Ten lot nie powinien się odbyć

Do wypadku doszło 5 lipca 2020 roku. Fot. KMP Krosno

Rozpoczęcie startu z miejsca, które nie dawało możliwości wykonania bezpiecznego lądowania w razie wystąpienia awarii, to główna przyczyna wypadku samolotu, który krótko po starcie spadł na prywatną posesję w Krośnie. Tak ustaliła Państwowa Komisja Badania Wypadków Lotniczych.

Do wypadku doszło 5. lipca 2020 roku. Za sterami ultralekkiego samolotu siedział 70-letni doświadczony pilot. Tego dnia miał testować nowy silnik w samolocie. Jak ustalił przedstawiciel Komisji Badania Wypadków Lotniczych, przed startem pilot na lotnisku w Krośnie wykonywał próbne rozbiegi samolotu po zamontowaniu nowego silnika. Po wykonaniu kilku próbnych rozbiegów stwierdził, że silnik działa dobrze i postanowił wykonać lot. Z lotniska wystartował około godziny 8. – Po oderwaniu się samolotu od ziemi, pomimo manetki gazu wciśniętej do końca (pełna moc silnika) samolot przeszedł do lotu poziomego, a następnie zaczął się zniżać. Pilot na małej wysokości wykonał zakręt w lewo (o około 90°) z małym przechyleniem. W trakcie zakrętu zauważył po prawej stronie pomiędzy zabudowaniami małą łąkę i stwierdził, że spróbuje tam wylądować. Pilot zainicjował zakręt w kierunku łąki i w tej samej chwili prawe skrzydło samolotu uderzyło w przydrożną latarnię, której pilot nie zauważył. Samolot obrócił się w powietrzu w prawo o około 180° i spadł na teren prywatnej posesji uderzając w płot, zaparkowany samochód (który przemieścił się w bok i uszkodził garaż) i zatrzymał się na płocie po drugiej stronie posesji – opisuje szczegóły wypadku w raporcie PKBWL. Pilot odniósł poważne obrażenia, ale zdołał o własnych siłach wyjść z rozbitego samolotu. Mężczyzna, jak ustaliła policja, w chwili wypadku był trzeźwy, został przewieziony do szpitala.

Szczegółowy raport

Państwowa Komisja Badania Wypadków Lotniczych opublikowała szczegółowy końcowy raport dotyczący wypadku. Czytamy w nim, że główną przyczyną zdarzenia było wystartowanie przez pilota samolotu z miejsca, które nie dawało możliwości wykonania bezpiecznego lądowania w razie wystąpienia awarii. – Pilot rozpoczął rozbieg samolotu do startu w odległości około 300 m od progu pasa startowego wydłużając rozbieg, aby lepiej „wyczuć” samolot. Gdyby rozpoczął rozbieg od początku pasa startowego i nie wydłużał go, to najprawdopodobniej zdołałby wylądować awaryjnie – czytamy w raporcie. Jak podkreślają eksperci, ponieważ lot miał charakter oblotu technicznego po zmianie silnika, to pilot powinien zaplanować w jaki sposób go wykonać tak, aby zachować jak największy margines bezpieczeństwa. – W zaistniałym zdarzeniu pilot podjął decyzję o wykonaniu oblotu po trzech próbach próbnych rozbiegów. Wykonując loty samolotem ultralekkim należy pamiętać o tym, że lot powinien odbywać się w taki sposób, aby w każdej chwili była możliwość wykonania lądowania awaryjnego – czytamy w raporcie. Eksperci ustalili także, że feralny lot nie powinien się odbyć. Maszyna była zarejestrowana w Republice Słowacji i wniosek o zgodę na lot techniczny powinien zostać złożony do Słowackiej Federacji Lotnictwa Ultralekkiego. Takiej zgody nie było, lot był więc nielegalny i nie powinien mieć miejsca. Ustalono także, że w dniu wypadku pilot posługiwał się licencją pilota, której ważność wygasła.

Martyna Sokołowska

3 Responses to "Ten lot nie powinien się odbyć"

Leave a Reply

Your email address will not be published.