
w tym wieku to praktycznie skazanie go na śmierć – mówił Krzysztof Rutkowski, wskazując na Grzegorza Dziobaka.
Fot. Wit Hadło
– Dotarłem do szokujących informacji – poinformował Robert Rewiński, dziennikarz współpracujący z Krzysztofem Rutkowskim. Kolejny raz zorganizowali konferencję prasową z udziałem Grzegorza Dziobaka, skazanego na 9 lat pozbawienia wolności za molestowanie i zmuszanie do obcowania płciowego dziecka. – Legendarny sklep, w którym miało dochodzić do przestępstwa, to miejsce piwniczne przy nieistniejącym drewnianym domu, w którym urządzano libacje alkoholowe. A Grześkiem ze sklepu może być członek rodziny dziewczynki – przekazał naczelny portalu Patriot24.
W kwietniu w Sądzie Apelacyjnym w Rzeszowie zapadł wyrok w głośnej sprawie molestowania 11-latki. Na ławie oskarżonych zasiadło 5 mieszkańców Malawy, w tym przyrodni brat małoletniej. Wszyscy zostali uznani za winnych zarzucanych im czynów. Najsurowszą karę sąd wymierzył przyrodniemu bratu dziewczynki – Mariuszowi N. Mężczyzna został skazany na 15 lat. Grzegorz Dziobak (zgodził się na podanie nazwiska) – właściciel lokalnego sklepu, usłyszał wyrok 9 lat więzienia. Jako jedyny nadal pozostaje na wolności. Czeka na rozpatrzenie wniosku o odroczenie kary, ze względu na stan zdrowia.
Legendarny sklep to piwnica?
– Jak wiadomo, sprawa dotyczy rzekomego przestępstwa dokonanego na dziewczynce, która ma problemy z rozwojem psychicznym. Do dziś nie znalazłem żadnego argumentu, który by przeczył tezie, że całość materiału dowodowego opiera się na zeznaniach tej chorej dziewczynki – mówił Robert Rewiński, redaktor naczelny portalu Patriot24. Nie opublikował wyników swojego śledztwa we własnych mediach, ale postanowił je przedstawić na konferencji prasowej. – Zależy nam, żeby ktoś pochylił się nad tym tematem i przeanalizował decyzję sądu, która może być nieprawidłowa – tłumaczył znany detektyw Krzysztof Rutkowski.
Co ustalił dziennikarz? – Okazanie pana Grzegorza odbyło się dwukrotnie. Za pierwszym razem dziewczynka nikogo nie wskazała, tylko się rozpłakała
-mówił, powołując się na informatora. Podczas drugiego okazania, miały być jej pokazywane zdjęcia. – Dziewczynka nie wskazała zdjęcia nr 1, na którym był pan Grzegorz, choć była do tego przymuszana – twierdził Robert Rewiński.
Bardziej istotne może być jednak inne odkrycie. – Siedzący z nami człowiek, to nie „Grzesiek ze sklepu”. We wsi mówią na niego „Grzesiek z ABC”. Natomiast podano informację, że do przestępstwa doprowadzał Grzesiek w sklepie. Czym jest sklep we wsi Malawa? Z informacji do jakich dotarłem wynika, że nazywano tak miejsce piwniczne przy nieistniejącym drewnianym domu, w którym dochodziło do libacji alkoholowych – wyjaśnił. – Okazuje się, że sklep, to starodawna nazwa piwnicy sklepionej – dodał.
Dotarł do zdjęć nieistniejącego już miejsca. – Budynek piwniczny przylegał do budynku, który zamieszkiwały osoby związane z rodziną dziewczynki. To jest ten legendarny sklep – skwitował, pokazując fotografie.
Poinformował, że w tym miejscu faktycznie miało dochodzić do aktów seksualnych. – Ale nie z udziałem tej dziewczynki, tylko jej matki. Była powszechnie znana we wsi, jako osoba, która się prostytuowała. A to, co wygadywała swojej córce, to inna historia. Jedna z hipotez mówi o tym, że dziewczynka jest ofiarą projekcji – zaznaczył Robert Rewiński. – Była czterokrotnie przesłuchiwana i za każdym razem wtłaczano jej informacje, które ona powtarzała i być może nie miała pojęcia w ogóle – dodał.
Skąd się wziął Grzesiek?
– To członek rodziny tej dziewczynki, który brał udział w tych libacjach – zauważył, sugerując, że to może być mężczyzna, którego miała wypowiadać przez sen ofiara.
Wskazał, że w elektronice Dziobaka nie znaleziono dowodu potwierdzającego, by rejestrował akty seksualne z udziałem ofiary. – Natomiast pytanie, czy śledczy sprawdzili elektronikę tego Grześka, który jest w rodzinie? – zastanawiał się Rewiński.
– Czy organy ścigania zostały tak zmanipulowane przez osoby skazujące pana Grzegorza za to, że miał dokonać 3700 gwałtów? To praktycznie niemożliwe, żeby dziecko, które miało w tamtym czasie 6 lat tak precyzyjnie określiło liczbę aktów seksualnych – oburzał się Krzysztof Rutkowski.
Dziennikarz skierował szczegółowe pytania do Sądu Apelacyjnego w Rzeszowie i Prokuratora Okręgowego w Rzeszowie, na które do tej pory nie otrzymał odpowiedzi.
Z kolei sam skazany zapowiada kasację. Na razie jednak sąd nie wydał uzasadnienia wyroku. Rzecznik Sądu Apelacyjnego w Rzeszowie uprzedzał, że to potrwa. Jak tłumaczył, w tak skomplikowanej sprawie sędzia sprawozdawca może złożyć wniosek do prezesa sądu i wydłużyć termin, nawet o kilka miesięcy.
wk



4 Responses to "Nowe fakty ws. gwałtów w Malawie"