Dla nikogo kto śledzi sytuację w naszym kraju nie jest tajemnicą, że aktualna nasza władza – jak to się mówi – propagandą stoi. Starsi nasi rodacy i ci w średnim wieku – po prostu ci, którzy pamiętają czasy PRL-u – mają w związku z tym nierzadko uczucie przerażającego deja vu – co z francuska znaczy dosłownie „już widziane”. Bo myśmy to już za PRL-u widzieli i słyszeli – codziennie w rządowych mediach serwowano nam opowieści o tym, jak jest wspaniale i że „PZPR przewodnią siłą narodu” – a że wszystkie media wtedy były rządowe, albo kontrolowane przez państwo i podlegające cenzurze, to czego innego człek się z nich nie dowiedział. Ten przekaz był dodatkowo wzmacniany rozmaitymi plakatami i akcjami „społecznymi”. Czasem – co przyznać trzeba – wspomniano coś o tzw. przejściowych trudnościach przejawiających się w braku w sklepach podstawowych artykułów spożywczych, a także nie tylko spożywczych, ale za to także niezbędnych, jak np. papier toaletowy. Trudności te „przejściowo” wciąż trwające były spowodowane – jak nas przekonywano – przez niechętne krajom demokracji ludowej państwa imperialistyczne oraz miejscowi reakcjoniści, sabotażyści i wywrotowcy, jak wówczas nazywano „pieszczotliwie” opozycję, albo zwyczajnie takich ludzi, którzy nie dali sobie wmówić głupot i krytykowali władzę. Teraz mamy wypisz wymaluj to samo! Rządowe i prorządowe media od rana do nocy „pieją” o wspaniałości władzy. A jeśli coś jest źle? A to wina opozycji z Tuskiem na czele i UE. Ostatnio jednak ceny energii tak poszły do góry, że sam przekaz propagandowy w rządowych mediach nie wystarcza i rządzący postanowili „wyjść na ulicę” z ordynarną propagandą na bilbordach głoszących, że za 60 proc. podwyżek cen energii odpowiada UE i jej polityka klimatyczna. Bilbordy doprawdy projektował jakiś „geniusz” – niektórzy mówią, że to pomysł Jacka Sasina, ministra aktywów państwowych, któremu jak wiadomo wszystko „wychodzi” od organizowania wycieczek do Smoleńska po organizowanie wyborów kopertowych. „Wychodzi” mu tragicznie i horrendalnie drogo, ale co z tego…Na bilbordzie jest żarówka z niebieską „bańką” z napisem „60 proc.” w środku otoczoną unijnymi gwiazdkami. Ale dla mniej domyślnych – minister Sasin najpewniej sądzi według siebie – jest jeszcze napis głoszący, że „oplata klimatyczna UE to aż 60 proc. kosztów produkcji energii”. Nic to, że tak naprawdę dla indywidualnego odbiorcy wspomniana polityka klimatyczna to nie 60 proc. kosztów energii, a… zaledwie 20! Za pozostałe- które ostatnio drastycznie wzrosły – odpowiada nie kto inny, jak polski rząd tzw. Zjednoczonej Prawicy! Odpowiada także w zakresie uporczywego niestosowania się do unijnych norm w zakresie emisji gazów cieplarnianych. Wbrew temu, co władza chce wmówić maluczkim – w przypadku niektórych nawet się to udaje – nikt Polski nie zmuszał do zmniejszenia tej emisji z dnia na dzień. Dostaliśmy na to od UE i czas i – co niebagatelne – pieniądze, ale rząd zamiast czas i pieniądze mądrze wykorzystać, zajmował się i zajmuje propagandą i rozdawnictwem. Wróćmy jednak do kłamliwych bilbordów… Otóż oficjalnie organizatorem plakatowej akcji – nazwijmy ją po imieniu – manipulacyjno-antyunijnej jest Towarzystwo Gospodarcze Polskie Elektrownie, organizacja, która zrzesza 12 spółek zajmujących się produkcją energii elektrycznej. Poza tymi, które są w rękach państwa, także prywatne. Dziennikarze Wirtualnej Polski zapragnęli dowiedzieć się szczegółów tej akcji i zasięgnąć informacji o jej kosztach. No i cóż się okazało? Ano to, że: – Część członków nie miała pojęcia, że bierze udział w jakiejś kampanii, inni zdecydowanie odcięli się od inicjatywy TGPE. Samo towarzystwo po kilku ponagleniach przysłało komunikat, z którego wynika, że inicjatorami kampanii są spółki wytwórcze będące członkami wspierającymi TGPE: PGE GiEK, Enea Połaniec, Enea Wytwarzanie, Tauron Wytwarzanie, PGNiG Termika. A kosztów nie możemy poznać, bo to tajemnica przedsiębiorstwa – dowiadujemy się z serwisu WP. Nieźle, ale to jeszcze nic. Reporterzy WP nie dali się zbyć i dalej drążyli kto za to zapłacił i ile to kosztowało. No i ustalili, że tak około 12 mol złotych, a do pokrycia tych kosztów zmuszono spółki kontrolowane przez Skarb Państwa. Aby trudniej było połapać się kto, co i za ile, posługiwano się przelewami ze spółek „córek” itd. Tak czy siak – za pomysł ministra Sasina zapłacono i jest „pięknie” – znów udało się oszukać część Polaków. To wszak główny cel tej władzy…
Redaktor Monika Kamińska



23 Responses to "Kłamliwa antyunijna kampania Sasina za 12 „melonów”"