Suplementów nie połykamy, my je pożeramy. Ze szkodą dla zdrowia

W 2015 r. Narodowy Instytut Leków i NIK podały, że Polacy wydali w ciągu 12 miesięcy aż 3,5 mld zł na suplementy diety i kupili prawie 190 mln opakowań pseudoleków. Najwięcej w całej Unii Europejskiej. I lekarze i farmaceuci bili wtedy na alarm, że to okropnie dużo, że niepotrzebnie, że może więcej szkodzić nic pomóc. Bo przecież suplementy do nic innego jak „żywność w tabletkach” i spokojnie, przy zbilansowanej diecie możemy się bez nich obejść, no chyba, że ktoś jest po po chorobie, potrzebuje dodatkowej suplementacji takiego czy innego minerału bądź witaminy, ale to dopiero po zrobieniu odpowiednich badań i zaleceniu lekarskim. Czy coś się od tej pory zmieniło? Absolutnie nic. I choć co jakiś czas jak bumerang wraca ten temat, to okazuje się, że w czasie pandemii sprzedaż suplementów jeszcze drastycznie wzrosła. W dodatku preparaty są wprowadzane na rynek coraz szybciej, w ciągu ostatnich czterech lat aż 63 tys.. Czas trwania kontroli bezpieczeństwa stosowania suplementów jeszcze się wydłużył nawet do 14 lat!. Urzędnicy sprawdzili mniej więcej co dziesiąty z nich, pod kątem tego, czy nie znajdują się w nich niedozwolone substancje i czy aby na pewno preparat jest bezpieczny. A póki co my je wciąż łykamy. Gdy NIK ogłosiła tegoroczne wyniki kontroli, to sama „złapała się za głowę”, bo wiele suplementów okazało się szkodliwych dla zdrowia. Po co kupujemy suplementy? Bo według ich producentów po prostu nie możemy się bez nich obejść. Sugerują wręcz, że tylko dzięki nim zachowamy nie tylko zdrowie, ale i młodość. A to proste oszustwo. Dlaczego im wierzymy? Ponieważ jesteśmy podatni na sugestię, a producenci potrafią nami świetnie manipulować. Dzień babci czy dziadka? To jak nie kupić preparatu wspomagającego serce czy działającego zbawiennie na umysł? W dodatku gdy namawiającym jest osoba w białym kitlu, ze stetoskopem na szyi i tak sympatycznie się uśmiecha? Co prawda w reklamach nie występują już lekarze, bo kilka lat temu Naczelna Rada Lekarska uznała to za mocno nieetyczne i zaczęła „wyłapywać” lekarzy w reklamach. Ukarała nawet wtedy ponad 20 lekarzy, których mogliśmy oglądać w telewizyjnych i słuchać w radiowych reklamach, jak zachwalają suplementy, nakłaniając widzów i słuchaczy do ich kupna. NIL domagał się wtedy też od Ministerstwa Zdrowia wprowadzenia oficjalnego zakazu emitowania spotów, w których lekarzy i farmaceutów udają aktorzy i zachęcają nas do kupowania pseudoleków. To jednak na wiele się nie zdało. Jak nie wiadomo o co chodzi to chodzi o pieniądze. Krociowe, spływające właśnie z reklam. Co prawda mniej się ostatnio słyszy przynajmniej o lekko naciągniętych „schorzeniach” jak kaszel palacza czy zespół niespokojnych nóg. Za to częściej o nieodzownych w leczeniu antyoksydantach, walce z wolnymi rodnikach czy nanocząsteczkach, bo to „na topie”. I brzmi naukowo. Ostatnio jest bardzo wiele suplementów, które reklamowane są jako preparaty poprawiające wzrok także u dzieci. Reklamy żerują tu na miłości i poczuciu winy rodziców (dzieci za długo siedzą w necie) dając im jasny przekaz: „Przecież wzrok twojego dziecka nie ma ceny, więc warto, żebyś kupił ten preparat, jeśli kochasz swoją córkę czy syna”. Czy kochający rodzic, albo według obowiązującej nomenklatury ministra Czarnka – mama lub tata, może się oprzeć? Tym bardziej, że w większości suplementów rzeczywiście jako czynnik bazowy występują roślinne ekstrakty, nomen omen, o działaniu leczniczym. Reklamy nie mówią jednak z jakimi są dodatkami, ani czy coś w nich jest oprócz dodatków. Milczą też o tym, że substancje w suplementach i w zażywanych np. lekach mogą wchodzić ze sobą w interakcje (ten problem szczególnie często dotyczy seniorów). I koło się zamyka. Tym bardziej, że ta żywność w tabletkach nie jest do kupienia (chociaż też), w zwykłych sklepach, tylko w aptekach, do których większość z nas ma przecież zaufanie. Co gorsza, jest jej czasem na półkach więcej niż leków. I nikt nie ponosi za to konsekwencji. Oczywiście oprócz naiwnego konsumenta.

Redaktor Anna Moraniec

2 Responses to "Suplementów nie połykamy, my je pożeramy. Ze szkodą dla zdrowia"

Leave a Reply

Your email address will not be published.