Kilkuletni samobójca

Zdjęcie ilustracyjne

Czy możesz wyobrazić sobie 6-letnie dziecko na oddziale psychiatrycznym, które trafiło tu, bo… nie chciało już żyć. Nie?! A 7-letnie albo 8-letnie już tak? Raz w tygodniu w podkarpackim szpitalu ląduje nieletni pacjent po próbie samobójczej, głównie są to dziewczynki. Tylko w ubiegłym roku 54 z tych, którzy mieli całe życie przed sobą, postanowiło się z nim ostatecznie pożegnać. Dla 9 było już za późno na ratunek. Dlaczego dzieci chcą umrzeć?

To może być zakaz wyjścia do koleżanki, gorsza ocena w szkole, szlaban na komputer, czasem przyczyna jest poważniejsza – konflikt z kolegami, kłótnia z rodzicami, albo zawiedziona miłość. Najstraszniejsze jest to, że decyzję o samobójstwie dziecko podejmuje pod wpływem impulsu, natychmiast. Wynika to stąd, że prawdopodobnie nie zdaje sobie sprawy z faktu, że śmierć jest nieodwracalna. Nie rozumie, co to znaczy umrzeć. Sądzi, że to stan, z którego można się… obudzić. – Najmłodszy pacjent miał 6 lat, ale spora część naszych pacjentów to 8- 11-latki. Tylko w styczniu tego roku przez oddział przewinęło się aż 75 młodocianych pacjentów, w bardzo różnym stanie psychicznym, często z samookaleczeniami – zauważa Małgorzata Pruchnik-Surówka, kierownik oddziału psychiatrii dzieci i młodzieży w Centrum Medycznym w Łańcucie, gdzie leczy się kilkulatków i nastolatków po próbach samobójczych. – Zanim trafią do nas, większość przechodzi odtrucie na oddziałach intensywnej terapii, po zażyciu bardzo dużej ilości leków. Ostatnio mieliśmy pacjentkę, która była już kwalifikowana do przeszczepu wątroby po bardzo poważnej próbie samobójczej – mówi Małgorzata Pruchnik-Surówka.

Jedyny oddział zapełniony po brzegi

Na Podkarpaciu jest tylko jeden oddział psychiatryczny dla dzieci. Właśnie w Łańcucie. Ma 24 łóżka, a w ciągu roku przyjął 452 pacjentów, o 170 więcej niż rok wcześniej. 90 z nich było po próbach samobójczych. Tymczasem Łańcut nie ma możliwości, by zwiększyć liczbę łóżek. – Oddział mieści się w odrębnym budynku, nie mamy gdzie wstawić dodatkowych łóżek. Nie pozwala nam na to także liczba personelu. Mamy tylko jednego lekarza psychiatrę dziecięcego i trzech w trakcie specjalizacji. Lekarzy po prostu nie ma. Na Podkarpaciu jest dziewięciu. Każdego znamy z imienia i nazwiska, z każdym współpracowaliśmy. Nie ma nikogo więcej – mówi Łukasz Wais, prezes centrum.
Pacjenci leżą więc na dostawionych łóżkach w salach i na korytarzach. Kiedy łóżko się już nie mieści, a kogoś pilnie trzeba przyjąć, pracownicy rozkładają materac na podłodze. Na czteroosobowej sali stoi sześć łóżek, siódmy jest materac. W dwuosobowej są cztery łóżka. Na salę chorych zaadaptowana została izolatka. Jeszcze tylko świetlica nie jest salą chorych, i to tylko dlatego, że równocześnie jest jadalnią. – Jesteśmy jak tykająca przy uchu bomba zegarowa. Lekarze żyją w ciągłym stresie, że prędzej czy później któryś pacjent popełni samobójstwo na oddziale, bo to fizycznie niemożliwe, żeby wszystkimi odpowiednio się zaopiekować i wyeliminować takie niebezpieczeństwo – zaznacza prezes Wais. Dlatego podjął decyzję o wstrzymaniu przyjęć na przepełniony po brzegi oddział. Dzieci potrzebujące pomocy są odsyłane poza województwo, do Lublina lub Krakowa, gdzie są po dwa oddziały też z reguły przepełnione.
Jak podkreśla prezes zarówno on, jak i kierownik kliniki oraz starosta łańcucki Adam Krzysztoń zaapelowali do wojewody, Ministerstwa Zdrowia i Narodowego Funduszu Zdrowia o otwarcie nowego oddziału psychiatrii dzieci i młodzieży oraz stworzenia dla nich pododdziału na oddziale psychiatrii dorosłych. Są też plany stworzenia nowego oddziału psychiatrii dziecięcej w Klinicznym Szpitalu Wojewódzkim nr 2 w Rzeszowie. Miałby on powstać w miejscu obecnej kliniki pediatrii, ale dopiero wówczas, gdy pediatria przeniesie się do Podkarpackiego Centrum Zdrowia Dziecka, którego oddanie planowane jest dopiero w 2026 roku. Po warunkiem też, że uda się zatrudnić więcej psychiatrów.

