
Działają od pierwszego dnia wojny w Ukrainie. Zaczynali od organizowania transportu i noclegu. Ale szybko ruszyli z pomocą humanitarną. 2 km za granicą w Budomierzu uruchomili miasteczko humanitarne – jedyne tak prężnie działające po ukraińskiej stronie. Kilka dni temu postawili też „korytarze życia”. – To teraz niezbędne – podkreśla Aleksander Sola jeden z koordynatorów Stowarzyszenia Folkowisko. – Uchodźcy oczekują w kolejkach po kilkanaście albo kilkadziesiąt godzin. Zdarzają się przypadki śmierci. Nasi wolontariusze mówią, że oni umierają ze smutku. Nie wytrzymują ich serca…
Jeszcze do niedawna znaliśmy ich głównie z Festiwalu Kultury Pogranicza Folkowisko, corocznej imprezy odbywającej się w niewielkim Gorajcu. 3 tygodnie temu postanowili wykorzystać swoje doświadczenia w organizacji i zarządzaniu ludźmi w pracy na granicy.
– Początkowo mieliśmy działać na dużo mniejszą skalę – mówi Aleksander Sola, jeden z koordynatorów. W tzw. normalnych czasach robił magisterkę z politologii. Rzucił studia i przyjechał do Cieszanowa, by razem z przyjaciółmi ze stowarzyszenia ratować ludzkie życia. – Zamierzaliśmy przyjmować uchodźców na krótkoterminowe pobyty do Chutoru-Gorajec (siedziby stowarzyszenia), a później szukać dla nich lokacji w Polsce lub Europie. Ale życie zweryfikowało nasze plany – przyznaje.
6 zgonów w ciągu jednej nocy
Gdy uciekający przed wojną przybyli na przejście Budomierz-Hruszew, zaczęli docierać tam z pomocą. – Któregoś dnia pojechaliśmy sprawdzić, jak sytuacja wygląda po drugiej stronie. Po przekroczeniu granicy zobaczyliśmy jeden spory namiot wojskowy i setki ludzi tłoczących się dookoła niego. W środku była paczka pampersów i zgrzewka wody – opisuje koordynator. – Dziś funkcjonuje tam prężnie działające miasteczko humanitarne, które dziennie obsługuje kilka tysięcy osób. Mamy szpital polowy, ambulatorium obsługiwane 24 godziny na dobę przez naszych medycznych wolontariuszy. Oprócz tego utworzyliśmy tzw. korytarze życia – tłumaczy Alek. To ogrzewane namioty ustawione na drodze, tuż przed samym przejściem. Uchodźcy mogą się tam schronić przed chłodem, otrzymać ciepłą herbatę, posiłek, a także skorzystać z toalety. Do tej pory tak przyziemne potrzeby często były nie do spełnienia.
– Ludzie stojący w kolejkach, bali się z nich wychodzić, żeby nie utracić swojego miejsca i czekać kolejnych kilkunastu godzin – zaznacza Alek.
Trudno opisać dramaty rozgrywające się tuż za polską granicą. – Osoby, które przyjeżdżają do nas pracować jako kierowcy, są nieświadome tego, co zobaczą. Każdy, kto stamtąd wraca, starzeje się o kilka lat. Przytłacza ich widok rozdzielających się rodzin – mężczyzn odprowadzających swoje rodziny oraz kobiet i dzieci, które płaczą, bo muszą zostawić swoich mężów oraz ojców, tak naprawdę nie wiedząc, czy jeszcze się spotkają. Tam jest niepewność. Tam jest smutek. Tam jest cierpienie…i płacz. To jedyne emocje w tamtym miejscu – mówi Alek. – Niestety, mamy także bardzo tragiczne przypadki śmierci uchodźców oczekujących w kolejkach. Wolontariusze, którzy je raportują, mówią, że oni umierają ze smutku. Po prostu nie wytrzymują ich serca…
Z powodu niskiej temperatury, ludzie umierają też z wychłodzenia. – Jednej nocy mieliśmy 6 zgonów. Na jednym z najmniejszych przejść granicznych w Polsce! – podkreśla koordynator. Sytuacja się poprawiła, gdy postawili tam szpital.
