
jak doszło do jej śmierci, co uratowało 34-latka przed wysokim wyrokiem. Fot. Bogdan Myśliwiec
Pobita tępym narzędziem. Wyrzucona jak śmieć przed dom w samej koszuli. Znaleziona martwa, porąbana piłą i siekierą na kawałki.
Palona w piecu przez kilka dni. Popiół ze szczątków Jadwigi K. rozsypany został na podwórku i częściowo ukryty w ulu. Części zmrożonych zwłok 66-latki policjanci odkryli schowane w kombajnie. Roman S., który odpowiada za to wszystko, spędzi jednak za kratami zaledwie 5 lat. Jak to możliwe?
Sąd Okręgowy w Tarnobrzegu uznał 5 stycznia br., że nie ma żadnych dowodów, które jednoznacznie wskazywałyby na to, że w Zdziechowicach Drugich doszło 10 stycznia ub. r. do zabójstwa. A brak dowodów zbrodni i wszelkie wątpliwości nie poparte dowodami, zgodnie z obowiązującym w Polsce prawem, przemawiają na korzyść oskarżonego. W tym przypadku, 34-letniego Romana S., mechanika okrętowego z wyższym wykształceniem o ponadprzeciętnej inteligencji.
Proces Romana S. i Piotra K. (oskarżonego o to, że nie powiadomił organów ścigania o przestępstwach popełnionych przez tego pierwszego) toczył się z wyłączeniem jawności. W środę, 5 stycznia, zapadł wyrok, odbyło się jego jawne ogłoszenie. Sąd Okręgowy w Tarnobrzegu zezwolił także na obecność dziennikarzy podczas ustnego uzasadnienia wyroku. Sędzia referent Tomasz Turbak przez około pół godziny mówił o tym, jak doszło do tragedii w jednym z domów w Zdziechowicach Drugich 10 stycznia ub. roku i w dniach kolejnych, a także wyjaśnił, dlaczego Roman S., któremu groziło wstępnie dożywocie, został skazany jedynie na 5 lat pozbawienia wolności.
Groziło mu dożywocie
Roman S. został oskarżony przez Prokuraturę Okręgową w Tarnobrzegu m.in. o spowodowanie ciężkiego uszczerbku na zdrowiu Jadwigi K., za co groziło mu od 5 do 25 lub nawet dożywotniego pozbawienia wolności. Wśród zarzutów było także inne pobicie tej samej kobiety i zbezczeszczenie jej zwłok.
– W toku postępowania sądowego, w ocenie sądu nie ma dowodów wskazujących na to, że oskarżony się tego czynu dopuścił – mówił sędzia Tomasz Turbak. – Sąd wydając wyrok skazujący musi być przekonany, że dowody zebrane w sprawie nie budzą wątpliwości i że dają pewność, że możemy uznać oskarżonego za winnego popełnienia zarzucanych mu czynów. Takiej pewności w tej sprawie nie ma. Jest natomiast zasada domniemania niewinności, rozstrzygania wątpliwości takich, których nie da się wyjaśnić na korzyść oskarżonego. A w tej sprawie, nie mamy, niestety, możliwości ustalenia dokładnej przyczyny śmierci Jadwigi K. Ta przyczyna jest dla nas niestety nieznana.
Nie pomogła w tym zakresie ani opinia Centrum Medycznego Uniwersytetu Jagiellońskiego opracowana w okresie przygotowawczym, ani przesłuchania biegłych, którzy odpowiadali już na pytania sądu.
– Biegli nie byli w stanie wskazać, jaka była przyczyna śmierci Jadwigi K., łącznie z tym, że nie byli w stanie wykluczyć takiego przebiegu zdarzenia, że jej zgon mógł nastąpić z przyczyn naturalnych – mówił sędzia Tomasz Turbak. – Wskazali na to, że nie mając całości ciała, bo faktycznie tego ciała nie dało się w całości zabezpieczyć, bo częściowo zostało zniszczone, zbezczeszczone przez oskarżonego. Jeżeli są wątpliwości z tym związane, nawet jeśli one wynikają z braku takich istotnych elementów ciała, to tych wątpliwości nie możemy rozstrzygać na niekorzyść oskarżonego.
