
w Internecie. Fake newsy stały się motorem dla ruchów kibicowskich, które chcą „oczyszczać miasto”. Fot. Łukasz Cynalewski / Agencja Wyborcza.pl
Tworzenie fake newsów i rozpowszechnianie nieprawdziwych informacji oraz „wyciągnie” zaszłości historycznych pomiędzy Polakami i Ukraińcami ma jeden cel: wzbudzić niechęć do uchodźców, ofiar wojny. Kto ma ten cel? Oczywiście Władimir Putin. Dezinformacja
i szczucie ludzi na siebie to stara metoda działania prezydenta Rosji. Niestety, w Przemyślu w jakimś tam stopniu się sprawdziła, bo znalazły się osoby na tyle naiwne i nierozsądne, że skłonne były nie tylko wierzyć w fake newsy, ale i je powielać.
W czwartek (3 marca) w mieście było już spokojnie, za to podobnie jak poprzedniego dnia roiło się od policjantów, tych w mundurach i nierzadko z długą bronią i „tajniaków”. Nie widać za to było wyglądających egzotycznie uchodźców z Ukrainy. Za to Internet nadal huczał. Zwolennicy bicia i wyzywania osób o innym kolorze skóry okazywali w sieci radość, że oto „dzięki kibicom” nie ma już wielu takich uchodźców w Przemyślu. Prawda wszelako jest taka, że wśród przybywających w środę pociągami z Ukrainy uchodźców, tych wyglądających egzotycznie było mniej niż we wcześniejszych dniach. Bojówek „strzegących porządku” na ulicach miasta też nie było wiele. Najczęściej były to grupki po kilka osób, przeważnie w stanie wskazującym na niemałe spożycie alkoholu, które zobaczywszy policjantów, żwawo zmykały, gdzie pieprz rośnie. Ponieważ pełni energii „strażnicy” bali się przy policji atakować uchodźców choćby słownie, pokusili się o danie upust swym emocjom inaczej, przy okazji wystawiając miastu „piękną” wizytówkę. Otóż w pobliżu peronu 4 przemyskiego dworca PKP, gdzie przyjeżdżają pociągi z Ukrainy oraz terminala odpraw granicznych, znajduje się zakład karny. Przed nim właśnie zgromadziło się kilku młodych mężczyzn, którzy wykrzykiwali „pozdrowienia do więzienia”. Znudzeni tymi wygłupami policjanci nie reagowali, ale kilku ukraińskich uchodźców zainteresowało się tą sytuacją i pytali wolontariuszy, o co chodzi. – To nic, proszę się nie niepokoić, ci ludzie mają bliskich kryminalistów i przyszli ich pozdrowić. To nie ma nic wspólnego z wami – tłumaczyli. Zgodnie z wytycznymi wolontariuszy, uchodźcy przestali zwracać uwagę na wrzeszczącą grupę.
Spokój w mieście nie oznacza jednak, że służby Putina „odpuszczają” sobie wojnę hybrydową w sieci, w którą, niestety, wciągają też Polaków. Taka wojna polega na szerzeniu nieprawdziwych informacji i szczuciu na uchodźców. Można się przed takim atakiem obronić pozornie dość łatwo, wystarczy nie dać się wciągnąć w taką wojnę. A to znaczy tyle, że nie powiela się niesprawdzonych informacji w sieci, nie opowiada się ich w realu, nie straszy innych uchodźcami itd. Pozornie to bardzo proste, ale nie wszyscy w obliczu jakiejś szokującej informacji potrafią logicznie myśleć. Całkiem spora część ludzi ulega po prostu panice i zaczyna się autentycznie bać, bo naprawdę wierzy, że to, o czym mowa, się wydarzyło. O to właśnie chodzi w tej wojnie. Ludzka panika i wyłączenie normalnego myślenia, to potężny oręż. Jak się takie coś robi? Zwykle zaczyna się od zwyczajnego trolla, kogoś, kto za pieniądze tworzy fake newsy. Zazwyczaj pojawiają się one na fejkowym koncie, które zostało stworzone nieco wcześniej i za pomocą prostych sztuczek jego administrator pozyskał większą liczbę „znajomych”. Na takim koncie, na którym dotychczas pojawiały się mało znaczące, neutralne treści, nagle pojawia się sensacyjna informacja. Np. taka: „Słuchajcie, podobno w Przemyślu (tu wulgarne określenie osoby innej rasy) zgwałcił brutalnie i pociął dziewczynę! A na przejściu w Medyce trzech takich zadeptało ukraińskie dzieci!”. To tzw. rybka, rzucenie całkowicie zmyślonej historyjki, by wywołać zainteresowanie nią. Wystarczy, by udostępniło ją i zareagowało na nią dużo osób, by taki post stał się bardzo popularny. Algorytm Facebooka jest bowiem taki, że małe profile dostają bonus zasięgowy, jeśli ich posty zyskują dużo polubień w krótkim czasie. Tak to działa. To bazowanie na ludzkiej naiwności, na tych, którzy dają się wykorzystywać w mediach społecznościowych, jako swoiste „mięso armatnie” w takiej hybrydowej wojnie. A przecież łatwo można przeczytawszy taką „informację” zwyczajnie ją sprawdzić. Serwisy policji i SG są ogólnodostępne, podobnie jak portale informacyjne. Kilkoma kliknięciami można sprawdzić, że żadna ze służb, ani żadne z mediów nie informuje o czymś takim. Jednak większość ludzi tego nie wiedzieć dlaczego nie robi. A nie robiąc nic staje się „żołnierzem” Putina. Warto o tym pamiętać.
Monika Kamińska



26 Responses to "Ruskie kłamstwa o uchodźcach"