
do społeczeństwa, które nie chciało się leczyć
w tym szpitalu – oświadczył dyrektor kolbuszowskiej lecznicy, Zbigniew Strzelczyk. Fot. Paweł Galek
Najpierw zlikwidowali oddział noworodkowy, potem ginekologię i położnictwo. Teraz unicestwiono pediatrię. Zniknęło w zasadzie wszystko, co związane jest z matką i dzieckiem. Dokąd zmierza szpital w Kolbuszowej, którego patronem jest papież Jan Paweł II?
W poniedziałek (22 bm.) minie dokładnie pięć lat od momentu zlikwidowania przez Radę Powiatu oddział ginekologiczno-położniczego w kolbuszowskim szpitalu. Zanim tak się stało, zamknięto neonatologię, czyli oddział, który zapewniał nowo narodzonym dzieciom opiekę medyczną. Oficjalny powód tego stanu rzeczy, jaki podała dyrekcja lecznicy i władze powiatu, to brak lekarzy i… pacjentek. Pielęgniarki i położne były jednak innego zdania.
Protest pielęgniarek
Kobiety wspierane przez mieszkańców protestowały na kolbuszowskim Rynku. Następnie udały się pod biuro posła PiS, Zbigniewa Chmielowca, Urząd Miejski i Starostwo Powiatowe, gdzie „przywitał” ich starosta Józef Kardyś, który po niezwykle emocjonalnej wymianie zdań zapowiedział, że podniesie rękę za likwidacją porodówki, bo przynosi straty.
– Ten oddział zamyka się sam – mówił Kardyś. – Jeśli na 615 porodów na terenie powiatu kolbuszowskiego tylko 167 było w naszym szpitalu, to o czym to świadczy? Niech sobie załoga szpitalu odpowie sama: dlaczego nasze matki, córki rodzą poza Kolbuszową? Oświadczam, że podniosę rękę za tym, żeby ten oddział został zlikwidowany, a powstała w to miejsce rehabilitacja, bo nie widzę możliwości jego utrzymania – zaznaczył starosta.
Co zapowiedział, to zrobił. A razem z nim większość Rady Powiatu. Na trzecim piętrze budynku szpitala w Kolbuszowej, w miejscu zlikwidowanej porodówki, uruchomiono oddział rehabilitacji leczniczej. Swoje stanowisko w obronie porodówki chciała przedstawić przybyła na sesję mieszkanka, pani Jolanta Słowik, ale nie dopuszczono jej do głosu.
– Smutno mi i nie rozumiem tego. Naprawdę – mówiła kolbuszowska położna, Stanisława Bajor. – Radni na czele ze starostą muszą mieć świadomość, że to, co dziś zrobili jest pierwszym krokiem do likwidacji szpitala i upadku powiatu – dodała Dorota Koczur.
W Nowej Dębie można
Starosta Kardyś przekonywał, że likwidacja oddziałów ginekologiczno-położniczego i noworodkowego uzyskały akceptację rządu. – Usłyszałem od nich, że nasze plany są zgodne z planowaną reformą służby zdrowia. Otrzymałem nawet podziękowania za nasz trud. Spotkałem się także w tej sprawie z panem Konstantym Radziwiłłem, ministrem zdrowia. Z jego strony była krótka odpowiedź: „Ma pan moje poparcie. I powiedz pan wszystkim, że jest to ze mną uzgodnione”. Rozmawiałem też z panią premier Beatą Szydło – wyliczał.
Z tymi słowami nie zgadzają się kobiety, które muszą rodzić w innych miastach, dodatkowo zostały pozbawione bardzo ważnych dla nich świadczeń ginekologicznych.
W sąsiedniej Nowej Dębie, a więc w miasteczku porównywalnym do Kolbuszowej, w którym – jak wynika z naszych informacji – na świat przychodzi dużo mniej dzieci niż u nas, oddział ginekologiczno-położniczy utrzymano. Mało tego, do rodzenia w Nowej Dębie niewiele ponad miesiąc temu namawiał poseł Chmielowiec. – Przykro jest, kiedy się słyszy, że szpital w sąsiedniej Nowej Dębie tak pięknie się rozwija. A my chwalimy się cudzym, a swego nie tyle nie znamy, co go zatracamy – komentował radny Waldemar Macheta.
Zabrakło drugiego Pieli?
Wielu kolbuszowian uważa, że nie byłoby tego dramatu, gdyby na porodówce byli lekarze o autorytecie legendarnego ordynatora oddziału, Andrzeja Pieli (1944 – 2003 r.).