Andrzej Stasiuk wśród wolontariuszy
Budomierz jest dziś jednym z najbezpieczniejszych przejść granicznych. Przybyli Ukraińcy informują swoje rodziny, że jest się gdzie ogrzać, co zjeść, wypić, zadbano też o wsparcie medyczne.
Ale nie często pojawia się w mediach. A oficjalne delegacje kierują się najczęściej do Korczowej albo Medyki. -Dzięki temu działamy najskuteczniej. Bo nie przyjeżdżamy na przejście graniczne na 20 minut, żeby zrobić zdjęcie! – mówi Aleksander. Koordynatorzy analizują problemy, zastanawiają się, jak mogą je rozwiązać i biorą się do roboty.
Obecnie stowarzyszenie pomaga również tym, którzy chcieliby przekazać np. żywność, ale nie wiedzą jak. -Wyłapujemy z zagranicy TIR-y z pomocą humanitarną. Przepakowujemy je u nas i wysyłamy do Ukrainy naszymi transportami – wyjaśnia Alek.
Ale nie byłoby tego wszystkiego, gdyby nie cała armia wolontariuszy. Tylko w jednym magazynie (a są dwa) na dwóch zmianach pracuje ich 120. Zajmują się sortowaniem, wypakowywaniem i przepakowywaniem. To ludzie z całej Polski, Europy i świata. Stowarzyszenie szuka przede wszystkim osób, które mogłyby zostać na dłużej, czyli 4 – 5 dni. – Bardzo pomaga nam także lokalna społeczność. Codziennie są tutaj strażacy, panie z Koła Gospodyń Wiejskich, które robią tysiące kanapek – zaznacza nasz rozmówca.
Z Facebook’a Folkowiska dowiedzieliśmy się, że nawet pisarz
– Andrzej Stasiuk włączył się do pomocy. Kto go ściągnął? – Nikt! Andrzej jest przyjacielem festiwalu i sam przyjechał. Jeździł po kilkanaście godzin dziennie z transportami do naszego miasteczka humanitarnego – wyjaśnia Aleksander. – Niech nikt nie myśli, że wsiadł za kierownicę, zrobiono mu zdjęcie i odjechał. Zresztą, kto zna Stasiuka, ten wie, jaki jest!
Jak pomóc?
Jeśli nie jesteśmy w stanie zaoferować własnych rąk do pracy, podzielmy się żywnością. – Potrzebne są każde ilości. Codziennie kilkunastoma transportami wysyłamy na stronę ukraińską setki ton produktów żywnościowych – mówi Alek. Prosi przede wszystkim o zupki instant, konserwy oraz musy w tubkach dla najmłodszych. – Towary, które do nas trafiają, spędzają w magazynie maksymalnie 2 godziny – stwierdza koordynator. – Przekazujemy je do Ukrainy, gdzie realnie pomagają ludziom przeżyć.
Aktualne potrzeby:
Żywność: soki małe w kartonikach dla dzieci; soki duże; musy owocowe dla dzieci w tubkach; batony proteinowe; suszone owoce i orzechy; zupki instant w kubku do zalania wrzątkiem; kasze; makarony; konserwy; słoiki z jedzeniem dla dzieci; pasztety; długoterminowa żywność; woda w małych butelkach; czekolady; ciastka; słodycze.
Plastikowe miski na zupę, kubki oraz łyżki.
Medykamenty, art. higieniczne takie jak: kremy na atopowe zapalenie skóry; egzemę; oparzenia po pieluszkowe; mokre chusteczki; pampersy; leki przeciwbólowe; leki na biegunkę; wenflony; strzykawki i igły; chemiczne ogrzewacze do rąk; Furagina – przeciwbakteryjna na układ moczowy, Captopril – leczenie chorób układu sercowo- naczyniowego; Neofuragina – zakażenia bakteryjne dróg moczowych; Lokomotiv
– na chorobę lokomocyjną.
Dary są zbierane przy ul. Kościuszki 76 B, (w budynku dawnego Instal-Budu) w Cieszanowie.
Wioletta Kruk



3 Responses to "Organizowali festiwal Folkowisko. Dziś tworzą korytarze życia na granicy"