
Gdyby tak chcieć wymienić wszystkie afery i „przekręty”, które PiS ma na koncie od momentu, kiedy objął władzę, to trzeba by chyba poświęcić cały dzień na te wspomnienia. udzie najczęściej pamiętają te większe, bardziej spektakularne jak na przykład 70 milionów złotych wyrzuconych w błoto na kopertowe wybory, respiratory – widmo kupione za krocie od handlarza bronią, mnóstwo pieniędzy rozdanych „swoim” z tzw. funduszu sprawiedliwości itp. Te mniejsze afery z mniejszymi pieniędzmi w tle już umykają pamięci, bo tyle tego było, jest, a także – nie miejmy złudzeń – będzie. Do tego mamy jeszcze inne „atrakcje” zafundowane nam przez aktualną władzę: gigantyczną inflację, szalejącą drożyznę, służbę zdrowia, która w dobie pandemii „leży i kwiczy”, kolejne protesty kolejnych grup zawodowych, kary od UE za łamanie prawa i brak praworządności w Polsce, „ustawione” pod władzę wyroki TK Przyłębskiej itd. Mimo to, ta władza ani myśli przyznać się do jakiegokolwiek błędu i codziennie, konsekwentnie i na tzw. bezczela w żywe oczy łże Polakom, że w Polsce jest dobrze, a władza jest wspaniała. I nadal trwa festiwal obiecanek. Mowa o tym, jak to Polski Ład uczyni z nas najszczęśliwszych i najbogatszych ludzi na świecie, są zapowiedzi kolejnych „socjali” – no, żyć, a nie- umierać! A po co to wszystko? Ano po to, by utrzymać się przy władzy. I to nie tylko do najbliższych wyborów. PiS-owi marzy się bowiem rządzenie przez kolejną kadencję, a może i jeszcze kolejną… – No i co w tym dziwnego?- zapytałby ktoś. – Przecież wiadomo, że władza uzależnia, a nikt nie chce być oderwany „od koryta”, bo „koryto” to realne pieniądze dla siebie i swoich – wyjaśniłby. I to oczywiście jest prawdą. Tyle że obecnej ekipie rządzącej już nie chodzi tylko o swoje portfele i znaczenie. Najbliższe wybory będą dla nich walką o własne „głowy”. Nie, to nie jest żart. Przedstawiciele tej władzy nie mają hamulców w okradaniu podatnika, w kłamstwach, manipulacjach, nadużywaniu kompetencji, korupcji i nepotyzmie. Ale jeśli obecna ekipa straci władzę, to nowi rządzący ją z tego rozliczą. – E tam, rozliczą – zakpić mógłby ktoś. – Już raz ich „rozliczyli” w 2007 roku! Owszem, tak właśnie było, że PiS-u z ówczesnymi przystawkami po przedterminowych wyborach sromotnie przez PiS przegranych, nowa władza nie rozliczyła. Najpewniej Donald Tusk widząc co dzieje się przez ostanie 6 lat w Polsce i z Polską bardzo żałuje tego swego politycznego miłosierdzia, które – chyba – kazało mu odpuścić Kaczyńskiemu i jego ekipie. Skutki tego politycznego miłosierdzia widzimy, ale też odczuwamy do dziś. Dlatego dziś właśnie Donald Tusk deklaruje, że o ile opozycja – a PO jest nadal najsilniejszą opozycyjną partią – przejmie władzę, to mścić się nie będzie, ale bez rzetelnego, zupełnego i konsekwentnego rozliczenia obecnej władzy się nie obejdzie. Przewodniczący Platformy Obywatelskiej deklaruje, że w razie zwycięstwa opozycji w wyborach zagłosuje za Trybunałem Stanu dla Jarosława Kaczyńskiego, poprze także usunięcie z urzędu prezydenta Andrzeja Dudy. Lider PO musiałby być bardzo nierozsądny, żeby deklarować coś innego, a rozsądku odmówić mu nie można. Rozliczenia obecnej władzy domaga się bowiem po prostu społeczeństwo! Oczywiście nie całe, bo tylko ten „gorszy sort” ze „zdradzieckimi mordami”. Jeśli opozycja wygra wybory, to nie będzie mogła zignorować tego żądania obywatelskiego. Jeden z portali, który dotarł do bliskiego kiedyś współpracownika Kaczyńskiego donosi, że ten bał się, iż trafi za kratki już po wyborach przegranych w 2007 roku. Tak się nie stało. Ale pamiętajmy też, że w latach 2005-07 PiS i jego ludzie nie zdołali zrobić tyle „przekrętów”, co od 2015 roku do teraz. Albo wstydzili się jeszcze wtedy, albo zwyczajnie bali. Przez ostatnie 6 lat poszli na całość. I całkowicie sobie z tego, wszyscy – z Kaczyńskim na czele – razem i każdy z osobna zdają sprawę. Dlatego za wszelką cenę chcą „przerobić” polski wymiar sprawiedliwości: sądy, prokuraturę, trybunały i obsadzić wszędzie swoich ludzi. Nieco to naiwne myślenie, bo tylko ktoś naiwny sądziłby, że nowa władza pozostawi na stanowiskach np. powołanych nielegalnie przez poprzednią władzę sędziów. Ale ta ekipa ma już tyle „za uszami”, że zwyczajnie nie ma wyjścia. Nie dajmy się zatem zwieść propagandzie sukcesu, sztucznym uśmiechom polityków PiS i Solidarnej Polski i ich buńczucznym wypowiedziom. Boją się jak diabli – i słusznie!
Redaktor Monika Kamińska



30 Responses to "Tego najbardziej boi się Kaczyński"