Na złodzieju złoto gore

Dwaj policjanci, pełniąc służbę patrolową, przejeżdżali radiowozem ulicami sennego miasteczka i szczerze mówiąc, mocno się nudzili. Dzień był ponury i deszczowy, więc zapewne przestępcom też nie za bardzo śpieszyło się do roboty. Nie napatoczył się nawet jakiś choćby trochę pijany klient, który usiłowałby zakłócać spokój, nie mówiąc już o jakichś poważniejszych incydentach.
Nagle, przejeżdżając obok jednego z parkingów, zauważyli samochód, w którym siedziała para młodych ludzi. Niby zwyczajna, a jednak wzbudziła podejrzenie funkcjonariuszy, ponieważ na ich widok – jak to później ujęto w protokole – „zaczęła zachowywać się nerwowo”. Na czym ta nerwowość polegała, tego już nie opisano, ale widocznie było w ich zachowaniu coś, co kazało mundurowym przystanąć i wylegitymować tę parę.
Stwierdzono, że za kierownicą siedział 32-letni Marian G., a pasażerką była jego dziewczyna, Żaneta S. Dowody osobiste mieli w porządku, ale już nic poza tym. Kierowca nie miał prawa jazdy, zaś pojazd ubezpieczenia ani przeglądu technicznego.
– I co z tego, że Marianek nie ma prawa jazdy? – żachnęła się Żaneta. – Przecież my tym autem nie jedziemy, tylko w nim siedzimy. Czy do siedzenia potrzebne jest prawo jazdy?
– Jak posiedzicie, to zobaczycie – żachnęli się policjanci, bo wyraźnie czuli, że coś wyczuli. – A jak dojechaliście na parking?
– Nasza sprawa – odparła dziewczyna.
Tymczasem jej partner, który dotąd milczał jak grób, nagle zerwał się, zostawił dziewczynę na pastwę gliniarzy i próbował zwiać. Jeden z policjantów pobiegł za nim, zatrzymał i doprowadził z powrotem do auta.
Teraz funkcjonariusze dokładniej przyjrzeli się tej dziwnej parze i zauważyli, że oboje mają przy sobie, a także na sobie, sporo kosztowności. Marianowi błyszczał na palcu złoty sygnet, który on zasłaniał drugą ręką, zaś Żaneta zakrywała apaszką drogi naszyjnik. Policjanci przeszukali samochód i zrewidowali podejrzanych, odkrywając w kieszeniach mężczyzny oraz w torebce kobiety sporo innej jeszcze biżuterii i zegarki.
Wprawdzie oboje przysięgali, że wszystko jest ich własnością, ale rychło ustalono, że dosłownie przed godziną włamano się do domu 68-letniej Wandy K., notabene krewnej Żanety S., skąd skradziono owe precjoza, które przypadkowo odkryto w aucie Mariana, wycenione na 55 tys. zł. Ponadto złodziejski duet miał już na swym koncie kilka pomniejszych kradzieży.
I stąd ta nerwowość dobranej pary. Bo skoro na złodzieju nawet czapka gore, to zapewne jeszcze mocniej na złodzieju złoto gore. Kiedyś bliżej to wyjaśnimy, bo dziś nie chcemy już kraść wam cennego czasu.
JAN M.

3 Responses to "Na złodzieju złoto gore"

Leave a Reply

Your email address will not be published.