Kończy nam się mijający rok i to wielu, z nas skłania do refleksji i podsumowań. Podsumowania, niestety wypadają nam bardzo smutno, bo i cieszyć się nie mamy z czego. Ten rok bowiem kończymy z bardzo z wysokimi „osiągami”, tylko że nie takimi, jakich byśmy chcieli. W Nowy Rok przyjdzie nam bowiem – wszystko na to wskazuje – wejść z najwyższą od ponad dwóch dekad inflacją oraz galopującą w związku z nią drożyzną. Do tego mamy systematyczny wzrost zakażeń na COVID-19, a co za tym idzie rosnącą liczbę zgonów na koronawirusa, ale także na inne choroby, których nie diagnozujemy i nie leczymy, bo brakuje nam lekarzy i miejsc w szpitalach. Inflację czujemy w naszych drenowanych coraz bardziej portfelach, drożyznę widzimy na sklepowych półkach, gdzie niczego nie brakuje, ale nam zaczyna brakować pieniędzy, by sobie kupić to, co chcemy, a kto próbuje dostać się do lekarza sam wie o czym mowa, gdy mowa o głębokim kryzysie służby zdrowia. A tymczasem nasza władza, jakby się – że tak użyjemy powiedzenia na czasie – z choinki urwała. Kiedykolwiek by występował jakiś jej przedstawiciel, to słyszymy, że jest bardzo dobrze, a będzie jeszcze lepiej. Inflacja jest, ale – jak przekonują rządzący – pod kontrolą, wysokie ceny są, ale to aż tak nie przeszkadza, a COVID-19 to wszędzie na świecie się panoszy, a w Polsce wcale nie najbardziej i w zasadzie z nim wygrywamy, tylko jeszcze tego nie widać. W żywe oczy tak potrafią przedstawiciele obozu rządzącego łgać! Do wzmocnienia siły swoich łgarstw używają mediów rządowych, na które jeszcze – o ironio – każą nam płacić! I to dzięki tej propagandzie są jeszcze w Polsce biedni, ogłupiali ludzie, którzy wierzą, że „Polska wstaje z kolan”, „jesteśmy cudem gospodarczym” i „cały świat nam zazdrości, a najbardziej Niemcy”. Prawda jest taka, że upadamy coraz niżej – na nasze państwo nie możemy liczyć w drożyźnie i kryzysie covidowym, jesteśmy skonfliktowani z UE i nikt się z nami nie liczy – bo nie musi. Buńczuczne przechwałki i „wymachiwanie szabelką” naszej władzy za granicą budzi tylko lekki uśmiech politowania. To jednak naszych rządzących nie zniechęca. A nie zniechęca, bo zdaje się – oni naprawdę uwierzyli w swoje brednie, przynajmniej niektórzy. Część z pewnością wierzy w Jarosława Kaczyńskiego…Tak, dobrze Państwo przeczytali – nie Jarosławowi Kaczyńskiemu, tylko w Jarosława Kaczyńskiego. Po prostu u niektórych polityków PiS i z jego przystawek zgoda z prezesem PiS-u przerodziła się już w bałwochwalczy stosunek do niego. Nie jemu wierzą, tylko w niego – to rodzaj „wyznania”, ślepej wiary, zaślepienia. Trudno powiedzieć czy i jak się to leczy, ale niebezpieczne to jest. Przede wszystkim dla nas, w każdym razie tak długo, jak wyznawcy Kaczyńskiego dzierżą władzę. Już nas nawet nie przeraża liczba i kaliber afer związanych z ekipą rządzącą. Okrzepliśmy, bo tyle tego i w sumie w każdej dziedzinie życia, więc jak to się mówi – nie dziwi nic. Nie zdumiewa już nawet to, że politycy PiS i przystawki tak gorąco i zażarcie „walczący” o moralność narodu, że muszą obrażać wszystkich inaczej niż oni myślących i czujących, sami reprezentują sobą raczej niskie morale i to nie tylko w zakresie wyciągania ręki po publiczne pieniądze, ale także w kwestii kłamstw, świństw czy też wątpliwej „świętości” w aspekcie tzw. prowadzenia się. Tu u wyznawców J. Kaczyńskiego działa chyba stara sprawdzona zasada, że gdy kradniesz, to krzycz głośno „łapać złodzieja”, a gdy cię złapią za rękę, powiedz, że to nie twoja ręka…Dlatego nasi rządzący nie mają nawet zamiaru tłumaczyć się z 70 „baniek” puszczonych w błoto przez Sasina na wybory kopertowe, z zakupu podejrzanych respiratorów od handlarza bronią przez Szumowskiego, z milionów złotych „zapodzianych” w Funduszu Sprawiedliwości przez Ziobrę, z dziwnych interesów z ziemią Morawieckiego i jego żony, z kupy kasy, która poszła na komisję smoleńską Macierewicza, czy z afery firmy medycznej Mejzy. Nie będą się tłumaczyć, bo wierzą, że są na wieki wieków bezkarni i nietykalni. Absurdalne myślenie polityków PiS doszło już do tego, że ostatnio na temat stanu wojennego kwieciście wypowiadali się …premier Morawiecki i prezydent Duda. Na ów mroczny dla Polski czas – niewinne dzieciątka, tyle ze stanem wojennym i walką z komuną wspólnego mające, co i z bitwą pod Grunwaldem! Ale ten oczywisty dość fakt nie przeszkadzał panu Dudzie krzyczeć z obłędem w oczach: „Precz z komuną w Sądzie Najwyższym”. Ano precz z neokomuną właśnie. Precz z kolesiostwem, nepotyzmem, precz z okradaniem obywateli, precz z obsadzaniem stołków przez partyjnie ustawionych dyletantów, precz z kłamstwami i propagandą! Precz z tą władzą – basta, dość!
Redaktor Monika Kamińska



21 Responses to "W propagandę wierzą już tylko funkcjonariusze PiS"