12-latek zmarł trzy dni po ataku psa

Mariusz S. konsekwentnie do winy się nie przyznaje. Twierdzi, że chciałby przeprosić matkę śp. Kamila, ale ta nie chce o tym słyszeć. Fot. Monika Kamińska

 

W najbliższy piątek (29 października), przed przemyskim Sądem Rejonowym ma zapaść wyrok dla 50-letniego Mariusza S., którego pies lub psy zagryzły w zeszłym roku 12-letniego Kamilka. Podczas ostatniej rozprawy sąd wysłuchał wyczerpującej opinii biegłej behawiorystki oraz mów końcowych oskarżenia i obrony. Mariuszowi S. za nieumyślne spowodowanie śmierci 12-latka oraz narażenie jego i 11-letniego Szymona na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty zdrowia lub życia grozi nawet 5 lat pozbawienia wolności. Oskarżenie wniosło jednak o 2 lata, zaś obrona o uniewinnienie oskarżonego. Najwyższej możliwej kary dla Mariusza S. oczekuje matka zagryzionego chłopczyka, która w procesie miała status oskarżycielki posiłkowej.

Proces Mariusza S. rozpoczął się dokładnie rok po tragedii, do której doszło w mieszkaniu na jednym z zasańskich osiedli w Przemyślu. To tu 28 września 2020 roku po zajęciach w szkole zaprosił swego kolegę, 12-letniego Kamila, o rok młodszy Szymek, syn konkubiny Mariusza S. Chłopiec mieszkał wraz z matką, jej partnerem i swoją przyrodnią siostrzyczką. Poza ludźmi, w niewielkim mieszkaniu żyły też dwa psy rasy american pitbull terier:
5-letnia Kataleja i 13-miesięczny Jocker. Oba psy posiadały rodowody wydane przez jedno z uprawnionych do tego stowarzyszeń. Ich właściciel, Mariusz S., nigdy nie wystąpił o pozwolenie na posiadanie psów groźnej rasy, choć takowe powinien posiadać.

Ile psów rzuciło się na chłopaka?

Kiedy Szymek z Kamilem przyszli do mieszkania, były tam tylko psy. Chłopcy weszli do kuchni, by napić się wody. Tam właśnie jeden lub dwa psy zaatakowały Kamila. Tu pojawia się jedna z niejasności w tej sprawie. Otóż jedynym świadkiem ataku na Kamila był 11-letni wówczas Szymon. Na wniosek obrony sąd wyłączył jawność jego zeznań w procesie. Wiadomo jednak, że chłopiec miał utrzymywać, iż Kamila zaatakował tylko jeden z psów, nieco ponadroczny Jocker, i tylko on miał szarpać i gryźć chłopca. Tymczasem bezstronny świadek, sąsiadka, która na krzyk Szymona weszła do mieszkania S., zarówno w śledztwie, jak i przed sądem stanowczo utrzymywała, że Kamila szarpały oba psy znajdując się po obu stronach dziecka. Obrażenia, jakich doznał śp. Kamil, były tak rozległe i przerażające, że trudno było o nich mówić spokojnie doświadczonym ratownikom medycznym, którzy udzielali dziecku pierwszej pomocy. Przyznawali przed sądem, że nie widzieli dotychczas takich ran, a jeden z nich nie mógł powstrzymać łez. Wskutek ran jakie odniósł, 12-latek zmarł po 3 dniach od pogryzienia.

Właściciel psów swej winy nie uznaje

Mariuszowi S. prokurator postawił zarzuty bezpośredniego narażenia na utratę zdrowia i życia zarówno Kamila, jak i Szymona oraz nieumyślne spowodowanie śmierci tego pierwszego. Grozi za to do 5 lat za kratkami. Ani w śledztwie, ani przed sądem 50-letni dziś S. swej winy nie uznaje. Mężczyzna twierdzi, że nie zdawał sobie sprawy, iż jego pies lub psy mogły komuś zrobić krzywdę, bo zawsze były bardzo łagodne i prawidłowo prowadzone. Tu mamy kolejną nieścisłość. Mianowicie w toku postępowania wyszło na jaw, że pogryziona przez jednego z psów została konkubina S. Na szczęście nie było to tak poważne pogryzienie jak u śp. Kamila, ale wymagało interwencji lekarskiej. Z punktu widzenia obrony kluczowe były najprawdopodobniej zeznania sąsiadek Mariusza S., które pozytywnie wypowiadały się o nim samym i jego psach. Charakterystyczne jednak dla ich zeznań było to, że wszystkie niemal mówiły, iż psów się bały, bo „ogólnie boją się wszystkich psów”. Jedna z zeznających, nieletnia, którą, jak zeznała wcześniej jej matka, miał gonić po klatce schodowej jeden z psów S. przyznała przed sądem, że wolałaby nie zeznawać w tej sprawie. Nieco inaczej też niż jej matka przedstawiła sytuację, gdy jeden z psów uciekł Szymonowi. Dało się odczuć, że ta młoda osoba obawia się mówić szerzej o tamtym zdarzeniu.

