściej pojawiające się pytania. Zwróciliśmy się z nimi do GDDKiA.
Prace na odcinku DK94 Łańcut – Głuchów ruszyły w 2018 r. Inwestycja miała docelowo poprawić przepustowość trasy, podnieść poziom bezpieczeństwa w ruchu oraz poziom dostępności komunikacyjnej. Tzw. obwodnica Łańcuta ma prawie 6 km długości – po jednym pasie ruchu w każdym kierunku, z trwałym rozdzieleniem kierunków jazdy. Po obu stronach są już nowe chodniki, ścieżki rowerowe oraz zatoki autobusowe. Jak informuje Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad, wszystkie prace zasadnicze zostały zakończone. Aktualnie trwa usuwanie usterek oraz realizacja drobnych robót poprawkowych. Na początku października teren wizytował minister infrastruktury. – Udała się ta inwestycja. Wiemy, że spełnia wszystkie standardy, ale także spełnia oczekiwania mieszkańców, bo to właśnie mieszkańcom regionu ta droga jest dedykowana – podkreślał Andrzej Adamczyk. Całość pochłonęła 115,8 mln zł.
Nie wszystkim się podoba
Okazuje się, że nie wszystkim efekt finalny się podoba. – Czekaliśmy na ten remont ponad 10 lat i wygląda na to, że projekt też albo jeszcze dłużej. Jeśli ta droga miała rozwiązać problem korków, powinna mieć po dwa pasy w każdą stronę. Tymczasem miejscami mamy pas zieleni szerszy niż sama jezdnia i rekordową liczbę rond. Inwestycja pochłonęła miliony, a zatory jak były, tak są – rozkłada ręce jeden z mieszkańców okolicy Łańcuta.
– To jakiś dramat!
Dlaczego przy przebudowie tzw. obwodnicy Łańcuta nie zdecydowano się na budowę dwóch pasów w obu kierunkach? „W trakcie przygotowania inwestycji niezbędna była optymalizacja pierwotnych rozwiązań projektowych. Wynikało to przede wszystkim z konieczności dostosowania rozwiązań projektowych do aktualnego zagospodarowania terenu i obowiązujących przepisów, a także uwzględnienia powstania alternatywnego ciągu komunikacyjnego, jakim jest autostrada A4. Uwzględniono także zmiany w infrastrukturze uzbrojenia terenu i wymogi gestorów tych sieci. W ramach zadania pozostawiono więc przekrój drogi krajowej jako jednojezdniowej, dwupasowej” – czytamy w wyjaśnieniu przesłanym przez Joannę Rarus, rzecznik prasową GDDKiA w Rzeszowie.
Barierki są konieczne
Liczba pasów to jedno. Kierowcom nie podobają się też barierki, które je oddzielają. – Codziennie rano jeżdżę do pracy przez Głuchów i Łańcut. Wystarczy, że na drogę wyjedzie koparka z placu budowy, a błyskawicznie tworzy się korek. Wcześniej można było zjechać na przeciwny pas, wyprzedzić taki pojazd. Teraz trzeba jechać w ślimaczym tempie, aż rzeczona koparka zjedzie, bo nie ma szans, żeby ją ominąć – irytuje się kierowca.
– Jestem ciekaw, co będzie, kiedy dojdzie do wypadku. Jak przepuścić karetkę czy straż? Zimą byłem świadkiem, gdy ciężarówka z powodu oblodzonej jezdni utknęła za mostem w Głuchowie. Za nią stał wężyk aut, bo nie były w stanie ruszyć do przodu ani się wycofać. Przez te barierki będzie masakra! – stwierdza.
GDDKiA ma inne zdanie. Jak czytamy, ten element jest nie tylko konieczny, ale także niezbędny. Jego celem ma być zapewnienie bezpieczeństwa zarówno kierowcom, jak i pieszym. – Barierki rozdzielające kierunki ruchu eliminują możliwość tragicznych w skutkach zderzeń czołowych poruszających się podjazdów, a także nagłego wtargnięcia pieszych przebiegających przez jezdnie. Warty podkreślenia jest fakt, iż DK94 na odcinku Łańcut – Głuchów przebiega przez tereny miejskie o zabudowie jednorodzinnej i wielorodzinnej, co zgodnie z obowiązującymi przepisami o ruchu drogowym wymusza ograniczenie prędkości. Zastosowanie rozdzielenia pasów ruchu barierą linową oraz ograniczenie dostępu do ciągu głównego z terenu przyległego dzięki jezdniom dodatkowym, które przejęły ruch „lokalny”, umożliwiło na znacznej części przebiegu podniesienie prędkość przejazdu do 70 km/h – zaznacza Joanna Rarus. Ze względów bezpieczeństwa nie ma możliwości likwidacji barier, ale jak twierdzi rzeczniczka, w sytuacjach szczególnych na odcinkach przed każdym skrzyżowaniem istnieje możliwość ich demontażu i zorganizowanie przejazdu awaryjnego.
Chcesz zatankować? Zawróć
Jeden ze zmotoryzowanych zwraca też uwagę na zmiany w zjazdach na stację benzynową i do supermarketu. – Żeby zrobić zakupy w Lidlu po drodze z Rzeszowa, trzeba jechać przez miasto, bo z głównej drogi zlikwidowano zjazd. A tankowanie na Orlenie wiąże się z koniecznością zawrotki na rondzie. Na MOSiR dało się zrobić wjazd z obu pasów, a tu nie? – pyta. Rzecznik GDDKiA wskazuje, że zjazdy nie zostały zlikwidowane. – Istnieje możliwość wjazdu pojazdów poruszających się po pasie ruchu zlokalizowanym po ich stronie. Kierowcy jadący w kierunku przeciwnym mogą nawrócić na najbliższym rondzie – tłumaczy Joanna Rarus. – Wszystkie rozwiązania ruchowe zostały zaprojektowane w taki sposób, aby ograniczyć możliwość przecinania się kierunków ruchu, co w znacznym stopniu wpłynie na poprawę bezpieczeństwa wszystkich użytkowników ruchu – przekonuje.
Wioletta Kruk



17 Responses to "Nowa obwodnica nowe problemy"