Czy znajdzie się miejsce przy stole

Fot. Bogdan Myśliwiec

Już od ponad 20 miesięcy budzimy się w pandemicznej rzeczywistości. Bezradność, nieufność i konieczność zachowywania dystansu społecznego tak przeniknęły naszą codzienność, że przestaliśmy już na nie zwracać uwagę, tak, jak na siebie, ukrytymi za maseczkami. Na trzy dni przed Wigilią, najbardziej rodzinnym dniem w roku, sprawdziliśmy, czy w naszych domach będzie jeszcze czekał talerz dla niespodziewanego gościa i czy pozostały w nas okruchy życzliwości dla tych, którzy nie będą mieli, z kim i gdzie zasiąść do świątecznego stołu.

Akurat we wtorek spadł w Tarnobrzegu śnieg. Zrobiło się biało. Delikatny puch przykrył osiedlowe trawniki i uliczki. Rozświetlone słońcem niebo zyskało piękną, niebieską barwę, której próżno było wypatrywać na nieboskłonie w ostatnich tygodniach. Świąteczny nastrój zrobił się sam. Do tego ruch przy ustawionych pod chmurką stoiskach z karpiami i choinkami. Idealny dzień, aby sprawdzić, czy jesteśmy gotowi na Wigilię. Bo gdyby tak do naszych drzwi zapukał ktoś z prośbą o możliwość spędzenia z nami świąt, możliwość zajęcia miejsca przy stole? Tak, właśnie tego, które przygotowujemy dla niespodziewanego gościa? Gdyby chciał podzielić się z nami opłatkiem? Zanucić „Cichą noc”? Wpuścilibyśmy go do środka i pozwolili się cieszyć tym wszystkim, na co w ostatnich dniach poświęciliśmy tyle czasu i środków, by nasi bliscy poczuli magię świąt?

Trzy głębokie oddechy i zaczynamy

Jeszcze kilkanaście lat temu, na domofonach można było przeczytać nazwiska osób zamieszkujących pod kolejnymi numerami. Teraz, są to tylko numery. Takie czasy. Próbujemy pod „jedynką” w jednym z bloków przy ul. Dekutowskiego.
– Dzień dobry, czy nie przeszkadzam? – zagaduję głos, który wskazuje na młodą osobę. – Nie. O co chodzi? – odpowiada kobieta. – Chciałam zapytać, czy przyjęłaby mnie pani na wigilię, bo nie mam jej z kim spędzić? Po chwili ciszy, bez udzielenia odpowiedzi, słuchawka domofonu została odłożona. Pewnie zaskoczenie było zbyt duże, albo pytanie potraktowane jako niesmaczny żart.
Próbujemy dwie klatki dalej. Znów „dzień dobry, czy nie przeszkadzam?”. Tym razem, domofon odebrała nastolatka. Nie tracąc czasu, pytam, czy gdybym przyszła w wigilię to, to mogłabym spędzić w tym domu święta? Odpowiedź była szybka i zdecydowana. – Pewnie, zawsze mamy przygotowany dodatkowy talerz, a pani jest bezdomna? – zapytała dziewczynka. – Mówię jej, że nie, ciekawi mnie tylko, czy ludzie są jeszcze sobie życzliwi. – Acha. No to my jesteśmy – odpowiedziała prosto dziewczynka i przeprosiła, że musi wracać na zdalne. – Dziękuję kochana, zdążyłam jeszcze rzucić, zanim się rozłączyła i pożyczyłam cudownych świąt.
Trzecią próbę zdobycia zaproszenia na wigilię podjął nasz redakcyjny kolega. On także wybrał przypadkowy przycisk na domofonie w kolejnym z bloków przy ul. Dekutowskiego. Odebrał mężczyzna po „60”. Czy przyjąłby mnie Pan na wigilię? – padło szybkie pytanie. – Oczywiście. Zawsze mamy dodatkowy talerz. Nigdy co prawda nikt z niego nie skorzystał, ale po coś się go w końcu stawia. Ale naprawdę chciałby pan przyjść?
– Nie, nie. Dziękuję. Życzę panu spokojnych świąt. To bardzo miłe, że tak pan zareagował na moją prośbę. Jesteśmy z pracy. Sprawdzamy tylko, czy tradycja stawiania dodatkowego talerza jest jeszcze żywa. Wszystkiego dobrego.
Przed klatkami udało nam się spotkać jeszcze troje tarnobrzeżan, których także zaskoczyliśmy pytaniem o możliwość przyjścia do nich w wigilijny wieczór i skorzystania z gościnności. – W moim domu, zawsze podczas wigilijnej wieczerzy jest dodatkowe nakrycie dla niespodziewanego gościa. Tak było i tak jest teraz. Gdy byłem mały, mama stawiała takie nakrycie na stole. Tego zwyczaju bardzo pilnuje moja wnuczka – mówi pan Wojciech. – Gdyby zapukał do nas w wigilię niespodziewany gość, zawsze byłby przez nas wpuszczony. Nie wyobrażam sobie inaczej. Cieszylibyśmy się, że talerz w końcu się przydał.
Pani Kasia także przyznaje, że w jej domu taki talerz na stole wigilijnym stawiany jest od zawsze. – Mamy samotną sąsiadkę, którą zawsze zapraszamy na wigilię. Gdyby ktoś zupełnie nieznany do nas zapukał z prośbą o dołączenie do wigilii, absolutnie zostałby zaproszony do stołu. Żałuję, że nie mamy tu w okolicy jakiegoś ośrodka dla uchodźców, bo namawiałabym rodzinę, żeby przyjąć nie jedną osobę, ale nawet całą rodzinę na wigilię – podkreśla pani Kasia. – W końcu to w dzieleniu się tym stołem, ciepłem, tą atmosferą tkwi całe sedno Bożego Narodzenia. Gdybym mogła, przygarnęłabym do siebie w święta naprawdę wielu potrzebujących.