To psy, które kiedyś miały za zadanie walkę z bykami

Dla oskarżenia natomiast kluczowa była opinia specjalistki w zakresie behawiorystki i ewaluatorki psów agresywnych i zoopsychologa, Elizy Dołżańskiej-Pietrzak. To ona miała z psami S. przebywającymi w schronisku kontakt i ona przeprowadzała z nimi testy. Opinia biegłej była druzgocącą dla Mariusza S., a biegła podtrzymała ją przed sądem. Jej zdaniem, pies Jocker, w chwili tragedii 13-miesięczny wykazywał nieprawdopodobny poziom agresji, jak na tak młodego osobnika. – Pies w tym wieku to tak naprawdę jeszcze szczenię, taki psi „podrostek” – wyjaśniała E. Dołżańska-
-Pietrzak. – Wykazuje zwykle chęć do zabawy, a w warunkach schroniska, które są dla niego stresujące, jest wycofany i mniej pewny siebie – tłumaczyła biegła. – Tymczasem Jocker był bardzo pewny siebie. Pozwalał na kontakt, ale tylko na swoich warunkach i wykazywał podczas kontrolowanej prowokacji nieprawdopodobny poziom agresji. Doskonale wiedział co chce zrobić, nie wahał się – podkreślała dodając, że prawidłowo układany pies nie reaguje w taki sposób. Specjalistka zauważyła też, że psy typu bull, a do takich należały psy Mariusza S., muszą być prowadzone ze szczególną dbałością o niwelowanie u nich poziomu agresji, bo mają bardzo krótki czas reakcji na bodźce stymulujące agresję i ogromną siłę, także w uścisku swoich szczęk. – To psy, które kiedyś miały za zadanie walkę z bykami – wyjaśniała biegła. – Mają taką cechę, że gdy gryzą i zadawany im jest wówczas ból, nie puszczają ofiary, a przeciwnie, mocniej zaciskają szczękę – precyzowała. – Każdy przejaw agresji psa typu bull powinien być jasnym sygnałem dla właściciela, że coś jest nie tak i pies albo ma poważne schorzenie neurologiczne typu guz mózgu, albo jest źle prowadzony – podkreślała. Zwróciła też uwagę na to, że w chwili, gdy doszło do tragedii, sytuacja była szczególna: u suki Katalei rozpoczynała się ruja, co u suk powoduje rozchwianie emocjonalne, a u przebywających w pobliżu niekastrowanych samców wzrost emocji. Tymczasem właściciel nie odizolował suki od samca. Do tego psy miały już konflikt podczas wspólnego karmienia ich, co zdaniem biegłej, jest niedopuszczalne. E. Dołżańska-Pietrzak powiedziała wprost, że: – To, co się wydarzyło, nie miało prawa się wydarzyć – podkreśliła. – Nawet gdyby dzieci zaczepiały psy, czy też żartobliwie się przepychały, prawidłowo prowadzony pies nigdy nie zareagowałby tak, by powstały takie obrażenia u człowieka – stwierdziła. Obrona usiłowała zdyskredytować biegłą i jej opinię zadając, jej zdaniem, bardzo szczegółowe pytania, ale specjalistka nie dała się zbić z pantałyku. W końcu obrońca oskarżonego złożył wniosek o powołanie innej biegłej, figurującej na liście biegłych sądowych w Płocku. Sąd jednak odrzucił ten wniosek.

Matka chciałaby najwyższej możliwej kary

Oskarżyciel publiczny w mowie końcowej wskazywał na to, że wina oskarżonego nie budzi wątpliwości, co wykazał przewód sądowy, w tym opinia biegłej. Zażądał dla Mariusza S. dwóch lat pozbawienia wolności. Reprezentujący bliskich zmarłego Kamila mec. Andrzej Szufel wniósł o taką samą karę. Matka Kamila dla Mariusza S. chciałaby najwyższej możliwej kary. – Straciłam syna i to w tak okrutny sposób – podkreśliła. – Tak, wiem: dziecka mi kara dla oskarżonego nie zwróci, ale ten człowiek musi zrozumieć, że pies to nie zabawka, i że kogoś może kosztować życie spotkanie z takim psem – zauważyła. Obrońca Mariusza S. przyznał, co prawda, że doszło do wielkiej tragedii, ale jego zdaniem, to nie wina jego klienta, a bardzo nieszczęśliwy splot okoliczności był jej powodem i wniósł o uniewinnienie swego mocodawcy. Mariusz S. w ostatnim słowie mówił o żalu, jaki czuje z powodu śmierci Kamila i o tym, że ta tragedia odmieniła jego życie. – Chciałbym ją (matkę Kamila przyp. autora) przeprosić, ale ona nie chce ze mną rozmawiać – powiedział. Z nami za to pani Elżbieta chciała rozmawiać. – Przeprosić chciałby? – mówiła po rozprawie. – Chciałby mnie przeprosić za to, że jego psy zagryzły mi dziecko? – dopytywała z niedowierzaniem. – Za takie coś nie da się przeprosić – zauważyła. Wyrok w tej sprawie ma być wydany w piątek (29 października).

Monika Kamińska

Leave a Reply

Your email address will not be published.