
Pomocy medycznej coraz częściej wymagają dzieci, w tym noworodki i niemowlęta.
Także w stanach zagrożenia życia, wymagające np. wentylacji respiratorem. Pojawiają się też
pacjenci starsi wiekiem, z udarami mózgu, z zaostrzoną choroba wieńcową, oraz z innymi
dolegliwościami pogorszonymi np. kilkudniowym nieprzyjmowaniem leków. Wszystkim
udzielana jest fachowa pomoc, a razie potrzeby szybki transport do szpitala. „Uwierzcie, że
naprawdę codziennie serce rozpada się nam na kawałki, gdy widzimy ogrom ludzkiego
nieszczęścia jakie niesie ze sobą wojna: – piszą na Facebooku ratownicy medyczni z
Wojewódzkiej stacji pogotowia ratunkowego w Przemyślu.
Ratownicy nie ukrywają, że na pełnych obrotach działają także dzięki wsparciu kolegów
ratowników z Katowic i Poznania, a także z Danii. Dodają, że koledzy ratownicy wracając do
swoich miast, czy to do Katowic, czy to do Poznania nigdy nie jadą „na pusto”. Zawsze zabierają ze
sobą kogoś z uchodźców. „Dzisiaj np. osoba niepełnosprawna poruszająca się wózkiem
elektrycznym znalazła super opiekę i transport do Poznania!” – czytamy
Choć w większości ratownicy to osoby „zaprawione w boju” i niejedno nieszczęście już
widzieli przyznają, że nawet ich pzrerast ogrom przyniesionego przez uchodźców bólu. Marcin,
ratownik z Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego w Katowicach opisuje to tak: „36 letnia
Masza, zasłabła w kolejce oczekując na przejście przez granicę. Jest sama z 1,5 rocznym dzieckiem
i 5 torbami w których udało się zmieścić najpotrzebniejsze rzeczy uciekając z Kijowa. Jej mąż
zginął w walkach z rosyjskim wojskiem. 2 dni wcześniej poroniła. Musiała w pośpiechu opuścić
szpital by ratować się ucieczką z miasta z małym dzieckiem. Blada, splątana, osłaniona z bardzo
niskim ciśnieniem, aktywnie krwawiąc z dróg rodnych… Ale nie to było najbardziej przerażające,
bo w tym wszystkim mogłem pomóc. Mogłem ustabilizować jej ciśnienie, podać leki
przeciwbólowe i przewieźć do dobrego szpitala, w którym zajmą się nią profesjonaliści.
Najstraszniejsze było jak patrzyła martwo w jeden punkt, nic nie mówiła albo płakała… i tak na
zmianę. Na twarzy co chwilę rysował się grymas, który sugerował ból wspomnień i obrazów, które
miała w głowie. Z tym nie mogłem nic zrobić… Patrzyłem na Nią z boku i trzymałem rękę na
ramieniu…War is sucks!” – pisze
Widząc jak dużo jest potrzeb chcą jeszcze lepiej przeorganizować swoją pomoc. „Koledzy
ratownicy organizujący punkt medyczny w Szeginiach na Ukrainie, zwracają się z apelem o pomoc.
Jest to jedyny punkt, tuż przy przejściu granicznym, zabezpieczający uchodźców po stronie ukraińskiej. Potrzebni są medycy posiadający ważne paszporty, leki, sprzęt medyczny.
Zainteresowanych prosimy o kontakt telefoniczny z nr. +48 796 126 042.
Anna Moraniec



One Response to "Ratownicy na granicy pomagają i małym i dużym"