Toksyczny związek
Jak ustalono w toku śledztwa, Roman S. i Jadwiga K., mimo znacznej różnicy wieku od około roku byli ze sobą w związku. 34-latek był osobą nerwową, skłonną do agresji, szczególnie gdy znajdował się w stanie nietrzeźwości lub pod wpływem środków odurzających. A że oboje nie stronili od alkoholu, to kobieta doświadczała przemocy. Do pierwszego takiego zdarzenia, opisanego aktem oskarżenia doszło 22 czerwca 2020 r.
– Jadwiga K. piła wówczas alkohol z ojcem Romana S. Gdy ten się o tym dowiedział, zdenerwował się, szczególnie, że kobieta i mężczyzna zamknęli się od środka w domu i nie mógł się on do nich dostać – mówił sędzia Tomasz Turbak. – Ostateczne Roman S. wszedł do środka, doszło do awantury, oskarżony wypchnął na zewnątrz pokrzywdzoną, ta upadła i uderzyła o twarde podłoże, zaczęła się lać krew. Potem ciągnął ją po podłożu i kilkakrotnie uderzył, czym spowodował obrażenia typu lekkiego. Świadek tego zdarzenia zeznał w sądzie, że Roman S., gdy zorientował się co zrobił, przepraszał kobietę i zaczął namawiać ją, by okłamała policję i pogotowie, że nie on był sprawcą. I faktycznie Jadwiga K. zeznała wówczas, że się przewróciła i spadła ze schodów. Takie namawianie do mówienia nieprawdy miało zresztą miejsce także w innych przypadkach. Innym razem, gdy kobieta została pobita przez Romana S., twierdziła, że została napadnięta przez nieznanych sprawców w lesie, a nic takiego nie miało miejsca.
Jadwiga K. przychodziła mimo tego wszystkiego do domu zajmowanego przez Romana S. w celu spożywania wspólnie alkoholu, przebywała tak u niego po kilka dni, z tego też powodu zaniedbywała opiekę nad własną matką.
Ostatnie godziny przed tragedią
Z ustnego uzasadnienia wyroku dowiadujemy się także, jak wyglądały ostatnie godziny życia Jadwigi K. Kobieta kolejny raz przyjechała do domu S., na początku stycznia 2020 r. Roman S. w tym czasie wrócił zza granicy i przynajmniej od 7 stycznia ona i on oraz Piotr K. spożywali alkohol.
10 stycznia 2020 r. w miejscu zamieszkania Romana S. odbyła się interwencja policji. Zgłoszenie pochodziło od Mariana S., ojca Romana S. i wynikało z niego, że między mężczyznami doszło do konfliktu. Nie był to pierwszy raz, bo Roman S. miał już wcześniej po awanturach wyrzucać ojca z domu. Musiał on wówczas nocować w stodole, u brata, bądź u innych znajomych.
– Przybyli na miejsce policjanci zastali Mariana S., oskarżonych Romana S. i Piotra K. oraz Jadwigę K. Nic złego się tam wówczas jednak nie działo. Wszyscy spożywali natomiast alkohol. Ojciec i syn doszli do porozumienia, ale Marian S. opuścił dom – mówił sędzia.
Wszyscy byli już mocno pijani, ale nadal spożywali alkohol. Piotr K. w pewnym momencie wyszedł z domu za potrzebą fizjologiczną. Jadwiga K. miała w międzyczasie oddać mocz na sofę, na której siedziała. To bardzo zdenerwowało Romana S. Zaczął ją atakować. Chciał ją wyrzucić z domu. Kobieta była już jednak bezwładna. 34-latek uderzył ją jednak kilkakrotnie tępym narzędziem. Pobitą kobietę, wyprowadził na zewnątrz domu i zepchnął ze schodów. Zdarzenia mające miejsce na zewnątrz, widział Piotr K. Z jego relacji wynika, że Jadwiga K. straciła równowagę i uderzyła głową o schody.
