
– Modelarstwo trzeba nie tylko lubić, to musi być coś więcej… ośmielę się powiedzieć – kochać. Jedynie zamiłowanie do czegoś pozwoli nam osiągać takie efekty – podkreśla pan Edward. Fot. Martyna Sokołowska
Mało kto z taką pasją opowiada o pracy w komunikacji miejskiej jak pan Edward Kutkowski z Sanoka. Sanoczanie pamiętają go jako sympatycznego i rozmownego kierowcę MKS-owskiej „zerówki”. Szerzej w Polsce zasłynął z kolekcji kartonowych modeli Autosanów, które od dwóch dekad sam projektuje i ręcznie wykonuje.
Z panem Edwardem umawiam się u niego w domu. Zaprasza mnie do pokoju, który stanowi swoiste mini muzeum: na półkach, szafkach, w szafach i przeszklonych gablotach ustawione są modele autobusów wyprodukowanych przez legendarną fabrykę autobusów – Autosan. Łącznie 26 pojazdów, wszystkie wykonane przez pana Edwarda i jego żonę.
– Modelarstwo to pasja z dzieciństwa – mówi pan Edward, spoglądając na swoją kolekcję. – Moja młodość przypadła na lata powojenne, wtedy nie było zabawek, strugało się samemu coś z drewna albo robiło zabawki z kartonu – wspomina. Gdy tylko miał możliwość, wycinał i sklejał modele z „Misia”, „Świerszczyka”, „Płomyczka”, „Płomyka” czy z: „Modelarza”. Gdy brakowało funduszy, tworzył własne modele. Z papieru, kartonu, kawałka sklejki czy korka tworzył małe cudeńka, które służyły jemu i jego kolegom w codziennych zabawach.
– A dlaczego składa pan akurat autobusy? – dopytuję.
– Bo to kawał mojej historii. Mój tato był kierowcą, już jako małe pacholę jeździłem z nim podczas wakacji czy ferii zimowych. To było coś, wsiąść do autobusu i pojechać, dla mnie to była radość, że mogłem otworzyć pasażerom drzwi czy je za nimi zamknąć. Czasem zamiast konduktora mówiłem „odjazd”, bo dawnej autobusy jeździły z konduktorem na pokładzie. Czasem tato pozwolił w zajezdni usiąść za kółkiem. Mnie to od najmłodszych lat pociągało – wspomina pan Edward.
Pan Edward miał wtedy zaledwie kilka lat i nikt wówczas jeszcze nie przypuszczał, że on także prawie całe swoje zawodowe życie spędził za kółkiem. Po podstawówce naukę kontynuował w Technikum Górnictwa Naftowego w Krośnie, skończył technikum jako wiertnik i pod koniec lat 60. rozpoczął pracę w krośnieńskim Naftomontarzu. – Nie pociągało mnie siedzenie za biurkiem, byłem ciekawy świata, chciałem pracować z ludźmi i dla ludzi, no i poszedłem za kółko – opowiada.
Na początku lat 70. przeniósł się do krośnieńskiego PKS. W międzyczasie poznał swoją żonę, panią Teresę, dla której przeniósł się do Sanoka. – W Sanoku zatrudniłem się w Miejskiej Komunikacji Samochodowej, w której w sumie przepracowałem prawie 35 lat, w tym 24 na jednej linii – mówi z dumą i pokazuje na jednym z archiwalnych zdjęć „swój” ostatni autobus. – Byłem kierowcą „zerówki”, to był jedyny tak pomalowany egzemplarz, prototyp, jeździłem nim do emerytury. Później pojazd trafił do Izby Tradycji Komunikacji Miejskiej w Sosnowcu – opowiada i dodaje: – Mnie ta praca bardzo odpowiadała. Lubiłem ucinać sobie krótkie pogawędki z pasażerami na różne tematy. I oni chyba też mnie lubili. W okresie świątecznym podchodzili, składali mi życzenia, co było bardzo miłe. Praca dawała mi sporo satysfakcji – wspomina.
Do swojej modelarskiej pasji powrócił w 2002 roku po 28 latach przerwy. Jak wspomina pan Edward, to był trudny czas dla niego i jego żony. Po 30 latach pracy w Autosanie pani Teresa w wyniku grupowych zwolnień straciła pracę, zmarła jej mama. Dzieci się usamodzielniły i opuściły rodzinny dom. – Nagle zrobiło się pusto i cicho, zaczęliśmy popadać w przygnębienie – wspomina pan Edward.
