Roczny niedźwiadek walczy o życie

Gdy tylko roczny Ada znalazł się
w przemyskim ośrodku natychmiast przeprowadzono mu gruntowne badania. Wszystko
w pełnej narkozie, aby oszczędzić mu strachu i cierpienia, a także, by nie miał świadomego kontaktu z ludźmi.
Fot. ORZChr. w P-ślu

Ma blisko rok, ale waży dużo mniej niż powinien, bo ok. 15 kilo. Głodne i wychłodzone niedźwiedzie dziecko wypatrzyli
w okolicach Teleśnicy leśnicy z Nadleśnictwa Ustrzyki Dolne. Stwierdziwszy, że w pobliżu nie ma matki zaalarmowali znany w całej Polsce – Ośrodek Rehabilitacji Zwierząt Chronionych w Przemyślu. Zwierzątko trafiło w czułe i doświadczone ręce tutejszych pracowników i zostało natychmiast otoczone opieką. Nie wiadomo jednak czy przeżyje.

Około roczny malec trafił do Przemyśla we wtorek (10 stycznia). Mimo iż jest samcem, nazwano go Adą. Gdy tylko znalazł się w ośrodku natychmiast przeprowadzono mu gruntowne badania. Wszystko w pełnej narkozie, by oszczędzić mu strachu i cierpienia, a także, by nie miał świadomego kontaktu z ludźmi. – Chodzi o to, by zwierzę nie kojarzyło ze źródłem pokarmu sylwetki człowieka, jego dotyku, głosu i zapachu – wyjaśnia doktor Jakub Kotowicz, wiceprezes ośrodka. To ważne, bo lekarze z przemyskiego ORZChr chcieliby przywrócić Adę naturze. Czy okaże się to możliwe?
Nie wiadomo. Niedźwiadek jest poważnie chory. Cierpi na anaplazmozę, odkleszczową chorobę zakaźną, która atakuje mózg i system nerwowy zakażonego zwierzęcia lub człowieka. – Ma nienaturalne ruchy, przyjmuje nienaturalne pozycje – wyjaśnia dr Radosław Fedaczyński. – Trudno mu utrzymać równowagę, a gdy upadnie, nie potrafi sam wstać – relacjonuje. – Na pewno nie poradziłby sobie w tej chwili sam – dodaje lekarz weterynarii.

Różne scenariusze

Jak to się stało, że Ada błąkał się sam w okolicy Teleśnicy i rozpaczliwie podchodził w pobliże ludzkich domostw? – Nie znamy dokładnej przyczyny – zaznacza doktor J. Kotowicz. – Mogło być tak, że nie nadążył za matką i rodzeństwem podczas opuszczenia gawry w czasie ewentualnego przebudzenia przy ostatnich ociepleniach, a niedźwiedzica go odrzuciła, bo był chory i słaby. Mogło być też i tak, i to jest najbardziej prawdopodobne, że wybudził się sam opuszczając gawrę z powodu zaostrzenia objawów chorobowych lub niezgromadzenia odpowiednich zapasów energetycznych przed snem zimowym – podaje możliwe alternatywy weterynarz. Z uwagi na wykrycie u Ady choroby, ten ostatni „scenariusz” jest równie prawdopodobny, jak dwa pierwsze.
– Obecnie niedźwiadek jest w klimatyzowanym pomieszczeniu i otrzymuje antybiotyk w związku z anaplazmozą, a także preparaty wzmacniające ze względu na jego ogólnie kiepski stan – opowiada R. Fedaczyński. – Na razie jesteśmy umiarkowanymi optymistami – przyznaje. – Nie wiemy, jakie dokładnie spustoszenie w jego organizmie zrobiła anaplazmoza, ale też czy jest to jedyna choroba, na jaką cierpi. Niedźwiedzie chorują na specyficzne dla tych zwierząt choroby genetyczne, ale wiedza o nich jest dość ograniczona
– tłumaczy weterynarz. – Proszę więc serdecznie: trzymajcie kciuki za Adę, a my będziemy o niego walczyć z całych sił – deklaruje.

Losem niedźwiadka interesuje się cała Polska

Fanpage ośrodka codziennie odwiedzają tysiące osób i to nie tylko teraz, gdy w ośrodku jest mały niedźwiadek. Przemyski ośrodek jest znany od lat z tego, że ratuje dzikie zwierzęta. Nie o wszystkich jest tak głośno, jak o Adzie, ale każde może liczyć tu na pomoc. Czy to bocian ze złamanym skrzydłem, czy podtruta sowa, czy potrącona sarna, czy ryś, który złapał się w siatkę leśną i trzeba było amputować mu łapę… Kiedyś pomocą takim zwierzętom zajmowała się kierowana przez doktora Andrzeja Fedaczyńskiego Lecznica dla Zwierząt „ADA”. Ponieważ potrzebujących zwierzaków było coraz więcej lekarze zdecydowali się powołać fundację i stworzyć w 2008 roku ORZChr. ośrodek się rozwija, planowane jest powstanie Pogotowia Dla Niedźwiedzi, bo w nieodległych Bieszczadach niedźwiedź to żadne dziwo. Nie tylko zresztą tam.
Cała Polska kiedyś żyła historią niedźwiedzicy, która zdezorientowana chodziła po przedmieściach Przemyśla. Trafiła do Ośrodka, gdzie było z nią niemało zachodu, bo był rok 2010, placówka nie dysponowała jeszcze takimi pomieszczeniami dla silnych dzikich zwierząt, jakie ma teraz, a niedźwiedzica była bardzo ruchliwa. Nazwano ją Przemisią, jako że w herbie Przemyśla jest niedźwiedzica, były nawet plany, by zatrzymać ją w mieście, ale ostatecznie trafiła do ZOO we Wrocławiu. Wcześniej w ośrodku nie było żadnych niedźwiedzi, ale lekarze z niego mieli okazję pomóc Ursusowi, który wpadł w kłusownicze wnyki. Tu na szczęście wystarczyła doraźna pomoc po uwolnieniu samca z sideł i Ursus mógł powrócić bezpiecznie do swego domu, czyli w leśne ostępy. Wiosną 2016 roku w ORZChr. w Przemyślu pojawiła się malutka niedźwiedziczka z okolic Cisnej i Cisną też ją nazwano. Po trudnej walce i rehabilitacji znalazła dom w poznańskim ZOO.
Dziś lekarze i wolontariusze z Ośrodka znów walczą, tym razem o małego Adę. Czy ta walka okaże się zwycięska, nie wiadomo. Ale wszyscy mają nadzieję, że tak, i na bieżąco śledzą relacje na fanpage’u ORZChr. w Przemyślu na Facebooku. Ośrodek to organizacja non profit i można ją wspomóc przekazując 1 proc. swego podatku dla zwierzaków lub wpłacając datek na Ośrodek Rehabilitacji Zwierząt Chronionych ul. Zamoyskiego, 15 37-700 Przemyśl, Santander Bank Polska S.A : 27 1500 1634 1216 3005 4390 0000, Przelewy z zagranicy Swift : WBKPPLPP, IBAN: PL27150016341216300543900000

Monika Kamińska

10 Responses to "Roczny niedźwiadek walczy o życie"

Leave a Reply

Your email address will not be published.