
Przeglądając swe komputerowe archiwum wpadł mi w ręce felieton „Do góry dnem” poświęcony edukacji, napisany prawie 20 lat temu. A zatem persony dramatu były inne, ale dramat podobny.
Zresztą bezwstydnie zacytuję sam siebie: „Tak bardzo ożywili się ostatnio różni reformatorzy edukacji narodowej, że można się tylko zastanawiać, jak to jest możliwe, iż przez tyle lat nikt na to nie wpadł i brnęliśmy w takiej ciemnocie?”
Tu muszę wyjaśnić, że chodziło np. o gminy, które nagminnie likwidowały wtedy szkoły, „czyniąc to w interesie uczniów”, bo ktoś doszedł do wniosku, że im będzie mniej szkół, tym więcej pieniędzy dla każdej z nich, co zapewni wzrost poziomu nauczania. Logika godna geniusza. Co więcej, odezwały się też głosy, by zlikwidować egzamin maturalny, który zdaniem ówczesnych mędrków „nie jest nikomu potrzebny, bo matura to jedynie stres dla maturzystów”. Tym bardziej, że – jak mówili inni reformatorzy – niepotrzebne są także wyższe studia. Zamiast nich trzeba przywrócić zlikwidowane kiedyś zawodówki, po których można było znaleźć pracę, a po studiach niekoniecznie. Więc lepszy majster w garści, niż magister na dachu.
Były to też czasy, gdy jeden z ministrów edukacji, mniejsza o nazwiska, chciał usunąć ze spisu lektur książki Gombrowicza i kilku innych… demoralizatorów. Szczęśliwie wcześniej usunięto ministra, ale zaraz za edukację wziął się jakiś poseł z Ruchu Palikota, który z kolei chciał wykreślić ze spisu lektur Sienkiewicza, a przynajmniej „Krzyżaków”, ze względu na brutalne sceny. O minister od reformy szkolnictwa nawet nie wspomnę, ani o jej następcy, a także o paru innych, bo chodzi jedynie o to, że wyjątkowo nie mieliśmy szczęścia do szefów resortu od nauki. Może z nielicznymi wyjątkami.
Kiedy wydawało się, że już nic gorszego nie może nas spotkać, nagle pojawiła się świetlana postać ministra Przemysława Czarnka, jakby wyłoniona z mroków przeszłości. Nie warto już przypominać jego bredni np. na temat „ideologii LGBT”, czy aktualnego projektu zawłaszczenia szkół przez politycznych kuratorów. Tym razem chodzi tylko o jego ostatnie oświadczenie, że… nie jest on entuzjastą obowiązkowych szczepień dla nauczycieli i będzie dyskutował w tej sprawie z ministrem zdrowia! Powiedział to w czasie, gdy każdego dnia w Polsce zakażają się dziesiątki tysięcy osób i umierają setki.
A na dodatek winą za to, że ludzie nie chcą się szczepić obarczył opozycję, która jego zdaniem uprawia „tępą propagandę”.
Nie zamierzam jednak rozwijać wątku „tępej propagandy”, skoro opinii Czarnka nie podzieliła nawet część jego politycznych pobratymców, a to daje do myślenia.
Jan Miszczak



5 Responses to "Tępa propaganda"