Mieszkańcom podnoszą podatki, a sobie pensje?

Rośnie inflacja, pensja minimalna oraz… dziury w budżetach miast. Samorządowcy ledwo je spinają i mimo że w wielu miastach przez lata podatki pozostawały na tym samym poziomie, niebawem mają być wyższe. Kolejne rady pochylają się nad uchwałami o podwyżkach dla mieszkańców. A chwilę potem ustalają nowe wynagrodzenia dla włodarzy. Kuriozum? – Konieczność – przekonują.

Na ubiegłotygodniowej sesji nadzwyczajnej radni Dębicy postanowili, że podatki od nieruchomości wzrosną o 5 proc. – Od 8 lat były na tym samym poziomie. Musieliśmy je podnieść, by finanse miasta oraz zdolność kredytowa mogły zostać utrzymane na odpowiednim poziomie. Dzięki temu możemy nie tylko realizować inwestycje, ale i zabezpieczyć finansowanie szkół, czy placówek kultury i sportu
– przekonuje Szczepan Mroczek, wiceprzewodniczący RM w Dębicy. – Decyzja nie była pokierowana złośliwością lub nieudolnością burmistrza w zarządzaniu miastem. Zmiany gospodarcze i finansowe, jakie zachodzą na szczeblu centralnym, tak nas dotknęły, że praktycznie wszystkie gminy w powiecie i większość w Polsce będą musiały to zrobić – twierdzi. Powody trudnej sytuacji? – Inflacja oraz rosnące ceny. Koszty zużycia energii wzrosną o 100 proc. Do tej pory za oświetlenie w mieście płaciliśmy ok. 3,6 mln zł rocznie. Oferta, jaka wpłynęła, opiewała na 10 mln zł. Burmistrz unieważnił przetarg, ale nowa najprawdopodobniej nie będzie niższa niż 6 mln zł w skali roku – zaznacza.
Irytuje się, mówiąc, że kwoty, które politycy pokazują na swoich „tekturkach” to propaganda. – Rząd chwalił się tarczami osłonowymi, ale one są finansowane z pieniędzy odebranych samorządom z tytułu podatku PIT i CIT. Niektórzy dostają rekompensaty, jednak najczęściej swoi – ocenia Szczepan Mroczek.
Ale pieniądze na wyższe pensje dla burmistrza (zarobi 18 177 zł) i radnych (od 1717 zł do 2791 zł) się znalazły. -Wcześniej obniżono je 20 proc. Teraz obóz rządzący odgórnie postanowił o podniesieniu zarobków – odpiera zarzut wiceprzewodniczący Mroczek. Podwyżki są efektem przyjętej we wrześniu przez Sejm nowelizacji ustawy o pracownikach samorządowych. – Niestety, zbiegło się to z końcem roku, kiedy finanse są poddawane szczegółowym analizom – słyszymy.

„Musimy to zrobić”

W Łańcucie na jednej sesji podniesiono wynagrodzenie burmistrza (do 17 980 zł brutto) i… podatki od nieruchomości – o stopień wzrostu inflacji, czyli 7 proc. W uzasadnieniu projektu burmistrz Rafał Kumek podkreślił, że od 6 lat pozostawały niezmienione. „(…) nowe kwoty stawek podatku od nieruchomości są nadal dużo niższe od górnych granic stawek kwotowych podatków i opłat lokalnych ogłoszonych na 2022 r. Mieszkaniec posiadający dom o pow. 120 mkw., 10-arową działkę oraz garaż o pow. 15 mkw. zapłaci o 43 zł więcej. Mieszkańcy bloków posiadający mieszkanie o pow. ok. 63 mkw. oraz udziały w gruncie pod blokiem zapłacą o 4 zł więcej podatku za cały rok”
– czytamy. Wzrost cen mediów powoduje wzrost kosztów utrzymania podległych jednostek. „Uchwała ta pozwoli w znacznej części pokryć koszty ww. mediów” – przekonuje Rafał Kumek.
O wynagrodzeniach dyskutowano też m.in. w Jarosławiu czy Kolbuszowej. Krośnieńscy samorządowcy się nie spieszą.
– Ustawa wyrównuje płace od sierpnia, ale nie nakazuje w trybie natychmiastowym podejmować decyzji, które jak wiadomo, nie są akceptowalnymi społecznie. Musimy to zrobić, bo obligują nas do tego przepisy wyższego rzędu, natomiast na razie nie podejmowaliśmy tego tematu – mówi Zbigniew Kubit, przewodniczący RM Krosna.
Wyższe opłaty dla mieszkańców są już jednak faktem. – Wariant przyjęty przez pana prezydenta, który jest wnioskodawcą przedstawianych projektów, polegał na tym, że w większości przypadków zbliżaliśmy się do stopy inflacyjnej. Dotychczasowa stawka podatku od nieruchomości dla mieszkańców wynosiła 75 gr – za mkw. powierzchni użytkowej. Teraz to 80 gr. Jeśli ktoś ma 100-metrowe mieszkanie, w skali roku zapłaci 5 zł więcej, ale każda podwyżka ma aspekt odbioru społecznego – nie ma złudzeń przewodniczący RM. W ubiegłym roku ze względu na COVID-19 nie „dotykaliśmy” podatku. Może popełniliśmy błąd i należało podnieść go wtedy o 3 proc. i teraz też o 3 proc.? – zastanawia się. Radni doszli jednak do wniosku, że czas pandemii nie był dobrym momentem. – W tym roku sytuacja przedsiębiorców i mieszkańców wygląda nieco inaczej, dlatego procedowaliśmy te projekty uchwał – przyznaje Zbigniew Kubit.