– Człowiek z wysoką kulturą osobistą i olbrzymią wiedzą – tak o byłym ordynatorze mówią w szpitalu. – Jego osobowość spowodowała wzrost liczby hospitalizowanych. 25. proc pacjentek mieszkała poza powiatem. Wyraźnie zmniejszył śmiertelność okołoporodową i powikłania. Jego nagła śmierć w 2003 r. sparaliżowała całe środowisko medyczne – dodają.
– Gdy pan dr Piela zmarł, powiedzieliśmy sobie, że to już koniec tego oddziału. I faktycznie od tej pory nic się nie udawało – przyznał dyrektor Strzelczyk.
– Próba sprowadzenia kogoś na jego miejsce była jednym wielkim niepowodzeniem. Do sytuacji, która w tej chwili występuje, zmusił nas nacisk związków zawodowych. Zmuszono nas, żeby taki, a nie inny pan zarządzał. Nie wiem, czy dobrze czy źle. Jak widać, jest jak jest.
Trzy lata po likwidacji porodówki, ginekologii i neonatologii, przyszedł czas na oddział dziecięcy. O takich planach mówiło się od dawna, ale pierwsza formalna decyzja zapadła w styczniu ub.r. Dyrektor szpitala oświadczył, że w związku z brakiem możliwości pozyskania lekarzy jest zmuszony do wystąpienia z wnioskiem o zamknięcie pediatrii.
Koniec oddziału dziecięcego
– Mieliśmy trzech lekarzy – pediatrów, dwóch po pół etatu i jeden, ordynator, na całym. Nieoczekiwanie dwoje pediatrów, małżeństwo, złożyło wypowiedzenia z pracy – mówił Strzelczyk. – Prowadziliśmy z nimi rozmowy, one były intensywne. Wydawało się, że uda się ich utrzymać. Niestety, decyzja była inna. Pan doktor stwierdził, że jest zbyt mało dzieci, że on się marnuje, bo kiedyś pracował w szpitalu wojewódzkim i chyba chce wrócić do tego.
Kolbuszowskiej pediatrii bronili mieszkańcy, były to głównie młode mamy. Jedna z nich Joanna Szalony nie kryła żalu do dyrekcji lecznicy: – Co mam zrobić z dzieckiem z gorączką 40 stopni, bo tak było w przypadku mojego syna? Gdzie pojechać, kiedy dostanie duszności? Chciałam się zapytać pana dyrektora, co robi z naszym szpitalem?
W obronę pediatrii zaangażowała się również Dorota Koczur, której udało się zebrać kilka tysięcy podpisów mieszkańców w tej sprawie. Wszystko na marne. Niespełna miesiąc temu Rada Powiatu zdecydowała o wykreśleniu pediatrii ze struktur szpitala.
– Myśleliśmy, że ten oddział z mniejszą liczbą łóżek uda nam się reaktywować na starym bloku operacyjnym. Niestety, nie udało się – oświadczył starosta Kardyś.
Teraz zamkną internę?
W podobnym tonie wypowiadał się dyrektor szpitala: – Wiadomo, że pediatria nie była popularnym oddziałem. Leczyło się tam dwoje, troje, w porywach pięcioro dzieci. Oczywiście był to oddział deficytowy, ale nie o tym mowa. Po prostu brakowało lekarzy. Oni woleli pracę w ośrodkach zdrowia. Oświadczyli, że dla pustego oddziału pracować nie będą. Na miejsce oddziału dziecięcego przenieśliśmy urologię. Czas zweryfikuje, kto miał rację – zakończył.
A więc pediatrii już nie ma. Wszystko wskazuje na to, że to samo może czekać oddział chorób wewnętrznych. Jednostka ta, choć formalnie nie została zamknięta, to od ponad roku jej nie ma. Przez jakiś czas były tam łóżka covidowe, obecnie jest punt szczepień przeciwko koronawirusowi. Ale na powrót interny raczej nie ma co liczyć. Oficjalny powód jest ten sam, czyli brak lekarzy specjalistów. Dyrektor szpitala, jak zwykle, nie ma sobie nic do zarzucenia.
– Proszę mi wskazać miejsce, oprócz interny, gdzie szpital świeci pustkami? Nie ma takiego – oznajmił. – Trzecie piętro, kiedyś było puste, teraz jest zapełnione, jest tam oddział rehabilitacji. Na pierwszym piętrze, gdzie była pediatria, jest urologia. Gdzie jest więc problem? Ja go nie widzę. A o likwidację oddziałów położniczego czy dziecięcego proszę nie mieć pretensji do mnie, tylko do społeczeństwa, które nie chciało się leczyć w tym szpitalu.
Paweł Galek



14 Responses to "Wygaszanie szpitala?!"