Sklepy pełne, ale serca bardziej puste

– Zawsze przygotowuję dodatkowy talerz. Nigdy mnie niespodziewany gość co prawda nie odwiedził, ale gdyby zapukał, wpuściłabym do domu. Nie bałabym się. Czego miałabym się bać? – pyta retorycznie emerytka ukryta za maseczką. – To jest piękna, polska tradycja, że w ten świąteczny wieczór nie myśli się tylko o sobie, ale przede wszystkim o innych. O bliskich, o rodzinie. Dla nich się staram, przygotowuję potrawy, dla nich dbam o to, by ten wieczór był inny niż wszystkie w roku. Jeśli ktoś potrzebowałby zjeść tych kilka łyżek barszczu, skosztować ryby czy po prostu napić się gorącego kompotu, to uważam, że naszym obowiązkiem jest przyjąć taką osobę i ugościć najlepiej jak potrafimy. Nie wiemy, co ją spotkało, że nie może Wigilii spędzić inaczej, wśród swoich. Wie pani, im dłużej się żyje, tym więcej się z tego życia rozumie. Tym więcej się akceptuje i mniej zadaje pytań. W dzisiejszych czasach jest wiele pogubionych ludzi. W sklepach mamy wszystko, ale serca są coraz bardziej puste.
– Dziękujemy Pani. Wszystkiego co najlepsze na święta. Dużo zdrowia i miłości najbliższych – pożyczyliśmy starszej pani.
Okazuje się, że mimo trudów ostatnich miesięcy, mimo atakującej nas każdego dnia nienawiści i frustracji, mamy w sobie wiele dobra, wiele życzliwości, wiele serca dla siebie nawzajem. I wydaje się, że nawet jeśli kolejny raz nie doczekamy się niespodziewanego świątecznego gościa, to nie zrezygnujemy z dostawienia do stołu dodatkowego nakrycia. Bo nawet jeśli pozostaje ono nietknięte, to jest pięknym symbolem, który przypomina, że jesteśmy gotowi dzielić się nawet z nieznajomymi.

Małgorzata Rokoszewska

4 Responses to "Czy znajdzie się miejsce przy stole"

Leave a Reply

Your email address will not be published.