Koń by się uśmiał, czyli co TVP wie o Freddiem Mercurym?

Od kiedy TVP z telewizji publicznej stała się telewizją rządową i główną tubą propagandową władzy, nie przestaje nas zadziwiać. Nie jest to jednak pozytywne zdziwienie, a – niestety – zdumienie, że można takie głupoty na wizji wygadywać. Dotyczy to głównie sytuacji politycznej i gospodarczej w kraju – z tego bełkotu „dowiadujemy się”, że jesteśmy światową potęgą we wszystkim, Polska mlekiem i miodem płynie i wszyscy nam tego zazdroszczą – ale nie tylko. TVP bierze się także za komentowanie kultury, jak na przykład „Dziadów” Adama Mickiewicza wystawianych właśnie w krakowskim Teatrze im. J. Słowackiego. Retoryka tych komentarzy jest oczywiście taka sama, jak retoryka władzy, co przywodzi na myśl sytuację z tym samym dramatem z 1967 roku, kiedy to była premiera „Dziadów” w reżyserii Kazimierza Dejmka i tamta odsłona dramatu autorstwa naszego wieszcza też się ówczesnej władzy – delikatnie mówiąc – nie spodobała. Zostawmy jednak „Dziady”, którym władza nagonką na nie – także przy pomocy TVP – zrobiła wspaniałą reklamę… Niedawno, bo kilka dni temu, 24 listopada przypadła 30. rocznica śmierci Freddiego Mercury’ego. Z tej okazji TVP zdecydowała się na wyemitowanie kultowego filmu „Bohemian Rhapsody” opowiadającego o życiu jednego z królów światowej muzyki i zespole „Queen”. Można by powiedzieć, że oto w TVP coś drgnęło na lepsze, bo wyświetliła wartościowy obraz nagrodzony – bagatela – czterema Oskarami o prawdziwej gwieździe prawdziwej muzyki, zamiast gniota o Zenku Martyniuku – domorosłym grajku bez głosu i słuchu śpiewającym naiwne pioseneczki ku uciesze niezbyt ambitnej publiczności. Jednak – o ile ktoś chciał za ten gest TVP pochwalić – to byłoby to przedwczesne. A to dlatego, że po emisji „Bohemian Rhapsody” była… debata prowadzona przez Michała Rachonia. Każdy myślący człowiek zastanowiłby się, po jakie licho debata po filmie, w dodatku takim kultowym. Otóż wg TVP po to, by „wyjaśnić” widzom, że Freddie Mercury zasadniczo był heteroseksualny i poglądy miał konserwatywne! Koń by się uśmiał? Koń pewnie tak, ale Rachoń razem ze swymi rozmówcami, czyli Piotrem Lisiewiczem, Jędrzejem Kodymowskim, Piotrem Bernatowiczem i Mikołajem Mirowskim „udowadniali” tę tezę mając całkiem poważne miny! Z ich gadki, bo trudno to nazwać wypowiedziami – wypowiedź to bowiem coś, co kojarzy się choćby trochę z powagą i merytoryczną wartością – wynikało, że Freddie Mercury zasadniczo żonę miał i chciał z nią stworzyć rodzinę, ale no zły show biznes sprawił, że się zagubił w swej seksualności. Dla niewtajemniczonych -gwiazdor faktycznie był związany przez kilka lat z Mary Austin, ale para rozstała się, kiedy gwiazdor powiedział Mary o swoich romansach z mężczyznami. Mary i Freddie pozostali po prostu przyjaciółmi. Swoim mężem Mercury zwykł nazywać Jima Huttona, z którym był w związku od 1985 r. aż do śmierci. Po śmierci natomiast zgodnie ze swą wolą został skremowany z obrączką, którą otrzymał właśnie od partnera. Tymczasem audytorium, które zebrało się w studiu TVP, by podebatować sobie o filmie i o życiu Mercury’ego uparcie przekonywało, że artysta raczej nie był biseksualny, a tak w ogóle ze swoją seksualnością „się nie obnosił”. Jedno trzeba Rachoniowi i jego gościom przyznać – trzeba mieć tupet, żeby takie bzdury mówić takimi pewnymi głosami i to do kamery. Każdy bowiem, kto choć trochę interesuje się życiem i twórczością Mercury’ego wie, że artysta był osobą biseksualną i wcale się z tym nie krył. Co więcej
– wbrew temu co ochoczo bredzili podczas debaty Rachoń i jego goście – twórczość Mercury’ego pełna była akcentów położonych właśnie na tę sferę życia gwiazdora, od scenicznych strojów Freddiego, typowych dla kultury gejowskiej w tamtym czasie, po teksty takich utworów „Queen” jak: „Body Language”, „Living on my Own” czy „Good Old-Fashioned Lover Boy”. Cóż jednak wymagać od Rachonia i jego gości, skoro im wszystkim „wydawało się”, że „Bohemian Rhapsody” to płyta z 1979 r. podczas gdy utwór po raz pierwszy ukazał się na płycie „A Night at the Opera” w 1975 r. To jednak takie „drobiazgi”, których komentujący film o życiu i samo życie jednego z najwybitniejszych muzyków świata nie muszą wiedzieć – oczywiście mowa o komentujących w TVP. Brakowało tylko, żeby podsumowaniem debaty było stwierdzenie, iż Freddie, gdyby żył nie popierałby ruchów LGBT. Otwarcie nie mieli Rachoń „ze spółką” odwagi czegoś takiego powiedzieć, ale cały czas przemycali tę tezę w swoich gadkach podczas tej – pożal się Boże – debaty. Tak to jest, gdy za komentowanie gwiazdy biorą się domorośli „redaktorzy” i „eksperci” na zlecenie „jedynie słusznej” władzy – po prostu żenada.

Redaktor Monika Kamińska

29 Responses to "Koń by się uśmiał, czyli co TVP wie o Freddiem Mercurym?"

Leave a Reply

Your email address will not be published.