
– Z chorobą córeczki borykamy się od stycznia ubiegłego roku. Z Ropczyc do szpitala w Rzeszowie mamy 38 km, więc w razie potrzeby, zaostrzenia choroby czy kryzysu możemy dotrzeć tam niemal natychmiast. Do Krakowa mamy 120 km. Mogłoby się więc zdarzyć, że nie zdążymy w porę. Nie wiem co byłoby, gdyby ten oddział zlikwidowano i nawet nie chcę o tym myśleć – mówi Paulina Paśko, mama 3-letniej Oliwki. Takich rodziców, jak pani Paulina, zaniepokojonych dalszym losem jedynej w regionie Kliniki Onkohematologii Dziecięcej w Klinicznym Szpitalu Wojewódzkim nr 2 jest więcej. Co na to dyrekcja szpitala?
Pod petycją w obronie kliniki podpisało się blisko 2500 osób. Co było przyczyną? Braki pielęgniarek na oddziale, dramatyczne jak mówią rodzice braki. – Któregoś dnia o godz. 16 była na dyżurze tylko jedna. Proszę sobie wyobrazić – 10 dzieci ciężko chorych, u których w każdej chwili może dojść do zagrożenia życia, gdzie podaje się bardzo inwazyjne leki i tylko jedna pielęgniarka? Kiedy trzeba było przetoczyć płytki, to musiał pomóc jej lekarz, bo przecież sama nie mogła dać rady – relacjonuje pani Paulina.
W petycji czytamy: „Zespół wspaniałych lekarzy i pielęgniarek stworzył bezcenne miejsce dla naszych dzieci, które czasem musi być ich drugim domem przez długie miesiące. Dlaczego chcecie nam to odebrać?” Autorzy apelu nie tylko sprzeciwiają się likwidacji kliniki. Podkreślają, że „personel oddziału wymaga wsparcia finansowego za nadgodziny lub uzupełnienia o kolejne wykwalifikowane osoby w tej dziedzinie. Tutaj nie ma miejsca na błędy i przemęczenie”. Z tym ostatnim zgadza się związek zawodowy pielęgniarek i położnych w szpitalu, którego przewodnicząca Sylwia Rękas mówi: – Klinika onkohematologii to trudny odział, jest dużo przetoczeń krwi, podaje się cytostatyki, na które dzieci mogą bardzo różnie reagować. Tam powinno być więcej personelu medycznego, a jest „minimum z minimum”. Dodaje też, że zwróci się z pismem do dyrekcji w tej sprawie.
Dyrekcja stanowczo zaprzecza
Zamknięcie kliniki absolutnie nie wchodzi w grę, wprost przeciwnie, jej działalność będzie kontynuowana w mającym wkrótce powstać Podkarpackim Centrum Zdrowia Dziecka przy szpitalu – zapewnia Barbara Rogowska, dyrektor KSW nr 2. Dziwi się także, skąd w ogóle wzięły się takie informacje. Podkreśla, że i personelowi i przede wszystkim rodzicom i tak ciężko dotkniętym już samą chorobą dziecka, należy się spokój, a nie eskalowanie i epatowanie takich niepokojących sygnałów. Przyznaje, że w czasach pandemii koronawirusa, szczególnie bardzo zakaźnego omikronu, choroba nie omija także personelu. Tak było w ubiegłym tygodniu w klinice onkohematologii, gdzie na chorobowym były cztery panie. W dodatku klinika onkohematologii to młody 7-letni oddział i równie młody personel, przeważnie żeński, więc są też dłuższe zwolnienia np. ciążowe. Zapewnia jednak, że w takich sytuacjach personel kliniki jest uzupełniany pielęgniarkami z innych oddziałów pediatrycznych. Oprócz tego szpital zatrudnił też trzy kolejne pielęgniarki, które wdrażają się do pracy i przechodzą okres adaptacji.
Anna Moraniec



5 Responses to "Rodzice dzieci chorych na raka zaniepokojeni losem kliniki"