No to się porobiło… Młodzież w takich sytuacjach mówi „zonk” – czyli w wolnym przekładzie „tak pięknie było, ale się rozwaliło”… O co chodzi? Ano o to, co się ujawniło – dla niektórych pewnie niestety – w uznawanej za ostoję moralności i wielki w tej materii autorytet, czyli w Ordo Iuris. Ta organizacja mieniąca się „niezależnym, prawniczym think-tankiem” mającym być – znów według samych jej członków „jednym z kluczowych ośrodków obrony kultury prawnej osadzonej w tożsamości cywilizacji europejskiej, wzniesionej na filarach greckiej filozofii, rzymskiego prawa i etyki chrześcijańskiej” uległa, rzec można, sporej destrukcji. A przecież stać ona miała na straży prawa naturalnego, które teraz jest – zdaniem członków Ordo Iuris – wypaczane. A niby jak wypaczane? Ano przez takie rzeczy na przykład, jak prawo do aborcji, gdy płód ma wady letalne, ciąża jest wynikiem przestępstwa albo zagraża życiu lub zdrowiu kobiety. Ordo Iuris stoi też na straży, by nie promować i nie przyjmować takich herezji, jak równe prawa i obowiązki kobiet i mężczyzn oraz nie wierzyć w takie głupoty, jak możliwość przemocy w rodzinie, a już szczególnie nie bawić się w jakieś pomysły polegające na jej zwalczaniu. Żadnego też informowania młodzieży, a w sumie też w ogóle społeczeństwa o tym, że ludzie LGBT są i mają prawo do bycia szczęśliwymi! Nie wspominając już o dyskusji o tym, że chcieliby móc legalizować swe związki w świetle – oczywiście świeckiego – prawa. Normalny, legalny związek – wg Ordo Iuris – to sakramentalny związek mężczyzny i kobiety – z natury swej nierozerwalny, dopóki śmierć ich nie rozdzieli. No ewentualnie dopóki nie uzyskają stwierdzenia nieważności małżeństwa orzeczonego przez sąd biskupi. Niektórzy mają nawet po kilka takich stwierdzeń, na przykład bliska krewna prezesa Kaczyńskiego, co i rusz „nieważnie” za mąż wychodzi, a niektórzy obywają się – na razie – jednym, jak na przykład prezes TVP. Takie stwierdzenie jednak to już sprawa Kościoła i Boga, a nie maluczkich, co to by chcieli się móc rozwodzić! Dlatego Ordo Iuris chciałoby, by zakazano rozwodów w Polsce. Faktem jest, że większość Polaków słuchając czy czytając o pomysłach członków Ordo Iuris, stuka się w czoło, ale są i tacy, którzy te pomysły popierają. Wiadomo, że w takiej prawej i sprawiedliwej oraz opierającej się na chrześcijańskich wartościach organizacji, jak Ordo Iuris wszyscy żyją w idealnej zgodzie, szanują się i kochają. Jednak na tym krysztale bez skazy pojawiła się jesienią tamtego roku rysa. Otóż okazało się, że ówczesnego wiceszefa organizacji nie brano już pod uwagę przy wyborze nowego zarządu, a wkrótce opuścił on szeregi Ordo Iuris. I to nie sam, bo jedna strona mówiła o kilku, ale druga o aż kilkunastu członkach tej organizacji. Powodem miała być różnica zdań – jak enigmatycznie wyjaśniano. Niedawno okazało się jednak, że nie o różnicę zdań poszło. Tak konkretnie to wspomniany wiceszef OI miał mieć romans z jedną z dyrektorek fundacji. Ta, najpewniej zapaławszy do kochanka uczuciem, chciała z nim być. Był jednak pewien problem, bo miała już męża. Postanowiła się więc z nim rozwieść… Że OI to organizacja otwarcie deklarująca, iż rozwodów należy zakazać, a małżonkowie mają sobie być wierni? No tak, ale to dla tzw. ludu są zasady, a nie dla wyższej sfery moralnej w postaci członków OI – zrozumiałe chyba. Mąż niewiernej dyrektor wtargnął był do siedziby OI i rzucił się na kochanka swej żony, aż pracownicy fundacji musieli ich rozdzielać – tak doniósł Salon24 poinformowany o tym przez świadka tych dramatycznych wydarzeń. Ofiar w ludziach na szczęście nie było, za to – jak to się mówi – beka z tego przednia. Co znaczy „beka”? Ano, że pośmiać jest się z czego. No i tu – jak się spodziewamy – wkroczą fałszywi, bo fałszywi, ale „obrońcy” zasad dobrego wychowania i skomentują, że „magiel” i „niech każdy pilnuje swego łóżka i swoich spraw”. Ano to prawda, że kołtuństwem jest komentować intymne sprawy innych, w tym te małżeńskie czy związane z preferencjami seksualnymi. Tyle że nie tylko komentowaniem, ale próbami grzebania w tych sprawach zajmuje się właśnie OI! To jego członkowie chcieliby ludziom dyktować jak i z kim mają żyć, z kim spać itd… Twierdzą, że oni nie tylko wiedzą lepiej, ale i czynią lepiej! No teraz właśnie widzimy jak „czynią”- dokładnie odwrotnie niż tak, jak głoszą. To się nazywa „polec od własnego miecza”. Teraz już naprawdę nikt używający rozumu nie uwierzy w żadne słowo tych ludzi. I słusznie, bo hipokrytom się nie wierzy z zasady.
Redaktor Monika Kamińska



17 Responses to "Himalaje hipokryzji w Ordo luris. Potępiali rozwody no i… się rozwodzą"