Obowiązek szczepień medyków to kolejne martwe prawo

Na początku Narodowego Programu Szczepień mówiono wszem wobec, że zaszczepiło się blisko 100 proc. medyków. Teraz okazuje się, że spora grupa, może 10, a może 20 proc., nikt tego naprawdę nie wie, nie chce i ani myśli się zaszczepić. Co z tego, że resort zdecydował, iż medycy mają obowiązek szczepień, nie tylko dla bezpieczeństwa swego, ale i pacjenta, skoro mówiąc A, nie powiedział B. Skończył bowiem na wydaniu rozporządzenia, które notabene nie ma mocy ustawy, a tylko ona, a nie rozporządzenie, ma umocowanie w prawie. I teraz co ma zrobić dyrektor placówki gdzie przykładowo nie zaszczepiło się „tylko 10 proc. pielęgniarek”, których i tak jest jak na lekarstwo, a dyżury trzeba sztukować jak tylko się da, nie patrząc nawet na to, że te, które są w grafiku, nieraz „padają na twarz”? Albo dyrektor, u którego odsunięcie od obowiązków jedynego, ale niezaszczepionego lekarza danej specjalizacji, może położyć na łopatki (dosłownie) pracę całego oddziału? Dobrze mówić ministrowi o przesunięciu niezaszczepionych na inne stanowisko, tak można zrobić oczywiście z każdym urzędnikiem, bo on się i tak szybko odnajdzie. Równie dobrze może pracować w NFZ, MZ, czy ZUS. I na nic mowa, że osoba pracująca w służbie zdrowia powinna być odpowiedzialna, bo wierzę, że jest. I może właśnie tutaj jest „pies pogrzebany”, jak mówi stare powiedzenie. I czy teraz, przy „gasnącej pandemii”, jest to takie ważne? Czy chodzi o jeszcze większe rozwalenie i tak ledwo dychającej służby zdrowia, przy wciąż rosnącym długu zdrowotnym Polaków, którego ogon będzie się ciągnął i kładł cieniem jeszcze długo? Wielu dyrektorów to doskonale rozumie. – Nie biorę w ogóle pod uwagę możliwości zwalniania niezaszczepionych pracowników, z bardzo prostego powodu – natychmiast sąsiedni szpital tych medyków przechwyci. Rąk do pracy brakuje i ja nie mogę pozwolić na to, aby było ich jeszcze mniej. Utrzymanie ciągłości pracy szpitala jest najważniejsze – podkreśla dr Jerzy Friediger, dyrektor Szpitala Specjalistycznego w Krakowie i członek Prezydium Naczelnej Rady Lekarskiej. Dodaje też, że nie ma narzędzi prawnych do kontrolowania tego faktu. I znowu wracamy do początku. Rozporządzenie jest, ale jego skutkiem może być jeszcze większy paraliż służby zdrowia. Czy nie o to czasem chodzi? O znalezienie kozła ofiarnego? Brakuje medyków? To nie wina rządu, tylko brak ich odpowiedzialności, który zmusił dyrektorów/rząd do odsunięcia ich od pracy. I koło się zamyka. Bo rząd już zrzucił winę z siebie. Ministerstwo Zdrowia przekazało, że to dyrektor danej placówki będzie podejmował decyzje dotyczące konsekwencji służbowych dla niezaszczepionego pracownika. Umył więc ręce jak Piłat. Wskazał przy tym „niezastosowanie się do określonych zakazów, nakazów i ograniczeń, wprowadzanych w czasie epidemii, sankcjonują regulacje zawarte w ustawie (…), z których wynikają kary pieniężne w wysokości od 5 tys. do 10 tys. zł za niezastosowanie się do obowiązku szczepienia. Kary wymierza, w drodze decyzji administracyjnej, państwowy powiatowy inspektor sanitarny i państwowy graniczny inspektor sanitarny”. Tu wskazał kolejnego kozła. – To nie rozwiązuje sprawy – ocenia dr Michał Sutkowski z Kolegium Lekarzy Rodzinnych. I wskazuje na jeszcze jedną kwestię. – Zdarzały się już takie sytuacje, w których ktoś wszedł bez maski do sklepu, próbowano mu nałożyć administracyjną karę, a on odwołał się do sądu i kary nie zapłacił. Więc teraz, jeśli lekarz odwoła się do sądu i wygra, to kto zajmie się odszkodowaniem? Minister, czy pracodawca? A jeśli pracodawca, to skąd ma wziąć na to pieniądze? – pyta dr Sutkowski dodając, że bez precyzyjnych interpretacji obowiązek szczepień medyków będzie martwym prawem. Jak duża część ostatnio wprowadzonych.

Redaktor Anna Moraniec

11 Responses to "Obowiązek szczepień medyków to kolejne martwe prawo"

Leave a Reply

Your email address will not be published.