Pewnego dnia, przeglądając stare papiery i fotografie, odnalazł zdjęcie, na którym cała jego rodzina stoi na tle SAN-a H-01, jakim jeździł jego tata. – Wpadłem na pomysł, by powrócić do mojej pasji, jaką było modelarstwo, tym bardziej że zostaliśmy tylko z żoną w domu i czymś musiałem zająć sobie całe dni – ożywia się pan Edward.
Zaczął od modeli, które znał z dzieciństwa, pierwszy był STAR N52, autobus, którym jako mały chłopiec jeździł z ojcem. – Pracowałem nad nim dziewięć miesięcy – pan Edward ściąga z półki model zielonego autobusu i podaje mi go go do ręki. Jestem zaskoczona precyzją wykonania. Otwierane drzwi, tablice rejestracyjne, lusterko, wycieraczki, kierunkowskazy, w środku wykładzina, fotele dla pasażerów, kabina kierowcy, a na dachu bagażnik z brezentem.
– To wierna kopia STARA N52 w skali 1:16. Wszystko wykonane z kartonu, napuszczane klejem, a później malowane
– opowiada mój rozmówca.
Ale cały proces jest zdecydowanie bardziej skomplikowany i pracochłonny, wymaga cierpliwości, niebywałej precyzji i odpowiednich wyliczeń. Zanim pan Edward przystąpi do pracy, dokładnie studiuje fotografie i rysunki odwzorowywanego modelu, analizuje jego dane techniczne. Później dokonuje stosownych obliczeń tak, aby każdy pomniejszony element był wierną i proporcjonalną kopią oryginału. – Wszystko musi się zgadzać co do milimetra – wtrąca z uśmiechem mój rozmówca.
Każdy element modelu projektuje i wykonuje sam. Karton to podstawowy materiał, z jakiego powstają jego miniatury. Wycięte elementy skleja butaprenem. Tak powstała konstrukcja pokrywana jest innym klejem – wikolem. – Dzięki temu karton zmienia swoje właściwości i zachowuje się jak plastik. Nie nabiera wilgoci i staje się sztywny – wyjaśnia nasz rozmówca. Tak zagruntowany model nadaje się do malowania. Większe i prostsze elementy pokrywane są farbą za pomocą pędzla. Modele najnowszych autobusów pokrywane były sprayem. Szyby w oknach powstają z przezroczystej folii z teczek na dokumenty, osie kół z gwoździ.
Pan Edward podaje mi do ręki tekturowe krążki.
– Z tego powstają koła – wyjaśnia. – Trzeba skleić odpowiednią liczbę krążków, zaimpregnować, pomalować, i za pomocą odpowiednich nacięć wykonać bieżnik – opowiada. – To pracochłonny proces wymagający cierpliwości i niebywałej precyzji. Żmudna praca, ale dająca wiele satysfakcji – dodaje.
Do powiększenia kolekcji zainspirowała go żona Teresa. – Kiedy skończyłem prace nad STAR-em, żona powiedziała: „Ma być taka sierotka? Zrób kolejny autobus do pary – i tak się zaczęło – wspomina pan Edward. Z czasem w budowanie modeli włączyła się także pani Teresa. Przygotowuje zasłony i obicia do foteli, wspiera też męża dobrym słowem i motywuje do pracy.
Dzisiaj kolekcja liczy już 26 modeli autobusów produkowanych tylko i wyłącznie w Sanoku. – To nie tylko kawał mojego życia, ale też kawał historii Autosanu oraz miejskiej komunikacji samochodowej – mówi rozglądając się po pokoju pełnym modeli autobusów. Wśród nich znajdują się zarówno pojazdy, które weszły do masowej produkcji, jak i prototypy, które niejednokrotnie miał okazję testować.
– Ma pan w planie budowę kolejnych modeli? – dopytuję.
– Teraz już tak. Na jakiś czas ze względów zdrowotnych musiałem zrezygnować z modelarstwa, ale aktualnie na szczęście zdrowie dopisuje, zatem można powoli myśleć o kolejnym autobusie – uśmiecha się pan Edward.
Kolekcja kartonowych autobusów rozsławiła pana Edwarda najpierw w Sanoku, a z czasem także w Polsce. Jego modele były prezentowane m.in. na wystawach w: Krakowie, Poznaniu, Kielcach i Sanoku. Wyjątkowy zbiór można zobaczyć także w Internecie na stronie „Kartonowa Historia”.
Martyna Sokołowska



3 Responses to "Kartonowa historia pana Edwarda"