Wyrzucił w samej koszuli przed dom
– Kobieta nie miała na sobie żadnej bielizny, jedynie koszulę. Żadnej ciepłej odzieży, żadnych spodni, butów. Jest to bardzo istotne dla sądu. W takim stanie, gdy pani była nietrzeźwa, pobita i ubrana nieadekwatnie do pory roku i gdy panowała temp. nie wyższa niż 1 st. C. Roman S. wyrzucił ją na zewnątrz – mówił sędzia Tomasz Turbak.
Piotr K. próbował interweniować i wstawić się za kobietą, ale Romana S. jeszcze bardziej to zdenerwowało. Jadwiga K. usiadła więc na schodach i zakrywając dłońmi twarz, płakała. 55-letni Piotr K. po przepychance z 34-latkiem poszedł do domu. Roman S. nie bacząc na panujące warunki atmosferyczne, wszedł do środka, zostawiając 66-latkę na zewnątrz. Gdy po jakimś czasie wyszedł z powrotem na dwór, znalazł kobietę leżącą na ziemi i miał zorientować się, że nie żyje. Z jego relacji wynika, że wpadł w panikę, obawiał się, że mógł się przyczynić do jej śmierci i zdecydował, że musi pozbyć się ciała. W tym celu, ciął piłą i rąbał ciało kobiety i po kawałku palił je w piecu. Nieświadomy tego ojciec mężczyzny, rozrzucał potem popiół z jej zwłok na podwórku. Roman S. część popiołu ukrył także w ulu przy domu, a część ciała w kombajnie.
Wszystko to trwało kilka dni. Gdy po około tygodniu Piotr K. przyszedł znów do Romana S., ten przyznał mu się, że chyba zabił i spalił szczątki Jadwigi K. 55-latek przekazał tę informację w miejscowym sklepie z prośbą o przekazanie jej policji.
Prokuratura postawiła Piotrowi K. zarzut niepowiadomienia organów ściągania o przestępstwach dokonanych przez Romana S., ale sąd uznał, że mężczyzna postąpił tak, jak należało. Nie miał swojego telefonu, a sklep pełni w małych miejscowościach szczególną funkcję, więc przekazane tam przez niego informacje, szybko dotarły do policji.
Woli zostać w areszcie
Ostatecznie, Sąd Okręgowy w Tarnobrzegu skazał Romana S. na łączną karę 5 lat pozbawienia wolności, uznał go winnym pobicia kobiety w czerwcu 2020 r., narażenia jej życia na niebezpieczeństwo przez wyrzucenie z domu nieubranej, nietrzeźwej i przy niskiej temperaturze 1 stycznia ub. roku oraz o zbezczeszczenie jej zwłok. Na poczet kary sąd, zaliczył 34-latkowi okres tymczasowego aresztowania. Roman S. ma także zapłacić 13 tys. zł zadośćuczynienia synowi Jadwigi K. Mieszkaniec Zdziechowic Drugich został natomiast zwolniony z wszelkich kosztów sądowych, które pokryje Skarb Państwa. Wyrok nie jest prawomocny i stronom przysługuje od niego odwołanie. Prok. Michał Lasota już zapowiedział, że na pewno wystąpi do sądu o pisemne uzasadnienie wyroku i po jego otrzymaniu, najpewniej złoży apelację.
W środę, sąd zdecydował także o przedłużeniu aresztu tymczasowego Romanowi S. Co zaskakujące, mężczyzna zapytany o to, czy wnosi o jego uchylenie, stwierdził, że nie i że woli czekać na uprawomocnienie się w warunkach aresztu. O uchylenie aresztu wniósł chwilę wcześniej jego obrońca. Decyzją sądu, Roman S. pozostanie ostatecznie w areszcie do 15 kwietnia 2022 r.
Małgorzata Rokoszewska



6 Responses to "Szokujący wyrok w sprawie horroru w Zdziechowicach"