
Sąsiad przyszedł ze skargą, że mu rzygam na parapet, więc kazałem chłopu spadać. Przychodził jeszcze parę razy, bo u mnie było krucho z dyscypliną zwrotów, aż w końcu wpadł wkurzony i zaproponował, że za 50 zł zainstaluje taką rurę, żebym sobie mógł rzygać omijając jego parapet. Za moje pięć dych? Rozumiecie? Cwaniak. I jeszcze sądem mi groził. Odesłałem drania.
Minęła chwila i sąd mnie trzasnął na – oj tam – 10 tys. Nawet żona się darła, że z konta będzie znikać, ale się nie będę przecież uginał przed gnojem. I się nie ugiąłem. Aż przyszło pismo ze spółdzielni, że koszt wymiany sąsiada okien, parapetów i malowanie elewacji to 50 tys., więc albo płacę albo nas eksmitują.
To usiadłem do stołu z tym bucem sąsiadem i francowatą spółdzielnią, no i wyobraźcie sobie, że cwaniaki wymiękli. Skończyło się na 45 tys., a sądowego nie zapłaciłem i niech mi skoczą.
Jak powiedziałem żonie, że jesteśmy o 15 tysi do przodu, to mam codziennie jajecznicę do łóżka. I nie tylko J
Tak się robi biznesy, a na dodatek dzieci za mną na osiedlu wołają – nieustraszony. I to jest moc na dzielni.
Uczcie się, cieniasy.
Redaktor naczelny Super Nowości, Jakub Karyś



28 Responses to "Nie będzie sąsiad pluł nam w twarz"