
PODKARPACIE. W niedzielę, w wieku 94 lat zmarł Juliusz Wasik. Miejscowi nazywali go Królem Bieszczadów, Królem Włóczęgów, albo Julkiem spod Dębu. Był prawdziwą legendą. Pustelnik, przez lata mieszkający na Półwyspie Horodek nad Zalewem Solińskim, większość życia spędził w Olsztynie. Pracował jako robotnik budowlany, potem instruktor BHP. Przez jakiś czas pełnił funkcję prezesa spółdzielni. Ukończył studia humanistyczne. Był płetwonurkiem. Znał esperanto.
Po raz pierwszy do Horodka przyjechał w 1975 r. Wiele lat później zrezygnował z wygodnego życia. Aby być blisko natury, rozpoczął budowę swojej słynnej chaty. Stanęła, w ukochanym przez niego miejscu na świecie, obok ogromnego dębu. Jak mówił, powstała „z tego co woda przyniosła.” Nie potrzebował prądu, bieżącej wody, ani towarzystwa. Samotnie, nad brzegiem Soliny mieszkał od 1991 r. Początkowo przez cały rok. Od kilku lat, przebywał tam już tylko latem.
Turyści chętnie do niego przyjeżdżali, by posłuchać jego mądrości i zwiedzić własnoręcznie zbudowaną „posiadłość.” Niestety, już nie usłyszą jego opowieści.
„Dzisiaj, 16 stycznia 2022 roku, zmarł mój Ojciec, Juliusz Wasik. Król Bieszczad, Włóczęgów, Żebraków. Człowiek o sercu złotym, niezwykłym poczuciu humoru, zawsze zaangażowany w dobro świata” – poinformowała na Facebook’u jego córka – Hanna Brakoniecka.
„(…) z uśmiechem wspominamy każde spotkanie, każde nasze odwiedziny, oraz każde miłe słowo i uśmiech, jakim obdarzał nas przy naszych wizytach w jego progach. Królu Juliuszu, będziemy Cię wspominać i tęsknić. Wierzymy, że masz na górze dużo miejsca na niebiańską włóczęgę” – napisała z kolei Brać Ratownicza Bieszczadzkiego WOPR.
wk



One Response to "Odszedł Król Bieszczadów"