Tutaj wojna, tam karnawał

O tym, że w tym samym czasie co karnawał, trwa wojna w Ukrainie, przypominało turystom dwoje przebierańców, których w ciągu kilku dni obecności w Wenecji udało się spotkać fotoreporterowi Super Nowości. Fot. Archiwum

Rozpacz uciekających matek z dziećmi. Płacz po śmierci najbliższych. Huk wystrzałów, wycie syren i dorobek pokoleń roztrzaskany w gruz. To Ukraina. W tym samym czasie, w tej samej Europie, wielobarwne stroje, maski i peruki. Wenecki festiwal radości i próżności, na który zjechali się turyści z całego świata, także z Rosji.

– Wyjazd na karnawał w Wenecji miałem zaplanowany już wiele tygodni temu. Jedyna taka impreza w Europie w ciągu dwóch ostatnich lat nie odbywała się ze względu na pandemię, więc byłem ciekaw tego, jak uda się ona w tym roku. Wylot miałem zaplanowany na 24 lutego z lotniska w Warszawie. Dokładnie w tym samym dniu rozpoczęła się wojna na Ukrainie – mówi Bogdan Myśliwiec. – Po przybyciu na miejsce, śledziliśmy rozwój sytuacji w Internecie. Gdyby nie to, trudno byłoby odczuć, że historia Europy zmienia się na naszych oczach. Karnawał trwał, jakby wojny nie było.
To, co rzucało się w oczy podczas tegorocznego karnawału to maski. Oprócz tych kolorowych, zabawnych i mrocznych, turyści byli zobowiązani do noszenia tych chroniących przed wirusem covid-19. Włosi bardzo restrykcyjnie podchodzą do przestrzegania obostrzeń i wymagają, aby w zamkniętych miejscach publicznych mieć założone na twarz maski FPP2. Za bawełniane czy medyczne, które tak często można zobaczyć na ulicach i w sklepach polskich miast, można we Włoszech dostać mandat nawet do 500 euro.
– Przy wejściu do restauracji skanowane są paszporty covidowe. Nie można skorzystać z komunikacji miejskiej, taksówki, czy wejść do jakiegokolwiek sklepu czy restauracji, jeśli nie ma się maski FPP2 – mówi Bogdan Myśliwiec.

40 złotych za kanapkę

Jedno z najbardziej znanych i podziwianych miast nad Adriatykiem przyciąga miliony turystów. – Przez trwającą od dwóch lat pandemię, Wenecja straciła wielu turystów. Widać to po mieście, bo jak się dowiedzieliśmy, wiele sklepów, czy restauracji otworzonych zostało tuż przed karnawałem. Wcześniej było tu bardzo pusto. Brak turystów przełożył się niestety na ceny. Wenecja nigdy nie była tania, ale teraz, niestety jest jeszcze drożej. Najtańsza kawa to około 5 euro, za porcję pizzy, czy spaghetti trzeba zapłacić 10 euro. Za dobrą, choć zwykłą kanapkę trzeba zapłacić około 40 zł. Obiad z deserem i winem dla dwóch osób to już koszt około 300 złotowy w przeliczeniu na złotówki. Także pamiątki nie są tanie. Najtańsze maski można kupić za 5 – 15 euro, ale ceny tych najpiękniejszych, to już wielokrotność tych kwot – mówi Bogdan Myśliwiec. – Nieco taniej niż w samej Wenecji jest na pobliskich wyspach Murano i Burano. Tam jednak dociera o wiele mniej turystów i sprzedawcy muszą zejść z cen. Z Włochami można i warto się jednak targować, bo jeśli jest się wystarczająco upartym, a negocjacjom towarzyszy humor to można zaoszczędzić.
Turyści odwiedzający Wenecję odnoszą często wrażenie, jakby cofnęli się w czasie o dwieście lub trzysta lat. To, czego na pierwszy rzut oka nie widać, ale szybko daje się odczuć to… spokój. Po Wenecji nie jeździ się, a spaceruje. Ulice natomiast „brukowane” są wodą, transport odbywa się więc łodziami. Miasto urzeka malowniczymi widokami i nabrzeżem. Faktycznie można się poczuć, jakby cofnęło się w czasie – mówi Bogdan Myśliwiec. – Ilość zabytków, które tworzą to miasto jest zachwycająca i tworzą one fantastyczne tło dla kreacji przebierańców, którzy przyjeżdżają tu z całego świata, aby poczuć się wyjątkowo, zaistnieć wśród tłumu i dać się sfotografować podziwiającym ich turystom.

Inny, ale przez pandemię

– W tym roku program karnawału był okrojony ze względu na obowiązujące obostrzenia – mówi fotoreporter. – Nie odbyła się parada gondolierów, nie było sceny, na której zazwyczaj prezentują się regionalne zespoły z całych Włoch, nie było także słynnego przelotu anioła, który zwiastował koniec imprezy. Sami przebierańcy jednak nie zawiedli. Było ich wielu, stroje mieli jak zwykle nie tylko zachwycające, przyciągające wzrok, ale także pomysłowe. Niektórzy traktują przebieranie się z przymrużeniem oka, a ich widok wywołuje uśmiech. Inni przebierają się po to, by szokować. Gdy podchodzi się do tych osób i fotografuje, słychać, że są to turyści z całego świata. W tym roku nie brakowało także Rosjan, którzy są wielkimi miłośnikami weneckiego festiwalu. Wielu z nich czeka na ten festiwal cały rok, miesiącami szykują i kompletują stroje. Te najpiękniejsze warte są zresztą fortunę.
Rosyjska inwazja na Ukrainę „nie przebiła” się na włoskim karnawale. Bogdan Myśliwiec uchwycił jedną parę, która z niebiesko – żółtym transparentem protestowała przeciwko wojnie, ale poza nimi, nie było widać, że w tym samym czasie w innym miejscu Europy przelewana jest krew.

Małgorzata Rokoszewska

9 Responses to "Tutaj wojna, tam karnawał"

Leave a Reply

Your email address will not be published.