Rząd nie lubi samorządów

W Mielcu – po burzliwej sesji – również nie obyło się bez zmian. Przewodniczący RM tłumaczy nam dlaczego. – Sytuacja budżetu miasta jest trudna. Zresztą, niedługo pewnie będzie tak w większości samorządów. Z dwóch powodów. Jeden jest taki, że od 2019 r. spadają nam dochody, ponieważ rząd postanowił zmniejszyć podatek od wynagrodzeń z 18 na 17 proc. oraz zwolnił z niego osoby do 26. roku życia. Z jednej strony to bardzo dobre, ale problem polega na tym, że połowa z każdej złotówki z PIT-ów trafia do samorządów, a druga do budżetu państwa – wyjaśnia Bogdan Bieniek. – W ramach Polskiego Ładu podniesiono kwotę wolną od podatku i to też powoduje zmniejszenie naszych dochodów. A nie słyszymy o żadnej rekompensacie. Ministerstwo finansów powiedziało jednoznacznie, że w ciągu 10 lat samorządy stracą na tej operacji 145 mld zł – podkreśla. Ale to nie koniec kłopotów samorządów. Problemem są też rosnąca płaca minimalna oraz inflacja i rosnące koszty utrzymania choćby placówek oświatowych. – Do tego kończymy dużą inwestycję w postaci hali widowiskowo-sportowej i pojawi się nowy rodzaj wydatków – słyszymy.
Warto jednak zauważyć, że w Mielcu podatek wzrósł o 3,6 proc., co przyniesie symboliczne dochody. – Wyniosą one 1,8 mln zł, przy 370-milionowym budżecie, ale chodzi o to, żeby nie zostawać w tyle, bo koszty będą rosły – nie ma wątpliwości przewodniczący mieleckiej rady miasta.
Co z podwyżkami dla prezydenta i radnych? – Nie rozmawialiśmy jeszcze o tym. Na pewno prezydenci, wójtowie i burmistrzowie muszą zmienić swoje wynagrodzenia, bo tak każe ustawa, ale co do radnych nie byłbym taki pewny. Jeśli nie zmienimy, to co? – pyta retorycznie przewodniczący. Przyznaje jednak, że rządzący gminami powinni odpowiednio zarabiać. – W 2018 r. obniżono wynagrodzenia wójtom, burmistrzom, prezydentom i posłom. Moim zdaniem, było to niepoważne, ponieważ ci ludzie odpowiadają za ogromne budżety – ocenia Bogdan Bieniek. Kiedy jednak płace mają wzrosnąć, nie wszyscy są z tego powodu zadowoleni. – Uważam, że obecny rząd nie lubi samorządów – stwierdza. Rozporządzenie dotyczące podwyżek dla osób zajmujących stanowiska kierownicze w państwie weszło w życie wcześniej i parlamentarzyści przegłosowali je we wrześniu. Natomiast samorządowcy dopiero mogą to robić. – Dochodzi do sytuacji, w której uchwala się budżety, podnosi podatki, a z drugiej strony prezydenci dostają większe pieniądze – przyznaje przewodniczący. – Nie wiem, czy to nie zostało zrobione z wyrachowania.

Wioletta Kruk

18 Responses to "Mieszkańcom podnoszą podatki, a sobie pensje?"

Leave a Reply

Your email address will not be published.