„Nie wszyscy potępiali stan wojenny”

Stan wojenny to jedna z najczarniejszych kart w historii Polski. Fot. Archiwum IPN

Czterdzieści lat temu Jacek Bardan dopiero co ukończył studia. Był nauczycielem historii w Szkole Podstawowej
w Weryni, koło Kolbuszowej. Pamiętny 13 grudnia, czyli dzień wprowadzenia stanu wojennego, zastał go w jednym
z krakowskich akademików.

– Nie bardzo chciałem wierzyć, w to co mi powiedziano. Ale kiedy wyszedłem na miasto i zobaczyłem puste, pokryte śniegiem ulice, uwierzyłem. Wstąpiłem na uczelnię, ale tam też nie było prawie nikogo. Doszedłem piechotą do dworca. Nie pamiętam, czy były tam jakieś patrole milicyjne. Wsiadłem do pociągu i pojechałem na Podkarpacie – opowiada nam Jacek Bardan, dziś lokalny historyk i dyrektor Muzeum Kultury Ludowej w Kolbuszowej.
– Zastałem tu nastrój trudny w tej chwili do opisania. Było dość ponuro. To był nie tylko smutek, ale i niepewność tego, co zdarzy się w najbliższym czasie. Nikt nie wiedział, jak rozwiną się dalsze wypadki i co będzie dalej. Była złość, że siłą zostało przerwane coś, co mogłoby być dla kraju i Polaków korzystne. Ale zdarzały się też… postawy poczucia ulgi. Ludzie, głównie w tzw. średnim wieku, uważali, że w końcu nastąpi stabilizacja, jakiej wyczekiwali. Przyjmowałem to z dużym zaskoczeniem – wspomina Jacek Bardan.
– Pracowałem wówczas w małej wiejskiej szkole, która też była „odcięta od świata”. A więc to co do mnie docierało, to były strzępy tego, co działo się w wielkich zakładach pracy. A one żyły zupełnie innym rytmem niż my w Kolbuszowej – zaznacza. – Miałem świadomość, że dzieje się coś historycznego, ale zapach gazów łzawiących do nas nie docierał. Czołgów na ulicach też nie widziałem, natomiast patrole wojskowe już tak. Mój ojciec, wtedy dojrzalszy ode mnie, pewnie lepiej oceniający rzeczywistość, nie był tym zaskoczony. Ja byłem.

Paweł Galek

Leave a Reply

Your email address will not be published.