„Pan jest z zawodu dyrektorem”

Przez ostatnie tygodnie żyliśmy przygotowaniami do świąt – z przerwami na zdumienie kolejnymi wyczynami naszych rządzących – ale jak to się mówi: „święta, święta i po świętach”. A skoro już po świętach, to czas na ich podsumowanie i pochwalenie się prezentami. Niewątpliwie fajny prezent na święta dostał Tomasz Zaleszczyk, bo Rada Nadzorcza PGE Obrót S.A. w Rzeszowie powołała go 20 grudnia w skład zarządu spółki – dodajmy, że spółki Skarbu Państwa – i uczyniła wiceprezesem. Jako że Tomasz Zaleszczyk jest przemyślaninem, mieszkańców grodu nad Sanem powinny z tego powodu rozpierać duma i radość. I bardzo możliwe, że niektórych takowe uczucia rozpierają. Na pewno jednak nie wszystkich i to bynajmniej nie z zawiści. Pewien nasz Czytelnik, który zatelefonował do nas, by tę nominację skomentować, nawiązał przy tym do… świątecznej anteny TVP. I to bynajmniej nie po to, by skrytykować to, co telewizja Jacka Kurskiego serwowała swoim widzom w święta. Ów Czytelnik wspomniał, że TVP wyemitowała w tegoroczne Boże Narodzenie kultową komedię Stanisława Barei z 1973 r. „Poszukiwany, poszukiwana”. Co z tego? Ano to, że, jak przytomnie zauważył Czytelnik, w filmie tym główny jego bohater – oskarżony o kradzież obrazu pracownik muzeum ukrywający się jako gosposia, którego zagrał genialny Wojciech Pokora – pyta panią domu, w którym pracuje, czym zajmuje się pan domu. – Mój mąż jest z zawodu dyrektorem! – odpowiada nie bez dumy połowica pana domu. W istocie tak właśnie było – pan domu dyrektorował bowiem wszędzie, gdzie się dało, w firmach i zakładach najróżniejszych branży. Najzabawniejszym fragmentem filmu opowiadającym o tym jest ten, w którym ów zawodowy dyrektor, oceniając projekt nowego osiedla, przekłada na jego makiecie jezioro w inne miejsce, stwierdzając, że tam lepiej ono pasuje. – My też mamy w Przemyślu takiego pana Zaleszczyka, który jest z zawodu jakimś prezesem albo dyrektorem – zakpił nasz Czytelnik. Można by go posądzić, że nie darzy nowego wiceprezesa PGE S.A. Obrót w Rzeszowie sympatią, ale gdy przeanalizuje się zawodowy życiorys przemyślanina, to trochę racji przyznać mu trzeba. Otóż T. Zaleszczyk długie lata pracował w przemyskim Przedsiębiorstwie Gospodarki Mieszkaniowej Sp. z o.o. Gdy odszedł prezes tej spółki, T. Zaleszczyk został jej prezesem. Niektórym się to nie podobało i doszukiwali się w tym fakcie nepotyzmu, jako że bliski krewny nowego prezesa był wówczas przewodniczącym Rady Miejskiej w Przemyślu z ramienia PiS. Pozwoliliśmy sobie wtedy skrytykować takie insynuacje. A to dlatego, że nie było dla nas nic nadzwyczajnego w tym, że długoletni i doświadczony pracownik spółki zostaje jej prezesem. Nawet, gdy jest krewnym kogoś wpływowego w mieście. W końcu każdy z nas ma jakichś krewnych. Tomasz Zaleszczyk prezesował sobie zatem w przemyskim PGM-ie, ale w tej kadencji samorządu rada nadzorcza spółki zdecydowała się go odwołać. No, takie prawo rad nadzorczych. Jako że w Przemyślu w tej kadencji PiS już nie rządzi, zaraz podniosły się ze strony członków i sympatyków tej partii glosy, że odwołanie Zaleszczyka to skandal i w ogóle niszczenie człowieka oraz jego dorobku zawodowego. Jednak partyjni koledzy oczywiście nie dali świeżo odwołanego kolegi zniszczyć i został on szybko wicedyrektorem przemyskiego Wojewódzkiego Szpitala. Bez konkursu, bo ten wymagany nie był, ale też i bez żadnego doświadczenia w tej branży. Jak nas wówczas informowano, doświadczenie nie było potrzebne, bo tak samo się zarządza ludźmi w szpitalu, jak i w spółce mieszkaniowej. Ano, jak tak, to tak i naturalnie bycie szeregowym członkiem PiS nie miało nic wspólnego z powołaniem T. Zaleszczyka na wicedyrektora szpitala, którego organem założycielskim jest zarząd województwa podkarpackiego. W tym roku T. Zaleszczyk odszedł ze szpitala, i jak to ładnie ujęto w jednym z lokalnych mediów, „związał się z branżą energetyczną, jako dyrektor ds. zarządzania majątkiem w PGNiG Termika Energetyka Przemyśl”. Tu najpewniej też doświadczenie ani kierunkowe wykształcenie nie były potrzebne, bo tak samo się zarządza majątkiem spółki gazowej, jak i spółki mieszkaniowej – to oczywiste. Teraz T. Zaleszczyk kontynuuje swe związanie z energetyką, bo wiceprezesem w PGE Obrót został. Tak, mamy świadomość, że pan wiceprezes już członkiem PiS nie jest! Doskonale nawet pamiętamy, że sam z członkostwa w partii zrezygnował. A stało się to po ujawnieniu treści pewnego listu, który skierowany był do ówczesnego marszałka Sejmu, Marka Kuchcińskiego, i zawierał dokładne instrukcje, jak przejąć władzę w mieście i prowadzić nagonkę na aktualne władze Przemyśla oraz radnych. Podpisany był przez pewnego szeregowego członka lokalnego PiS-u, który do autorstwa owego listu przyznał się częściowo – cokolwiek to znaczy- i przekonywał na swoim facebookowym profilu, że list był „do szuflady” i spisane w nim były jego przemyślenia. Ów „szeregowy członek partii”, który w liście opisywał także, jakie jego interesowałyby stanowiska pracy, po aferze z listem z partii wystąpił. Zatem wszystko jest w porządku, nic z partią to wspólnego nie ma, że pan Tomasz Zaleszczyk objął kolejny stołek w spółce Skarbu Państwa. Może po prostu tak ma, że jest „z zawodu” dyrektorem i ma talent do wszystkiego, a nasz Czytelnik się po prostu czepia…

Redaktor Monika Kamińska

9 Responses to "„Pan jest z zawodu dyrektorem”"

Leave a Reply

Your email address will not be published.