
Tego dnia Mieczysław B. wstał nieco wcześniej niż zwykle i udał się do garażu po samochód. Otworzył kłódkę, wszedł do środka i oniemiał, bowiem z garażu zginęły przechowywane tam elektronarzędzia i parę innych przedmiotów, o łącznej wartości blisko 12 tysięcy złotych.
Szczęśliwym trafem złodziej nie ukradł mu samochodu, ale może dlatego, że był to pojazd niewiele już wart, bo stary i niezbyt atrakcyjny.
Zdenerwowany Mieczysław B. zgłosił policji, że został okradziony i wkrótce przyjechała tam ekipa śledcza, która na wstępie stwierdziła, że nie ma żadnych śladów włamania. Wszystko wskazywało na to, że rabuś albo miał dopasowany klucz, albo wyjątkową zręczność w otwieraniu kłódek złodziejskimi sposobami.
Na wszelki wypadek policjanci polecili Mieczysławowi, by sprawdził, czy przypadkiem nie zgubił zapasowego klucza do garażowej kłódki. Poszkodowany udał się do mieszkania i już po chwili zameldował funkcjonariuszom, że istotnie nie ma drugiego klucza, ale teraz to chyba już wie, kto może być sprawcą kradzieży.
– To z pewnością mój kuzyn Jerzy J., który siedział za kradzieże i jest w naszej rodzinie taką czarną owcą powiedział.
Podejrzenie było tym bardziej uzasadnione, że niedawno Jerzy J. odwiedził Mieczysława, chcąc pożyczyć od niego pieniądze, więc przy okazji mógł buchnąć klucz. Policjanci niezwłocznie odwiedzili zatem kuzyna, który był tak zaskoczony, że od razu przyznał się do kradzieży i… zwrócił skradzione mienie, które przechowywał w piwnicy i nie zdążył jeszcze sprzedać.
O sukcesie śledczy powiadomili poszkodowanego i poinformowali, że następnego dnia może zgłosić się na komisariat po odbiór swoich rzeczy.
Nazajutrz policjanci spodziewali się, że stawi się u nich wesoły Mietek, zadowolony z odzyskania skradzionego mienia. I rzeczywiście wkrótce pojawił się wyjątkowo radosny Mieczysław B., który przyjechał swoim wysłużonym autem. Wóz zaparkował przed wejściem, wszedł do środka i uścisnął dłoń komendanta, dziękując za sprawną akcję policji. Chciał go nawet ucałować i wtedy komendant wyczuł od niego mocną woń alkoholu, więc kazał przebadać gościa alkomatem, który wykazał 1,6 promila.
Mieczysław B., który – jak się potem okazało – był już kiedyś karany za jazdę po pijaku, przyznał, że ze szczęścia zaprosił sąsiada i „dali sobie trochę w szyję”.
– To ma pan nieszczęście w tym szczęściu – ocenił komendant, gdyż wesoły Mietek na pewno utraci prawko. Z tym, że zapewne nie będzie mu potrzebne przez dłuższy czas, na jaki może trafić do paki.
I choć kuzyn posiedzi dłużej, to raczej marna to pociecha.
JAN M.



3 Responses to "Nieszczęście w szczęściu"