Wszystkiemu winna pandemia

Zły stan psychiczny dzieci to efekt izolacji młodzieży od naturalnego środowiska rówieśniczego. Często nasi pacjenci mówią, że u nas jest fajnie i wolą zostać na oddziale niż wracać do domu. Czy to nie dramatyczne? Wygląda na to, że rodzice już sobie nie radzą, bo opieka nad nastolatkiem spadła całkowicie na nich. Wcześniej rozkładała się na szkołę, na pedagogów i psychologów. Teraz zostało to bardzo ograniczone – tłumaczy Małgorzata Pruchnik-Surówka.
Całe życie nastolatków przeniosło się więc do sieci. – A tam dzieją się różne rzeczy, także bardzo negatywne. Młodzi ludzie przestają żyć w prawdziwym świecie. A rodzice nie są w stanie limitować im internetu, egzekwować tego, bo dzieci nie mają żadnych innych aktywności na zewnątrz. Dla rodziców to też wygodniejsze niż zorganizowanie im czasu. Więc siedzą – mówi Małgorzata Pruchnik-Surówka.
Jak rodzic może uchronić dziecko przed targnięciem się na swoje życie? Czego nie bagatelizować? – Przede wszystkim być z nim, a nie obok niego, słuchać go i rozmawiać. Nie bagatelizować zgłaszanych problemów, które nam mogą wydawać się mało ważne czy błahe. Gdy nastolatek mówi, że jest mu źle, że nie ma na nic chęci, a rodzice to zbagatelizują, dochodzi do samookaleczeń czy prób samobójczych. To takie wołanie o pomoc i uwagę – mówi psychiatra.
Ważne jest też nie tyle kontrolowanie dzieci, ale obserwacja, jakie strony otwiera w internecie, z kim rozmawia w mediach społecznościowych, jak długo i do kogo wydzwania z komórki. Czasem dziecko zostawia nawet na widocznym miejscu pamiętnik, chcąc, aby rodzice przeczytali, co je nurtuje, bo nie ma odwagi powiedzieć wprost. Bardzo poważnym symptomem jest właśnie samookaleczanie się. Czasem to forma obniżania napięcia, głównie wśród dziewcząt, czasem wołania o pomoc albo karanie się. Nawet 60 proc. osób samouszkadzających się ma za sobą próbę samobójczą. Alarmować powinny myśli samobójcze i mówienie o samobójstwie. Ogromnie szkodliwy jest mit, że kto o tym mówi, ten tego nie zrobi. Bardzo często właśnie robi. Trzeba też uważać na komunikaty wyrażane nie wprost, np.: po co mam jeść? I sygnały niewerbalne: zmianę stylu ubierania się, słuchanej muzyki, izolowanie się, rysowanie obrazów na których pojawiają się tematy śmierci bądź przemijania.

Anna Moraniec

8 Responses to "Kilkuletni samobójca"

Leave a Reply

Your email address will not be published.