A może koncert dla żołnierzy za to, że nie uciekli, jak Emil?

Jeszcze nie tak dawno władza za nasze pieniądze urządziła w rządowej telewizji show pn. „Murem za polskim mundurem” i przekonywano nas, że nasi mundurowi skierowani na granicę z Białorusią w związku z kryzysem migracyjnym to nie tylko „chłopcy malowani, sami wybierani”, ale też tacy, co to Bóg dla nich, honor i ojczyzna – to wartości nadrzędne – ważniejsze od własnego zdrowia, życia, a już na pewno od żołdu. I dlatego należą się tym bohaterskim synom ziemi ojczystej naszej piosenki i pieśni patriotyczne, by nie tracili ducha i czuli, że cała Polska otacza ich czcią, wspiera, podziwia i w ogóle. Kogo tam przekonała ta gadka, to przekonała. Całkiem sporo ludzi stukało się w czoło, a jeszcze inni martwili się stanem tych naszych żołnierzy, którzy chroniąc granicę przed kilkuset migrantami rzucającymi w nich kamieniami potrzebują aż takiego wsparcia muzyczno – mentalnego. Bo w końcu, skoro w takiej sytuacji sobie nie radzą psychicznie i emocjonalnie, to cóż byłoby, gdyby przyszło im naprawdę bronić naszej ojczyzny przed atakiem zbrojnym wroga? Jaki koncert i z udziałem jakich gwiazd musiałaby wtedy organizować TVP i jakieś to pieśni i piosenki trzeba by wtedy dla naszych dzielnych wojaków wykonać i – co wcale niebagatelne – za ile… Okazało się wkrótce, że ci, którzy się stanem naszych żołnierzy martwili, mieli rację! Jest bowiem aż tak źle, że jeden z nich uciekł na Białoruś i poprosił tam o …azyl polityczny. Zrazu wszyscy mieli nadzieję, że to fake news – nieprawda po prostu – a tylko jakiś niechętny polskiemu mundurowi wyrodek takie coś wymyślił. Niestety, informacja okazała się całkowicie prawdziwa. Na początku co prawda macierzysta jednostka żołnierza podtrzymywała, że ten zaginął i nic nie wskazuje, jakoby miał być na Białorusi. Jednak wkrótce okazało się, że nie tylko Emil Cz. – bo tak się ów żołnierz nazywa – przebywa u naszych wschodnich sąsiadów, ale jeszcze się tam prezentuje w mediach, udzielając wywiadu reżimowej telewizji Łukaszenki. Niemniej szokujące od samego faktu ucieczki polskiego żołnierza na Białoruś było to, co w wywiadzie owym mówił. A mówił na przykład o tym, że strażnicy graniczni zabili dwóch wolontariuszy, którzy pomagali migrantom na polsko-białoruskiej granicy. Rzecznik ministra koordynatora służb specjalnych, Stanisław Żaryn zaprzeczył tym „rewelacjom” podkreślając, że opowieści Emila Cz. są „nic niewarte”. Nam pozostaje mieć szczerą nadzieję, że w istocie Emil Cz. takie coś zmyślił, bo na myśl o tym, że mogłaby to być prawda, każdemu normalnemu człowiekowi po prostu skóra cierpnie i włos się jeży. Ale i bez tego, co Emil Cz. powiedział białoruskiej, reżimowej telewizji sytuacja jest bardzo poważna. Po pierwsze okazało się, że tę naszą granicę z Białorusią, która to rzekomo ma być tak dobrze zabezpieczona i, której strzeże sam kwiat naszego wojska i innych służb mundurowych, można sobie ot tak po prostu przejść przez nikogo zatrzymywanym nie będąc! Nic bowiem nie wiadomo o tym, żeby Emila Cz. ktoś pytał gdzie idzie i po co. Z armii – tej rzekomo najlepszej na świecie, bo z najlepszych złożonej, zginął nam żołnierz i poszedł sobie na stronę wroga. No „pięknie”, to świadczy już nie tylko o Emilu Cz., ale także o innych żołnierzach i funkcjonariuszach, którzy tej naszej granicy pilnują. A potem wyszły jeszcze ciekawsze wątki …Otóż Emil Cz. podobno znany był w swej miejscowości – Bartoszyce w warmińsko-mazurskim – z tego, że był niezbyt rozgarnięty i fajtłapa. Koledzy mieli z niego tzw. bekę, a jeszcze większą, gdy wspominał, że chciałby być zawodowym żołnierzem. Dziś, gdy dziennikarze rozmawiają z dawnymi kolegami Cz., ci z podziwu wyjść nie mogą, że klasowa oferma, znana w całym miasteczku naprawdę zawodowym żołnierzem została. Do tego wszystkiego Emil Cz. miał niedawno pobić swą matkę i zostać złapany na jeździe samochodem po pijanemu. Nieźle, jak na sól tej ziemi i kwiat polskiego patriotyzmu, nieprawdaż? Szef MON. Mariusz Błaszczak tak oto pisał na Twitterze o Emilu Cz., gdy jeszcze ten uchodził za zaginionego, a nie dezertera na Białoruś: – Żołnierz, który wczoraj zaginął miał poważne kłopoty z prawem i złożył wypowiedzenie z wojska. Nigdy nie powinien zostać skierowany do służby na granicę. Zażądałem wyjaśnień, kto za to odpowiada – napisał Błaszczak. Nie będziemy pewnie szczególnie oryginalni, gdy bez żądania wyjaśnimy panu ministrowi, któż to jest odpowiedzialny za taki stan rzeczy w wojsku i na granicy z Białorusią. Otóż niejaki Błaszczak, Mariusz imieniem, „zawodowy” minister u Kaczyńskiego, aktualnie szef MON-u za to odpowiada! Nie ma co szukać innych winnych, choć oczywiście Błaszczak parę dymisji w wojsku w związku ze sprawą Emila Cz. spowodował. Tymczasem sam powinien podać się do dymisji razem z całym tym rządem. Bo ten rząd i jego działania to jedna wielka kompromitacja. Ale zamiast tego rząd udaje, że sprawa dezertera Emila Cz. to nic takiego. Tylko patrzeć, jak Kaczyński każe Kurskiemu zrobić następny koncert dla żołnierzy w TVP – tym razem w podzięce, że nie pouciekali na Białoruś razem z Emilem Cz. i dla utulenia ich żalu za kolegą, co to się tak spektakularnie oddalił. To już naprawdę nie jest zabawne, to jest straszne…

Redaktor Monika Kamińska

30 Responses to "A może koncert dla żołnierzy za to, że nie uciekli, jak Emil?"

Leave a Reply

Your email address will not be published.