
Pasją Andrzeja W. są podróże. Ten niespełna 50-letni mężczyzna ma nieduży, ale dobrze prosperujący zakład, który dzięki jego pracy i solidności przynosi niezłe dochody, a on znaczną ich część przeznacza właśnie na różne eskapady, głównie zagraniczne.
Jego drugą pasją, ekskluzywną i nietanią, związaną z tymi podróżami, jest kolekcjonerstwo win. Z każdego wyjazdu stara się bowiem przywieźć wina luksusowe, a przede wszystkim rzadko u nas spotykane. Jego zbiór nigdy nie był zbyt duży, bo zwykle przywoził najwyżej kilka butelek, ale zawsze był to trunek wyjątkowo szlachetny. Po prostu boski trunek, jak już od czasów starożytnych nazywano wino, wymagający przy tym odpowiednich warunków przechowywania. Do tego celu Andrzej W. przystosował swoją niewielką piwniczkę w budynku, w którym mieszka.
I to była pierwsza część tej dotąd niewinnej opowieści o winie, która zupełnie nie pasowałaby do tej rubryki, gdyby nie wydarzenie, do jakiego doszło pewnego jesiennego popołudnia. A zatem teraz nastąpi część druga i zasadnicza.
Tego dnia Andrzej W. wyjątkowo wrócił nieco wcześniej z pracy. Będąc już w swoim mieszkaniu na parterze nagle usłyszał podejrzane odgłosy dobiegające z piwnicy, w tym dźwięki obijających się o siebie butelek. Kolekcjoner natychmiast wybiegł na klatkę schodową i zobaczył wychodzących już z budynku trzech kamratów, dzierżących w złodziejskich łapach torby, wypełnione winem skradzionym z jego piwnicy, do której dokonali włamania.
Andrzej W. jest wysportowanym i rosłym mężczyzną, więc bez trudu dogonił jednego z włamywaczy, mocno go przytrzymał i zadzwonił po policję. Tymczasem dwaj pozostali zdołali zbiec i to wraz z torbami.
Szczęśliwym trafem policyjny patrol był akurat w pobliżu, dzięki czemu szybko dotarł na miejsce wezwania i przejął złodzieja. Ten zaś już podczas włamania musiał łyknąć sporo skradzionego trunku, gdyż od razu wyśpiewał dane swoich wspólników. Bo – jak powiada łacińska maksyma – „in vino veritas”, czyli „w winie jest prawda”, ponieważ po wypiciu język się rozwiązuje i nawet złodziej gada szczerze, choć potem z reguły jeszcze bardziej szczerze tego żałuje.
Tym razem wystarczyły dwie godziny, by policjanci ujęli także dwóch pozostałych kompanów, którzy sporą część drogiej kolekcji Andrzeja W. zdążyli już wchłonąć i to w sposób haniebny, bo – jak sami przyznali – prosto z gwinta. Trzem winnym włamywaczom, wcześniej notowanym już za podobne czyny, grożą teraz kary nawet do kilku lat garowania o suchych pyskach.
Niestety, za profanację szlachetnego trunku kodeks nie przewiduje żadnych kar.
Jan Miszczak



2 Responses to "Winni włamywacze"