
z użytku. Ceny paliw wynosiły od 5,80 do 5,99 zł,
a na niektórych stacjach w ogóle zabrakło paliowa. Fot. Archiwum
Chwilowe braki paliwa na stacjach, problemy z wypłatą pieniędzy czy olbrzymie kolejki do banków – takie obrazki obserwowaliśmy w trakcie minionego weekendu w Polsce. Największe szaleństwo, które było pokłosiem napaści Rosji na Ukrainę, dotyczyło benzyny, którą w piątek wielu kierowców nalewało nawet do kanistrów. Polacy pytają: benzyny, gotówki, żywności czy gazu zabraknie? Rząd uspokaja: nie ma się czego obawiać.
Już w czwartek wieczorem w wielu regionach Polski, w tym w dużej mierze na Podkarpaciu, kierowcy szturmem ruszyli na stacje benzynowe. Każdy chciał uzupełnić bak do pełna w związku z informacjami o tym, że paliwa może zabraknąć. Wiele osób podjeżdżało pod dystrybutory dużymi samochodami, gdzie tankowano paliwo także do olbrzymich kanistrów, beczek czy… zbiorników na wodę. Efekt był taki, że w wielu punktach, nie tylko stacji Orlen, kolejki samochodów wynosiły nawet po kilkadziesiąt metrów, a Pb95 czy ON chwilo brakowało. Takie sytuacje miały miejsce m.in. w: Rzeszowie, Krośnie, Przemyślu czy Sanoku. W Sanoku, aby zatankować samochód, w czwartek często trzeba było czekać w kolejce… grubo ponad godzinę. – Borykamy się z problemem dostaw paliwa i oleju napędowego, czekamy na dostawy, ale gdyby ktoś był zainteresowany i posiadał dostęp do oleju napędowego i chciałby ofiarować nam na potrzeby akcji związanej z pomocą osobom uciekającym z Ukrainy, prosimy o kontakt
– apelował Bartosz Romowicz, burmistrz gminy Ustrzyki Dolne.
W piątek stacje Orlenu zabroniły tankowania paliwa do kanistrów i wprowadziły limit do 50 litrów. Zauważalnie wzrosła także cena paliwa, które w trakcie weekendu kosztowało już od 5,80 do 5,99 zł. Niektóre punkty chcąc wykorzystać zamieszanie, sztucznie podbijały ceny o nawet kilka złotych w górę, co jednak szybko spotkało się z konsekwencjami. W Internecie krążyły ponadto informacje o tym, że paliwa może zabraknąć, a ceny będą cały czas rosły. To także nakręcało panikę.
Tak wyglądała sytuacja z pozycji zwykłego obywatela, natomiast jaka jest prawda? – W związku ze wzrostem sprzedaży na naszych stacjach informujemy, że dostawy paliw są w pełni zabezpieczone i wszyscy nasi klienci będą obsłużeni. Dotyczy to rynku hurtowego i detalicznego – informował w piątek Daniel Obajtek, prezes PKN Orlen. O tym, że paliwa nie zabraknie mówił także Super Nowościom Grzegorz Maziak, ekspert rynku paliw E-petrol. – Jest duża dostępność do paliwa, mamy spore zapasy w magazynach i nie ma się czego obawiać. Chwilowe braki wynikają z logistyki i ze zmasowanego zapotrzebowania na paliwo w danym momencie – uspokajał Maziak. Jeżeli chodzi o zawyżanie stawek to Orlen poinformował, że rozwiązuje „natychmiastowo umowy z 9 stacjami sztucznie zawyżającymi ceny. W drodze są ponadto wypowiedzenia dla właściciela 8 stacji kupujących paliwa i 1 stacji korzystającej z logo stacji.” W sieci od kilku dni krążą także tzw. fake newsy odnośnie do cen i dostępności paliw. – Zidentyfikowaliśmy dużą aktywność wielu kont w mediach społecznościowych prowadzących zorganizowaną dezinformację dotyczącą dostępności paliw w Polsce – ostrzega Obajtek. Takie nieprawdziwe informacje pojawiały się m.in. w grupach sceptycznych wobec szczepień przeciwko COVID-19.
Problem z wypłatą gotówki
Wielu Polaków podczas weekendu miało również problemy z wypłatą gotówki. Część bankomatów zostało „oczyszczonych” przez swoich klientów z pieniędzy, czego efektem było wyłączenie ich z funkcjonowania. Problem miały także banki, do których ustawiały się spore kolejki ludzi chcących wybrać oszczędności. W sieci także pojawiała się dezinformacja o tym, że mogą zostać wprowadzone limity wypłat środków. Czy rzeczywiście jest się czego obawiać? – W Polsce nie zabraknie gotówki. Z uwagi na zwiększoną skalę transakcji, w niektórych lokalizacjach, występują pewne opóźnienia w dostawie gotówki do bankomatów z centrów logistycznych banków komercyjnych i firm obsługujących gotówkę. Są to jednak chwilowe niedogodności, a Narodowy Bank Polski posiada wystarczające zapasy gotówki – uspokajał w sobotę NBP. O tym, że nie ma się czego obawiać mówił także “Super Nowościom” Ireneusz Jabłoński z Centrum im. Adama Smitha. – Nie ma zagrożenia, wojna nas bezpośrednio nie dotyczy, istnieje w percepcji emocjonalnej. Stąd też panika i nagły szturm po gotówkę. Za kilka dni sytuacja się uspokoi – wskazywał.
Żywności i gazu pod dostatkiem
Piątek i sobota przyniosły również masowe zakupy. Polacy ruszyli do sklepów, czego efektem były puste półki z żywnością, w tym z mąką, makaronem czy drożdżami, ale także z… elektroniką czy papierem toaletowym. – Sytuacja i zamieszanie bardzo przypominała wybuch pandemii koronawirusa w Polsce – mówią eksperci dodając, że nie ma żadnych szans na to, aby w kraju zabrakło żywności. O bezpieczeństwie gazowym zapewniał z kolei prezes PGNiG Paweł Majewski, który m.in. na antenie RMF FM mówił, że gospodarstwom domowym gazu na pewno nie zabraknie. – Mamy zapas handlowy i zapas obowiązkowy gazu – musimy mieć zmagazynowany gaz na miesiąc naprawdę ostrej zimy. Jesteśmy bezpieczni – stwierdził Majewski.
kl



19 Responses to "Szaleństwo na stacjach paliw, w bankach i sklepach"